Pozornie pełne ubóstwo!

 

Drogi Wiesławie,

Pytasz mnie,drogi Przyjacielu, czy Teatr Jednego Aktora jest teatrem ubogim i domagasz się stanowczo odpowiedzi w tej sprawie. Zdaję sobie sprawę, że Ty, któremu powstanie i rozwój tego jednoosobowego teatru w Polsce i na świecie, zawdzięcza swój kilkudziesięcioletni sukces,doskonale potrafisz sam odpowiedzieć na to pytanie. Ja również w mojej książeczce, zatytułowanej „Teatr Jednego Aktora – Refleksje krytyczne” mówiłem o tym obszernie…

Pamiętam,jak pewnego razu spotkałeś mnie w Krakowie pod koniec lat 60. ub.

wieku i opowiedziałeś, że we Wrocławiu organizuje się spotkania – festiwal dla aktorów, którzy posiadają w repertuarze formy teatralne jednoosobowe.

Przyjechałem….I tak zaczął się mój udział…Byłem sam, bez dekoracji, krzesło, list w ręce, jakaś książka, kompletne ubóstwo… Pozostali uczestnicy podobnie – zostało odrzucone wszystko, co wynikało z nadużycia machiny teatralnej, właściwej dla praktyk „normalnych” teatrów dramatycznych. Mój występ zakończył się pełnym sukcesem, uznaniem ze strony publiczności bardzo licznie zgromadzonej oraz jury.

Okazało się, że jeden człowiek – aktor, nieposiadający żadnych środków materialnych,właściwych dla teatru „panującego” może sam podjąć się spełnienia zadania artystycznego, jakie przypada rozbudowanym inscenizacjom – bez dekoracji, rekwizytów. Do tego bezpośredni kontakt między widzem a osobą działającą, jakiego nie ma w teatrze „dramatycznym”. Pozornie pełne ubóstwo! Ale za to jaki efekt artystyczny – wszystko dzięki działaniu jednego aktora.

I co bardzo ważne – ja,aktor mogę na własną odpowiedzialność organizować to, co jest marzeniem każdego ambitnego artysty, szczególnie gdy nie znajduje pełnej satysfakcji w swoim teatrze, gdy zawiedziony ogląda tablicę ogłoszeń kolejnej obsady… Wtedy mogę budować własny teatr marzeń…

Mogę odważnie mówić,że jestem z teatru ubogiego, ale moje „ubóstwo” z krainy moich marzeń pochodzi… i daje moc tworzenia…

W Ewangelii św. Marka Jezus wysyła Apostołów, aby wypędzali duchy nieczyste:

„A nakazał im, żeby niczego nie brali na drogę, tylko laskę, ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w pasie; ale zawiążcie sandały… I mówił im: gdzie wejdziecie do domu tam zostancie, aż stamtąd pójdziecie. A gdyby was na jakim miejscu nie przyjęto ani by was nie słuchali, wychodząc stamtąd, strząśnijcie pył spod waszych stóp na świadectwo dla nich. I wyszedłszy, głosili, żeby odmawiali ducha…”

Dworzec kolejowy w Krakowie, noc. Spotykam Kazia.B. – aktora. Na plecach torba, drobne rekwizyty, parę jabłek, nóż, jakieś patyki wystają z plecaka. Jedzie do Szczecina. Wiezie tam swój teatr Jednego Aktora. Ubogi ?… Chyba nie. Choć wiezie tylko parę drobiazgów. I choć tylko sam wystąpi…

Stefan Jaracz wspominając, czego nauczyła go Reduta, kieruje takie pouczenie do aktorów: „Rozbijmy te dekoracje,wyciągnijmy dywanik na podwórko i pokażmy, co umiemy – bez suflera, bez dekoracji, bez mebli. Nie będzie wtedy żadnego kryzysu w teatrze. Ale do tego trzeba koniecznie coś porządnie umieć, choćby żaby łykać, ale dobrze”.

Drogi Wiesławie, tyle moich impresji o teatrze ubogim, który przecież ubogim nie jest.

I dzięki Ci za 45 lat troski, aby Teatr Jednego Aktora stał się ważną instytucją kultury teatralnej, nie tylko polskiej.

Ściskam, pozdrawiam.

Tadeusz Malak

 

PS. Można też zaglądnąć do tej mojej książeczki wydanej przez COMUK w 1985 r.

Dodaj komentarz