Teatr rodzi się w walce

 

Sam mam naturę skłonną do wątpliwości, idealizacji, ale na szczęście zrozumiałem, że aby zachować moralne zdrowie, muszę obcować z wartościami, które to zdrowie dają. Zrozumiałem, że wielu ludziom jest to potrzebne. Nie tylko mnie. W swoim życiu potrzebujemy wartości moralnych, niezmiennych, do których zawsze można się odwołać i które wymagają pielęgnacji, zwrócenia ku źródłom, ku tradycji.

Popadamy często w zwątpienie o wartościach, które wniosły poprzednie pokolenia, ulegamy złudzeniom, fałszywym mitom, gubimy się. Chciałem więc teatru, który byłby obrazem tej części społeczeństwa, która wcale nie jest mała, może nie jest krzykliwa, ale która naprawdę wie, co jest trwałe, co jest twórcze. Dlatego potrzebne mi były stale w repertuarze „Improwizacje”, „Promethidion”, „Wyzwolenie”, „Treny” – mówię o tym nurcie Teatru Adekwatnego, którego jestem animatorem. To są wszystko słowa – „testamenty czynu”, jak powiedziałby Norwid.

Dzisiaj to, co „twórcze” często utożsamia się błędnie z tym, co krzykliwe, głośne, papuzie. Jest to symptom nie najlepsze wystawiający świadectwo naszym czasom. My bronimy tego, co twórcze inaczej, co zakorzenione w tradycji narodowej i kulturze humanistycznej, co godne kontynuacji.

Nie wierzę w teatr dla każdego. Teatr, każde zjawisko w sztuce przeznaczone jest dla zwolenników. Wzajemna sympatia określa atmosferę twórczą. Jeśli do teatru przychodzi ktoś, kto nie lubi teatru w ogóle albo nie lubi tego właśnie teatru, albo nie chce ulec klimatowi – psuje pracę.

Teatr jest formą wyrafinowanej rozmowy, dialogu prowadzonego przez ludzi, którzy grzeszą dobrymi formami. Potrafią w sposób niezwykle delikatny ujawnić, jak ten dialog jest wzajemnie rozumiany.

U źródła teatru istniała też potrzeba prawdy o nas samych, której w innej formie artystycznej nie sposób określić. Do teatru przyciągała nas potrzeba przyjrzenia się sobie przez kogoś innego, dostrzeżenia nici, które tworzą kontekst zdarzeń, decyzji, usiłowań, zachowań.

Teatr prawdziwy rodzi się w walce, w konflikcie. Różnie się to może w pracy manifestować, ale musi to być rzeczywiste starcie i racji, i osobowości. Jeśli mi czegoś w teatrze brakuje, to właśnie realizacji konfliktu. Najczęściej widzimy opowiadanie o konflikcie, ale nie konflikt.

Sztuka spełnia się wówczas, gdy dokonuje się akt oddania w imię myśli. Zdarzyć się tak może właśnie wobec zwolenników. Czy taki teatr może grać częściej niż raz, dwa razy w tygodniu? Nie. Nie jest to teatr przeznaczony do upowszechniania literatury. Jest to miejsce, w którym chwile przeżycia urastają do rangi literatury.

Lubiłem oglądać, kiedy Magda Teresa Wójcik grała niektóre swoje monodramy, na przykład „Tak tu cicho u zmierzchu”. Były różne przedstawienia, każde wybitne, ale niektóre wielkie. Im częściej ociera się o tę wielkość, tym mądrzejszy i spokojniejszy jest człowiek. Takie przedstawienia dają jakąś niezwykłą siłę. Mnie samemu teatr potrzebny jest, by widzieć świat we właściwych proporcjach, A takie widzenie pojawia się i utrwala po wspólnym przeżyciu.

Henryk Boukołowski

Dodaj komentarz