Scena jest wielkim znakiem

 

Czy teatr jednego aktora jest teatrem ubogim?

Powinien być. I żeby nie był za bardzo teatrem. Środki spoza aktora i tekstu to dodatkowe znaki teatralne, ale potrzebne są tylko takie, które pozwolą lepiej wyrazić to, co ma się do powiedzenia, do zrobienia na scenie.

Scena, już sama w sobie jest wielkim znakiem. Trzeba określić, kim się jest dla widza. Zdaje mi się, że im większa oszczędność, prawie asceza tzw. uscenicznienia tym bliżej sensu. Kostium, przedmioty mają swoją osobowość, upominają się o nadanie im znaczeń, trzeba więc z nimi grać, unikając dosłowności.

Najważniejsze jest poczucie formy. To, co znajdzie się ze mną w spektaklu nie śmie być dekoracją, ani dopowiedzeniem jakiegoś realizmu tzw. sytuacji życiowej. To, co zagram, i jak to zrobię, odwołuje się do wyobraźni widza; im więcej zaskoczeń, nieoczywistości, tym większa radość tworzenia. I czy to będzie „ubogie”?

Dobrze, żeby ten epitet, [szlachetny przecież], nie stał się jakimś sacrum, jakimś nieco pretensjonalnym hasłem sekty, która idzie na scenę boso. „Ubóstwo” powinno być odwagą, że z niczego – wielkie, a to, czego nie mam, jest moim wyborem. Bo mam przed sobą skarb, jakim jest obecność widza, który mnie słucha, patrzy na mnie, wierzy mi. Zapraszam cię, widzu, do mojej sprawy i do mojej wizji. Odkrywam ciebie – w sobie i proszę cię o wzajemność. Może i chcę cię oczarować, żebyś mógł myśleć, że uczestniczysz w czymś niezwykłym dzięki mnie, że tylko ja mogę tak TO zagrać. Może być chyba dozwolona ta megalomania? Może to tkwi u podstaw? Może trzeba się przyznać do grzechu? Karnawał się skończył!

 

Irena Jun

 

Dodaj komentarz