LAUREACI BOYA Elżbieta Kępińska: Pełne lęków przed życiem, dziwne postaci

Artystka odbiera nagrodę Boya

 

Jest takie zdjęcie: grupa ludzi stoi na tle wejścia do tunelu prowadzącego na murawę Stadionu Dziesięciolecia (dziś już nie istnieje). Nad nimi widać fragment stadionowych trybun. Ci ludzie, na czele z Zygmuntem Hübnerem, kierownikiem artystycznym, to zespół aktorski Teatru Powszechnego sfotografowany tuż przed otwarciem tej placówki w styczniu 1975 roku. W drugim rzędzie między Janem Jeruzalem a Wojciechem Pszoniakiem stoi Elżbieta Kępińska. Tak oto jej życie artystyczne zatoczyło koło. Znów znalazła się w zespole teatru prowadzonym przez Zygmunta Hübnera, u którego debiutowała przed 16 laty.

 

 

Ukryte marzenie

– Od najwcześniejszej młodości uważałam, że nie mogę robić w życiu nic innego, choć z drugiej strony nie robiłam nic, by to potwierdzić. To był mój sekret, moje marzenie – odpowiadała Elżbieta Kępińska Krzysztofowi Lubczyńskiemu na pytanie jak została aktorką.(1)
Marząca o aktorstwie dziewczyna była tak naiwna, a może tak pewna swego, że nie nauczyła się na egzamin żadnego wiersza na pamięć. Może uznała, iż samo „chcenie” wystarczy, by przyjęto ją do szkoły teatralnej. I to koniecznie krakowskiej, bo – jak wspominała – uważała, że artystą można zostać tylko w Krakowie. Nie udało się.
Po roku, już starannie przygotowana – zdała egzamin i została przyjęta w poczet studentów warszawskiej PWST. Ukończyła ją z wyróżnieniem (!) w 1959 roku. Na dyplomie zagrała Czepcową i Isię w Weselu (reż. Jan Kreczmar, Rena Tomaszewska) oraz Irinę w Trzech siostrach (reż. Zofia Małynicz, Halina Drohocka). W tym samym roku została zaangażowana do Teatru Wybrzeże w Gdańsku, którego dyrektorem był Zygmunt Hübner.
– Profesor Bardini polecił mu Kajtka (Władysław Kowalski, wówczesny mąż Kępińskiej, pobrali się na III roku studiów – przyp.) i mnie. Mówiło się wtedy, że jest w Teatrze Wybrzeże młody dyrektor, robi coś ciekawego. Jechałam tam z olbrzymim entuzjazmem – wspominała po latach Elżbieta Kępińska. (2)

Olśniewający debiut

Debiutowała rolą Jo w sztuce Shelagh Delaney Smak miodu w reżyserii Konrada Swinarskiego. Nawiasem mówiąc, również Władysław Kowalski zagrał w tym spektaklu swoją pierwszą rolę, Geoffa.
Sztuka Delaney nim weszła na polską scenę już była niemal legendą. Podkreślano, że autorka, 19-letnia Brytyjka, napisała ją w ciągu dwóch tygodni i że ten tekst to wyraz buntu młodego pokolenia Zachodu wobec konwecjonalnych norm społecznych. Pikanterii dodawał też fakt, że była to współczesna literatura zza żelaznej kurtyny.
Delaney opowiada historię Jo, młodziutkiej dziewczyny, która spodziewa się dziecka z wolnego związku, o zgrozo, z Murzynem – jak mówiono wówczas zupełnie niepoprawnie politycznie. Nikt jej nie wspiera. Nie może liczyć na własną matkę, lekkomyślną, kobietę w pretensjach, która swojej córki poczętej w pozamałżeńskim romansie – mówiąc najkrócej – nie lubi. Nie może liczyć na ojca jej przyszłego dziecka, a i przyjaźń z sąsiadem Goeffem, nie wytrzymuje próby czasu. Jo zostaje sama.
Smak miodu jest sztuką okrutną, tak jak bezwzględnymi mogą być tylko młodzi w ocenie pokolenia, które jest wobec nich zimne i objętne” – pisał na łamach „Kierunków” Józef Szczawiński. (3).
Spektakl był sukcesem, zarówno reżyserskim i inscenizacyjnym Swinarskiego, jak i aktorskim. Jednak najjaśniej zabłysła w nim debiutantka – Elżbieta Kępińska. Krytycy pisząc o jej roli Jo, nazywali ją – olśniewającą (!). A jak wiadomo ówczesna krytyka nie szafowała komplementami, szczególnie jeśli chodzi o debiutantów.
„(…)Kępińska, tegoroczna absolwentka warszawskiej szkoły, błysnęła olśniewająco. Temperament w połączeniu z półdziecinnym wdziękiem młodej dziewczyny, inteligencja i humor w połączeniu ze straszliwym, nieświadomym brakiem moralności – oto kontrasty, najważniejsze w jej grze. Wskutek jej interpretacji roli Jo sztuka straciła coś z zamierzonego surowego oskarżenia współczesnej młodzieży o niemoralność. (…) Wzbogaciliśmy się (…) o świetną kreację, pełniejszą i ciekawszą od proponowanego w tekście sztuki wzoru” – notował Andrzej Jarecki na łamach „Nowej Kultury” (4).
Róża Ostrowska w „Pomorzu” (5), prorokowała: „Jest to debiut sceniczny zapowiadający duży talent”. Jerzy Lau zauważał zaś: „Jej gra jest nasycona, skondensowana. Z jakąś żarłoczną namiętnością wypełnia małe pudełko sceny (…) wysuwa jakąś propozycję współczesnego stylu gry.” (6)
Zarówno Ostrowska jak i Lau mieli rację.
Najwnikliwiej nową wartość aktorstwa Kępińskiej opisał Andrzej Wirth, po jej debiucie na gdańskiej scenie.
„(…) Rzadko zdarza się, aby pewność, że oto pojawił się ktoś, na kogo czekał teatr, narzucała się z taką siłą.(…) Ta twarz jest intensywna, ma klimat, nie potrzebuje grymasów, aby coś wyrażać; zamknięta w łagodnych szerokich płaszczyznach jest sama sobie maską. Jest to twarz dla teatru, (…) którego nie gasi nerwowy dreszcz mimiki. (…) Głos jest (…) niepokojący, ma chwilami tonację dziecięcą, naiwną, ale i zmysłową barwę, jakby wydawało go gardło siłą ściśnięte. (…) Ma swoje piętno, wciąga w postać, należy do jej klimatu, nie daje się zapomnieć. Wreszcie gest: poddany logice ciała, skomponowany, zamknięty. (…) Ciało (…) ma swoją młodzieńczą, zwierzęcą dynamikę, rozłożoną na fazy, celową. Zdaje się, że oto na deski wszedł ktoś, bardzo nam od dawna potrzebny.” (7)
W Teatrze Wybrzeże Elżbieta Kępińska zagrała role o jakich marzą adepci aktorstwa: Polly w Operze za trzy grosze (reż. K. Swinarski) i Ofelię w „Hamlecie” (reż. A. Wajda). Krytyka znów nie szczędziła aktorce słów uznania. „Świetną kreację w roli Ofelii stworzyła Elżbieta Kępińska-Kowalska. Była wzruszająco dziewczęca, szczera, a w obłąkaniu głęboko tragiczna” – oceniał recenzent podpisany B.K. (8)
Niestety, nie było dane młodej aktorce na dłużej zatrzymać się w Teatrze Wybrzeże. Dyrektor Zygmunt Hubner odszedł. Wraz z nim część zespołu, wśród niej także Kępińska i Kowalski.

Dojrzewanie do aktorstwa

Jeszcze za dyrekcji Hubnera, w Wybrzeżu Andrzej Wajda rozpoczął próby amerykańskiej sztuki Dwoje na huśtawce Williama Gibsona. Dwie jedyne i główne role powierzył Zbyszkowi Cybulskiemu (Jerry), który był wówczas jednym z najbardziej popularnych polskich aktorów, i Elżbiecie Kępińskiej (Gizela). Gdy Zygmunt Hübner złożył dyrekcję, Wajda realizację sztuki przeniósł do Teatru Ateneum, zapewne na zaproszenie Janusza Warmińskiego, ówczesnego dyrektora.
Rolę Gizeli można nazwać ponownym debiutem Kępińskiej. To miała być jej pierwsza rola w stolicy, w dobrym teatrze ze świetnymi tradycjami, a zarazem konfrontacja z warszawską, wymagającą publicznością. Na dodatek spektaklem Dwoje na huśtawce Ateneum inagurował nową scenę – Scena 61.
„(…) Talent Kępińskiej dojrzewa zdumiewająco szybko, i ogromnie ładnie. (…) Wciela w swoje role charakter  współczesnej młodej dziewczyny, skojarzony z urokiem i siłą dobrego aktorstwa” – pisał Andrzej Jarecki (9).
„Na uwagę zasługuje zwłaszcza sztuka Kępińskiej, która zdaje się spełniać wysokie nadzieje, jakie wiążemy z nią od chwili debiutu – komunikuje Andrzej Wirth (10). Kępińska od początku trafia w tonację współczesnej dziewczyny, jest postacią wewnętrznie zgodną w każdym geście.(…) Wyrażając na scenie swoją indywidualność wciąż dąży jednak do zarysowania pewnego wzorca ponadosobowego. Charakteryzując siebie potrafi jednocześnie charakteryzować typową bohaterkę pokolenia. Kępińska umie unieruchomić twarz, przenosząc ekspresję na głos i ruch ciała. Pisaliśmy już o niepospolitych warunkach głosowych tej aktorki. Wreszcie ktoś, kto nie słodzi wygłaszanych kwestii. Głos Kępińskiej jest chwilami chropawy, wykazuje niepokojącą zmienność barwy (…). Ważną rolę ekspresyjną pełnią ręce. I tu aktorka potrafi wybrać nieomylną drogę między gestem skomponowanym i naturalnym. (…) Kępińskiej przede wszystkim zawdzięczamy, że telefoniczny romans Gibsona nie zmienił się w melodramat, że była w nim prawda współczesnej atmosfery obyczajowej”. To już nie jest recenzja. To jest hymn!

Być twórcą postaci

W Teatrze Ateneum Elżbieta Kępińska spędziła 14 lat. Owocnych.
– To najlepszy okres w moim życiu – wspominała w jednym z wywiadów (11). – Miałam szczęście pracować ze wspaniałymi aktorami, z profesjonalistami w każdym calu, jak m.in. Aleksandra Śląska, Jacek Woszczerowicz, Jan Świderski czy Gustaw Holoubek.
Miała też szczęście grać u wybitnych reżyserów – Wajdy, Hubnera, Dejmka, Swinarskiego, Warmińskiego, Grzgorzewskiego, Prusa…
„Repertuar współczesny stał się specjalnością Atenum – pisała Joanna Godlewska w książce Najnowsza historia teatru polskiego (12). W ten nurt wpisywała się też Elżbieta Kępińska swoją rolą Gizeli z Dwoje na huśtawce. Wpisywała, ale też przypieczętowywała swoje predyspozycje do grania ról kobiet współczesnych, z dzisiaj, ale psychologicznie zawikłanych, trudnych, ukrytych w sobie, zamkniętych tajemnicą…
– Dojrzano we mnie chyba kwintesencję najpierw dziewczyny, a potem kobiety współczesnej. Repertuar współczesny zostawia więcej miejsca, powietrza na własną interpretację, nie jest obrośnięty tradycją, pozwala aktorowi czuć się twórcą postaci. Język i koturny klasyki utrudniają mi identyfikację z postacią, a to jest dla mnie bardzo istotne. Myślę zresztą, że nie predestynuje mnie do wielkiego repertuaru ani mój chropowaty głos, ani moja „chropowata” uroda – oceniała w rozmowie z Krzysztofem Lubczyńskim (13).

Wiele udanych lat

W Ateneum umiano wykorzystać talent Kępińskiej. Przez 14 lat niemal nie schodziła ze sceny, bo – jak pisze Godlewska – „w Ateneum eksperymentowano z rozmaitymi formami inscenizacyjnymi, ale liczył się przede wszystkim aktor; aktorów zaś zebrał Warmiński znakomitych(…)”.(14)
Właściciwe każdą rolę Kępińskiej można uznać za sukces. Potwierdzają to liczne recenzje. Nie sposób tu wymienić i omówić wszystkich zagranych w Teatrze Ateneum. Ograniczmy się zatem do kilku najważniejszych, najwybitniejszych, chociaż w okresie Atenum, aktorka nie ma właściwie chybionej roli. Grała m.in. Geneta (Murzyni, Pokojówki), Dostojewskiego (Białe noce, Biesy), Czechowa (Wujaszek Wania), Kafkę (Zamek), Ionesco (Łysa śpiewaczka), Witkacego, (Szewcy), Weissa (Męczeństwo i śmierć Jean Paul Marata przedstawione przez zespół aktorski w przytułku w Charenton pod kierownictwem pana de Sade)…
Spektakl Petera Weissa przeniósł na scenę Konrad Swinarski, pierwszy reżyser Kępińskiej i współtwórca jej sukcesu. W Męczeństwie… (warszawską inscenizację uznano za wydarzenie) zagrała kochankę Marata Simonę. Reżyser postawił aktorce zadanie arcytrudne – przez dużą część spektaklu gra siedząc… tyłem do widowni. Podkreślamy – gra! Jak wykonała zadanie niech zaświadczą recenzje. „Sposób w jaki siedzi na swym zydlu Elżbieta Kępińska (kochanka Marata, Simona), a przez znaczną część widowiska siedzi ona tyłem do publiczności, składa się w równym stopniu na nastrój widowiska, co namiętny grymas z jakim obserwuje swych scenicznych przeciwników Bohdan Ejmont (Jakub Roux).”(15)
„Nieszczęśliwą kochanką była wzruszająca Elżbieta Kępińska” – notuje Wanda Padwa (16).
Spośród ról Elżbiety Kępińskiej w Teatrze Ateneum trzeba wymienić Sonię z dramatu Michaiła Czechowa Wujaszek Wania w reżyserii Kazimierza Dejmka. Inscenizację nazwano wydarzeniem aktorskim. To nie dziwi. Tytułową rolę zagrał gościnnie Gustaw Holoubek. W spektaklu występowały takie tuzy jak Jan Świderski, Aleksandra Śląska, Hanna Skarżanka, Halina Kossobudzka, Jan Matyjaszkiewicz, Henryk Łapiński, Krzysztof Chamiec. Niemniej krytycy zgodnie podkreślali kunszt aktorski Kępińskiej.
„Elżbieta Kępińska, Sonia – „brzydka dziewczyna o pięknej duszy” to na pewno najpiękniejsza rola w dorobku tej tak wspaniale rozwijającej się aktorki. Jest prawdziwa i wzruszająca, a z każdego jej gestu, słowa, uśmiechu emanuje ciepło i urok” – oceniał St. Ostrowski (17). Wtórował mu August Grodzicki: „To zapewne najświetniejsze, jak dotąd, osiągnięcie aktorskie Kępińskiej. Jest prosta, ujmująco szczera i czysta w uczuciach, wzruszająca w swym niepowodzeniu”.(18) Który to już raz znawcy teatru piszą o kolejnej – podkreślamy – kolejnej roli Elżbiety Kępińskiej, iż to jej najświetniejsza kreacja?!
W 1971 roku w Teatrze Ateneum Henryk Baranowski-Cordier debiutuje jako reżyser spektaklem Pokojówki Jeana Geneta. Rolę Pani powierzył Annie Ciepielewskiej. Claire i Solange – Elżbiecie Kępińskiej i Annie Seniuk. Jak to z debiutami bywa krytyka wskazywała wiele słabości w inscenizacji Baranowskiego, ale zgodnie przyznawała – zwięźlie sformułował to August Grodzicki – że „w pracy młodemu reżyserowi przyszły z pomocą trzy aktorki. Wyborne!” (19). Tę wyborność, szczególnie budowania postaci Claire, opisywał Jaszcz: „Od czasu Dwojga na huśtawce i Smaku miodu nie pamiętam tak świetnego występu Kępińskiej, choć miewała nieraz znakomite role, jak choćby niedawno w Wujaszku Wani (!) (…). (20) Jaszcz ma rację. Jak wyborna była to kreacja pokazuje tekst Marty Fik w miesięczniku „Teatr”, który staje się niemal traktatem na temat sposobu prowadzenia roli Claire.
„(…)  Kępińska trzyma publiczność w napięciu, w tym napięciu, któremu nie umieli sprostać reżyser i scenograf (…). Kępińska jest przeciw Genetowi. Ale jest i z nim, skoro osiąga to czego pragnął: „absolutną czystość, która może się zrodzić tylko z ostatecznego poniżenia i rozpaczy”. I właściwie jedynie dzięki niej (co nie ujmuje zasług jej protagonistce) ten spektakl wart jest obejrzenia, odnotowania, pamięci”. (21)
Co ciekawe, sama aktorka, jakby nie zauważywszy pochwał recenzentów, zwierzała się w jednym z wywiadów: „Z Pokojówek Geneta jestem mniej zadowolona, choć sama Claire dała mi wiele satysfakcji”. (22)
Po „Pokojówkach” przyszła znów wielka literatura rosyjska – Biesy Fiodora Dostojewskiego w reżyserii Janusza Warmińskiego. Kępińska zagrała postać Marii Liebiadkin. „(…) Gra Marię, chciałoby się powiedzieć, z czułością, pokazuje całe ludzkie bogactwo tej upośledzonej przez naturę kobiety. To jedna z najpiękniejszych ról w dorobku tej utalentowanej aktorki”  – ocenia EL.ŻM.(23). Wtóruje August Grodzicki: „Elżbieta Kępińska wzrusza prostotą i umiarem mistrzowskiej w każdym ruchu i słowie gry w roli obłąkanej Marii Lebiadkin”. (24), a Maciej Karpiński podsumowuje: ”(…) Jako Masza nasyca tę postać mnóstwem ludzkiego ciepła, jest po prostu człowiecza. W tym słowie mieści się wszystko – wzruszenie i duma, skrzywdzone dziecko i doświadczony przez los dojrzały człowiek”.(25)
Maria Leibiadkin obok Soni, Claire, Simone, a wcześniej Friedy z Zamku, czy Fanchette z Niemców była kolejną rolą w dorobku aktorki, które dołączyła do sporej już galerii „kobiet udręczonych do ostateczności, pożeranych przez namiętności często na pograniczu normalności i psychopatii”, jak opisywała je Marta Fik. Stawały się one jakby wizytówką artystyczną Kępińskiej.
– Lubię  takie skomplikowane, pełne lęków przed życiem, dziwne postaci, nie jednowymiarowe, nie płaskie, dla których tekst jest tylko przykrywką czegoś głębszego. (…) Pamiętam, że gdy grałam Simone Evrard, towarzyszkę życia Marata w sztuce Weissa, której akcja rozgrywa się w szpitalu wariatów, dostałam później listy od psychiatrów, którzy pytali, czy obserwowałam kiedyś pacjentów w szpitalu psychiatrycznym, tak trafnie udało mi się odtworzyć tę postać. Sprawiło mi to przyjemność jako aktorce, bo był to wyłącznie owoc mojej intuicji – mówiła. (26)
I wówczas, jakby na przekór utożsamiania z bohaterkami pokroju Liebiadkin, zaproponowano jej rolę księżnej Iriny Wsiewołodowny Zbereźnickiej-Podberezkiej w sztuce Szewcy Witkacego, który wkraczał na rodzime sceny. Spektakl, który wyreżyserował młody, obiecujący Maciej Prus, cieszył się wielkim zainteresowaniem publiczności. Nic dziwnego. Przyciągnęło ją do teatru nazwisko autora owiane legendą i życia, i śmierci, i dzieł z etykietką skandaliczno-zakazanych, temat sztuki rozprawiającej o władzy totalitarnej, wreszcie doborowa obsada – Marian Kociniak (majster Tempe), Roman Wilhelmi (prokurator Scurvy), Bogusz Bilewski (Hiper robociarz), a także Władysław Kowalski, Zdzisław Tobiasz, Jerzy Kamas.
„Prus z rzadką umiejętnością wydobywa z Witkacego nie tylko całą jego aktualność lecz i ironiczny humor, paradoksy, wszystko to, co z tego traktatu o władzy, o totalizmie i rozpadzie wartości czyni żywą sztukę teatralną” – pisał krytyk EL.ŻM. (27) i dodawał -„doskonała Elżbieta Kępińska jako księżna; seks i naiwność, inteligencja i bezmyślność, wyrafinowanie posunięte aż do sadyzmu”. (28) Na pracę aktorki kręciła nieco nosem Marta Fik, ale już Maciej Karpiński widział w Irinie pełnię witakcowskiej przewrotności.
Z roli, z tego doświadczenia aktorskiego bardzo zadowolona była sama Kępińska, bo jak podkreślała, Irina pozwoliła jej na zmianę emploi, na zerwanie z rolami – najogólniej rzecz ujmując – „kobiet po przejściach”, udowodnienia, że umie zagrać ostro, charakterystycznie.

Wspólnota artystyczna

W 1975 roku w życiu teatralnym Elżbiety Kępińskiej nastąpił zwrot. Opuszcza Teatr Ateneum. Przechodzi znów pod skrzydła Zygmunta Hübnera – przypomnijmy – jej pierwszego dyrektora, który zaangażował młodziutką debiutantkę do Teatru Wybrzeże w Gdańsku.
Hübner został właśnie kierownikiem artystycznym, a dwa lata później i dyrektorem naczelnym, nowo przebudowanego Teatru Powszechnego na warszawskiej Pradze. Było trochę tak, jakby zespół artystyczny i kierownictwo teatru znów debiutowali na scenie.
– Z Powszechnym związałam się z ogromnego sentymentu i szacunku dla mojego pierwszego dyrektora – wspomina Elżbieta Kępińska. – Dzięki niemu zaistniałam w tym zawodzie i jemu zawdzięczałam pierwszy, jakże ważny dla debiutantki pełen wspaniałych ról sezon. (29)
W zespole poza Kępińską znaleźli się m.in.: Ewa Dałkowska, Mirosława Dubrawska, Anna Seniuk, Joanna Żółkowska, Edmund Fetting, Leszek Herdegen, Kazimierz Kaczor, Władysław Kowalski, Bronisław Pawlik, Franciszek Pieczka, Wojciech Pszoniak, Stanisław Zaczyk…
– Mogłem stworzyć zespół na zasadzie doboru naturalnego – spotkali się tu ludzie o podobnym spojrzeniu na teatr i to właśnie zadecydowało o naszych pierwszych sukcesach – notował Zygmunt Hubner w tekście Zamiast życiorysu. (30)
A sukces przyszedł już wraz z inauguracją sceny. Przedstawienie Sprawa Dantona Stanisławy Przybyszewskiej w reżyserii Andrzeja Wajdy otwierało podwoje Powszechnego i jego nowej dyrekcji. Premiera miała miejsce 25 stycznia 1975 roku. W spektaklu błyszczały kreacje Bronisława Pawlika (Danton) i Wojciecha Pszoniaka (Robespierre).
Elżbieta Kępińska w Sprawie Dantona zagrała Eleonore (kochankę Robespierre`a). I chociaż krytycy nie poświęcili tej roli wiele uwagi, to właśnie za Eleonore, aktorkę nagrodzono na I Opolskich Konfrontacjach Teatralnych (1975).
Teatr Powszechny pod kierownictwem artystycznym Zygmunta Hübnera szybko umacniał się na pozycji jednej z najbardziej interesujących scen w kraju.
„(…) Chcemy tworzyć teatr nieobojętny. (…) Niesie to za sobą konieczność właściwego doboru repertuaru. (…)Muszą to być utwory współczesne, odnoszące się czasami bezpośrednio do zjawisk zachodzących w tej zwykłej polskiej codzienności” – wykładał swoje credo artystyczne Hübner (31). Takie spojrzenie na teatr, jego misję niewątpliwie bliskie było aktorce Elżbiecie Kępińskiej.
Widzowie zobaczyli w Powszechnym m.in.: Barbarzyńców Gorkiego (reż. A. Bardini), Dni Turbinów Bułhakowa (reż. T.Zygadło), Wroga ludu Ibsena (reż. K.Kutz), Dom Bernardy Alba Lorki (reż. J. Wiśniewski), Kopciucha Głowackiego (reż. K. Kutz), Odpocznij po biegu Terleckiego (reż. Z. Hübner), Garderobianego Horwooda (reż. Z.Hübner) z popisowymi rolami głównymi Zapasiewicz-Pszoniak…
Elżbieta Kępińska gra interesujące role, zauważane i odnotowywane przez krytykę, lecz sama ma poczucie, że „moje nadzieje na równie ciekawe i twórcze sezony powoli rozmijały się z rzeczywistością” – zwierzała. (32). Prawdopodobnie na ten nienajweselszy ton refleksji nad swoimi dokonaniami artystycznymi cieniem położyły się lata 80. ub.w., kiedy to na karierze Kępińskiej odcisnęła się polityka.
– Po wprowadzeniu stanu wojennego zostałam poddana takiej próbie, że myślałam o rezygnacji z zawodu – mówiła z goryczą w jednym z wywiadów (33).
Jej „winą” było to, że była żoną Mieczysława F. Rakowskiego, dziennikarza, wieloletniego redaktora naczelnego tygodnika „Polityka”, ale też premiera PRL i I sekretarza PZPR. Ta „próba”, której poddali ją koledzy, a którzy przecież znali aktorkę nie od wczoraj, nienajlepiej o nich świadczy…

Cień i światło

Nie odeszła mimo to. Grała. I jak zwykle na najwyższym poziomie. Jeszcze przed rokiem 1980, doceniono jej rolę – Ona – w dwuosobowej sztuce Krzysztofa Choińskiego Otwórz drzwi (reż. J.Bukowski). Partnerował jej Leszek Herdegen. Następnie zagrała z nim i z Edmundem Fettingiem w Zdradzie Pintera (reż.J. Bratkowski). „Jest to (…) koncert albo lepiej popis sztuki aktorskiej na najwyższym poziomie (…). Kępińska, Herdegen i Fetting tercet doskonały” – oceniał Jerzy Adamski (34). Teresa Krzemień chwaliła aktorkę za role w spektaklach  Czwartkowe damy – „(…) Bardzo interesująca rola, rozegrana nie brawurowo, a pastelami, podtekstami, cieniutko (…)” (35) i Awantura w Chioggi – „(…) Gra całą gamę uśmiechów i w tych uśmiechach zawiera całą osobowość mądrej niewiasty, która zawsze potrafi znaleźć właściwy moment na wtrącenie swoich 3 groszy”. (36).
Doskonałość gry Kepińskiej nie uszła uwadze recenzentów, nawet gdy aktora grała role pomniejsze, np. epizod -Tłusta Kobieta w Kartotece Tadeusza Różewicza w reżyserii Michała Ratyńskiego. „Elżbieta Kępińska z brawurą dała portret samotnej kobiety„ (37) – odnotowywał Tomasz Miłkowski. Z szacunkiem pisano o roli Elin, w przejmującym dramacie studium alkoholizmu Noc jest matką dnia Larsa Norena. „Elżbieta Kępińska bardzo oszczędna w ekspresji i skupiona wewnętrznie potrafiła wydobyć z postaci jej rozdarcie wewnętrzne” (38).
Zauważono jej Lady, żonę Sira – „gra ją wytrawnie konstruując rolę Elżbieta Kępińska”(39) – głównego bohatera w Garderobianym, który był popisem scenicznym Zbigniewa Zapasiewicza (Sir) i Wojciecha Pszoniaka (Garderobiany).
– Mimo że przez wiele lat nie grywałam głównych ról, czułam się w jego (Zygmunta Hübnera – przyp.) teatrze potrzebna, przydatna (…)” (40) – oceniała po latach Kępińska.

Wielki triumf

Tak było, choć, gdy to mówiła, w tym stwierdzeniu wyczuwało się ton rezygnacji, jakby nie liczyła już na wielkie role, wielkie artystyczne wyzwania.
A jednak… Przyszła świetna, charakterystyczna Babuszka w głośnym spektaklu Czwarta siostra Janusza Głowackiego w reżyserii Władysława Kowalskiego. „(…) Jest (…) interesująca rodzajowa Babuszka Elżbiety Kępińskiej(…)” – oceniał Janusz R.Kowalczyk (41).
Triumfem dojrzałego artyzmu Elżbiety Kępińskiej, potwierdzeniem jak wspaniałą, świadomą jest aktorką była rola Erny w dramacie Wernera Schwaba Prezydentki. Zanim sztukę młodego Austriaka ujrzała warszawska publiczność, Prezydentki zdążyły już obrosnąć złą sławą. Ich polska prapremiera (1997) odbyła się w olsztyńskim Teatrze im.S. Jaracza (reż.T. Dutkiewicz). Przed realizacją w stołecznym Teatrze Powszechnym jej reżyser Grzegorz Wiśniewski, wystawił Prezydentki w krakowskim w Teatrze Stu, a we Wrocławiu w Teatrze Polskim Krystian Lupa. Plotkowano, że artystki oddają role, że nie chcą grać w „obscenicznej”, „fekalicznej” sztuce.
Ta obsceniczność jest typowa dla twórczości Schwaba, który obnaża ludzkie postawy, zderza sacrum z profanum, pokazuje, że w człowieku tkwi zło, które nagle pod byle impulsem może się ujawnić.
Tytułowe prezydentki to trzy kobiety w średnim wieku, które zebrały się w domu Erny i świętują, bo ta kupiła kolorowy używany telewizor…  „Przedstawienie w Powszechnym odsłania świat wydziedziczonych z wielkiej tradycji, ograniczonych duchowo, więdnących w samotności i biedzie kobiet” – opisywał bohaterki Prezydentek Tomasz Miłkowski (42).
W warszawskim spektaklu na małej scenie Powszechnego wystąpiły Elżbieta Kęapińska (Erna), Ewa Dałkowska (Maryjka) i Joanna Żółkowska (Greta). Podczas przygotowywania spektaklu nie było tak spektakularnych starć reżysera z aktorkami, jak w Teatrze Stu, żadna z nich roli nie oddała, chociaż Elżbieta Kępińska przyznawała się do sporych wątpliwości.
– Dla mnie dramat Schwaba jest trochę obsceniczny, pracę nad tym spektaklem rozpoczęłam z ogromnymi oporami. (43).
Nie przeszkodziły one jednak aktorce w stworzeniu roli wybitnej, którą – jak sama ujawniała w jednym z wywiadów – zaakceptowała dopiero po kilkunastu przedstawieniach. Może dlatego, że jej bohaterka Erna nie wywołuje współczucia. Jest raczej odpychająca – skąpa, bez cienia empatii, obłudna… Aby zagrać swoją rolę aktorka musiała zrozumieć i zaakceptować tę postać z całą jej wewnętrzną ohydą.
– Na podstawie tekstu i rozmów z reżyserem próbuję zbudować „życiorys” postaci, któram gram – opowiadała o swojej metodzie pracy Kępińska. – Często wychodzę poza infromacje otrzymane od autora, staram się uwiarygodnić reakcje i zachowanie granej postaci obudową psychologiczną, zrozumieć jej motywy, kompleksy, urazy, tęsknoty czy ambicje. (44)
W przypadku Erny aktorce udało się przejrzeć jej bohaterkę do głębi. – Starałam się stworzć pełnowymiarową postać kobiety, która kocha, tęskni, marzy, dla której brzydka codzienność jest koniecznością – mówiła Kępińska o pracy nad rolą w Prezydentkach (45).
Efekt sceniczny był fenomenalny, krytycy – entuzjastyczni. „Wspaniała jest Elżbieta Kępińska jako Erna pełna prowincjonalnej elegancji, skrywającej drzemiącego w niej potwora” (46). „Ewa Dałkowska, Joanna Żółkowska i Elżbieta Kępińska świetnie portretują emerytki, w których tli się tęsknota za innym życiem – pisał Roman Pawłowski (47). Tomasz Miłkowski dodawał: „(…) Grają jak natchnione. Nadają swym bohaterkom rysy hiperrealistyczne – prawda gestu, sposoby zachowania idzie w ich interpretacji w parze z pewnym nadmiarem, rodzajem przedziwnego skarlałego uduchowienia. Erna marzy o związku z producentem wątrobianki, codziennie zabijana po kawałku przez syna alkoholika” (48). A Jakub Janiszewski podsumowywał: „Spektakl od nuty czysto komediowej, stopniowo przechodzi na coraz wyższy poziom metaforyczności, stając się niemal przypowieścią. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie świetne rozwiązania obsadowe. Kępińska, Dałkowska i Żółkowska dają popis aktorstwa najwyższej klasy. (…) Prezydentki w Powszechnym są prawdziwym wydarzeniem artystycznym”. (49)
Za ten popis, czyli rolę Erny Elżbieta Kępińska została wyróżniona nagrodą im.Tadeusza Boya-Żeleńskiego (2002). Te nagrodę przyznano również jej scenicznym partnerkom.

Aktorska bezbłędność

Po Prezydentkach nadszedł dla Kępińskiej czas znów  dużych, znaczących ról, w których może pokazać pełnię swego aktorskiego kunsztu, umiejętność budowania postaci, perfekcyjną synchronizację warstwy psychologicznej z fizycznością.
W spektaklu Dzień Walentego Iwana Wyrypajewa w reżyserii Iwony Kempy Kępińska (Walentyna) spotkała się znów z Joanną Żółkowską: „Na scenie cierpią fenomenalnie Joanna Żółkowska i Elżbieta Kępińska, grające dwie stare, samotne, nieszczęśliwe kobiety”. (50)
Podczas jednego z przedstawień Dnia Walentego (28 czerwca 2009 r.) Elżbieta Kępińska obchodziła jubileusz 50-lecia (!) pracy artystycznej. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego uhonorował artystkę srebrnym medalem Gloria Artis.
Po raz kolejny obie aktorki – a prywatnie przyjaciółki – zagrały w dwuosobowym współczesnym dramacie Niklasa Radstroma Salamandra, polskiej prapremierze (15.10.2010) w reżyserii Adama Guzińskiego. Aktorka nie kryje, że to bardzo ważny dla niej spektakl i bardzo ważna rola. Dzięki postaci Helen powraca w krąg bohaterek nieławych psychologicznie, zawikłanych, skrzywdzonych, które jednak nie chcą zgodzić się na poniżenie.
„Elżbieta Kępińska bezbłędnie wyczuwa konstrukcję psychiczną postaci, którą gra. Jednym cięciem potrafi przerwać niepewność relacji między bohaterkami. (…) „Salamandra” to efekt scenicznego porozumienia, gdzie liczy się wspólna walka o każde słowo i teatr kameralny skupiony” – oceniał krytyk. (51).
W tym samym sezonie teatralnym (2010/2011) Elżbieta Kępińska zagrała także Volumnię, matkę Koriolana w spektaklu Koriolan (prem. 10.06.2011) w reżyserii Gabriela Gietzky`ego. Przyjęła także zabawną rolę-epizod Staruszki, w sztuce Kasta la vista wystawionej w Teatrze Ateneum w reżyserii Eweliny Pietrowiak. Przyjęła zapewne z nienasyconej, jak u każdego aktora, chęci grania, ale przede wszystkim dla humorystycznej charakterystyczności tej postaci, a także zapewne z sentymentu do sceny, na której wyrosła na jedną z najwybitniejszych polskich aktorek teatralnych. Właśnie teatralnych. Bo ani film, ani telewizja nie doceniły należycie aktorskiego kunsztu, aktorskiej doskonałości Elżbiety Kępińskiej.
– Kamera mnie peszy – wyznawała w jednym z wywiadów. – Może dlatego, że tak rzadko gram w filmie – diagnozowała. (52)
W filmie jej najlepsze role to Kazia z Samsona Andrzeja Wajdy, Agnieszka z Dotknięcia nocy Stanisława Barei, Basia z Rozwodów nie będzie Jerzego S. Stawińskiego, Teresa Grudowa z Grzechu Antoniego Grudy Jerzego  Sztwiertni.
W teatrze TV Elżbieta Kępińska debiutowała (1960) rolą Joanny w Procesie Joanny d`Arc w Rouen w roku 1431 w reżyserii Konrada Swinarskiego. Do najlepszych jej ról krytyka, ale i widzowie zaliczają Frankę z realizacji Dziewczęta z Nowolipek(1970) w reżyserii Stanisława Wohla, a także Krystynę z Nory (1975) w reżyserii Macieja Englerta.
„Kępińska jest bez żadnych wątpliwości najwybitniejszą polską aktorką z rocznika debiutującego w wiele lat później niż Mikołajska czy Śląska (…)” – twierdził Juliusz Kydryński na łamach „Dziennika Polskiego” (53), wytrawny krytyk, znawca teatru i sztuki aktorskiej.
Nie mylił się.

Grażyna Korzeniowska

PRZYPISY:
1. Nie gram wszystkiego – wywiad z Elżbietą Kępińską, Krzysztof Lubczyński,  Trybuna nr 41/2002
2. „23 marca 1930 Zygmunt Hubner 12 stycznia 1989”, Wyd. Gdańsk-Kraków-Warszawa 2000
3. Józef Szczawiński „Gorzki smak miodu”, Kierunki nr 5/1960
4. Andrzej Jarecki „Smak miodu i smak octu”, Nowa Kultura nr 49/1959
5. Róża Ostrowska „Gorzki smak miodu”, Pomorze nr 23/1959
6. Jerzy Lau „Smak miodu w Warszawie”, Argumenty nr 5/1960
7. Andrzej Wirth „Wizytówka dla beat Jo”, Nowa Kultura nr 6/1960
8. B.K. „Hamlet”, Panorama Północy/13.08.1960
9. Andrzej Jarecki „Scena w pokoju”, Sztandar Młodych nr 17/1961
10. Andrzej Wirth „Samotność w mrowisku”, Nowa Kultura nr 4/1961
11. ibidem
12. Joanna Godlewska „Najnowsza historia teatru polskiego”, Wyd. Siedmiogród, Wrocław 1999
13. ibidem
14. ibidem
15. Witold Filler „Piękne i przewrotne”, Kultura nr 28/1967
16.Wanda Padwa „Męczeństwo i śmierć Marata”, Trybuna Mazowiecka nr 150/1967
17. St. Ostrowski „Kochany wujaszek Wania”, Świat nr 8/1969
18. August Grodzicki „Trzeba żyć”, Życie Warszawy nr11/1969
19. August Grodzicki, Życie Warszawy 14.01.1971
20. Jaszcz „Świat żądz i demonów”, Trybuna Ludu nr 19/1971
21. Marta Fik „Pokojówki”  Teatr nr 4/1971
22.  Elżbieta Żmudzka „Elżbieta Kępińska. Portrety”, Zwierciało nr 25/1971
23. EL.ŻM. „Biesy”, „Zwierciadło” nr 16/1971
24. August Grodzicki „Sens i bezsens istnienia”, Życie Warszawy nr 79/1971
25. Maciej Karpiński „Biesy Camusa”, Sztandar Młodych nr 92, 1971
26. ibidem
27. EL.ŻM.„Szewcy Witkacego” Zwierciadło nr 42/1071
28. ibidem
29. ibidem
30. ibidem
31. ibidem
32. ibidem
33. Maja Markusz „Gorzki smak miodu”, Kobieta i Życie nr 3/1988
34. Jerzy Adamski „Teatr z bliska”, Wyd.LSW, Warszawa 1985
35. Teresa Krzemień „Babskie herbatki”, Kultura nr 43/1980
36. Teresa Krzemień „Goldoniady”,Tu i Teraz nr 16/1983
37. Tomasz Miłkowski „Wiwisekcja”, Trybuna Ludu nr 204, 1984
38. Temida L.Stankiewiczówna „Szwedzki wieczór w Powszechnym”, Sztandar Młodych 5.01.1986
39. Krystyna Gucewicz „Cień”, Express Wieczorny nr 18/1987
40. ibidem
41. Janusz R.Kowalczyk „Z obstawą do teatru”, Rzepa nr 296/1999
42. Tomasz Miłkowski „Ofiary tandety”, Trybuna nr 290/2001
43. Magda Cytowska „Skąpa zrzęda, morowa baba i fanatyczka religijna, Życie nr 287/2001
44. ibidem
45. ibidem
46. Tomasz Mościcki „Ohyda i współczucie”, Przekrój nr 4/2002
47. Roman Pawłowski „Kto się boi Schwaba”, GW nr 291/2002
48. ibidem
49. Jakub Janiszewski „Boże zmiłuj się nad nami”, DD nr 50/2001
50. Katarzyna Grabowska „Dzień Walentego”, www.tvp.pl, 2002
51. Przemysław Skrzydlewski „Pojedynek na słowa”, Dziennik GP nr 230/2010
52. Maryla Chudzyńska „Spotkanie z aktorką Elżbietą Kępińską”, Ekran nr 4/1975
53. Juliusz Kydryński „O Kępińskiej, Szajnie i „Anty-Grotowskim””, Dziennik Polski nr 247, 1975

Dodaj komentarz