XI Festiwal sztuki mimu: Arlekin na zawsze

Spektaklem Harlekin sławnego Teatru Derevo, dobrze znanego publiczności warszawskiego festiwalu w Teatrze na Woli, otwarta została 19 sierpnia jego XI edycja. W druga dziesiątkę wszedł festiwal spektaklami uznanych już grup, co wyraźnie wskazuje, że konfrontacje nabiera pewnej szlachetnej patyny.

 

 

Derevo gościło tu już kilkakrotnie a spektakl Islands in the stream, prezentowany 4 lata temu publiczność zachwycił, odnajdując z dobrym skutkiem formę dla wielkiej metafory, oddającej stan zagubienia współczesnego człowieka. Była to opowieść o nieuchronnym przemijaniu, o śmierci, o daremnym wyrywaniu się człowieka ku nowym horyzontom. Sceny, kiedy publiczność (dzięki sugestywnemu połączeniu gry światła, muzyki i pantomimy) pogrążała się w odmętach głębin, należały do przejmujących obrazów tego widowiska.

W Harlekinie Anaton Adasinsky idzie w inną stronę, próbując zdefiniować charakter swojej sztuki mieszczącej się „pomiędzy”, bo jego Derevo, choć wyrasta z pantominy, to swymi odgałęzieniami sięga w stronę teatru cieni, animacji, cyrku, jarmarcznej błazenady, tańca, trzymając się jednak przede wszystkim ciała – jego wyrazistej plastyki, zdolnej opowiedzieć o skomplikowanych światach wewnętrznych.

Zanim spektakl się rozpocznie, już krąży między widzami sztucznie wypchany, niezdarny klown, zaczepiając, śmiesząc, drażniąc, pokrzykując (ale nie używając słów, a tylko rozmaitych zastępczych dźwięków). Po zaprzedaniec ciemności oglądami niejako od tyłu scenę z marionetkami, które w postaci teatru cieni przemykają po kurtynie, a potem, kiedy klown-animator odwiesi dwie marionetki po bokach sceny, towarzyszymy mu w ukłonach przed niewidoczną publicznością – jak w tradycyjnej klownadzie wszystko tu dzieje się na opak, artysta kłania się tyłem do nas, a przed wyimaginowaną widownią, przy czym kłania się coraz bardziej niechętnie, aż wreszcie powoduje krótkie spięcie, aby pozbyć natrętnych widzów, okazujących mu nadmierny entuzjazm. Tak to się zaczyna, a potem toczą się przed nami zabawne, choć przesycone liryką sceny między Arlekinem i Kolombiną (Arlekinem trochę na modłę turecką z krwawym mieczem i fezem na głowie), i między Kataryniarzem i zakochana w nim Małpką. Dużo w tym drwiny, ale i czułości, poczucia nieuchronnego kresu, co na koniec symbolizuje wielka wskazówka na szerokość połowy sceny, odmierzająca czas i rytm.

Piękne, pełne energii widowisko, w którym artystom pomagają idealnie zharmonizowane efekty dźwiękowe i świetlne, pozwalające tworzyć iluzję jak na cyrk i powagę przystało.

Tomasz Miłkowski

 

HARLEKIN, pomysł Anton Adasinski&Derevo, muz. Daniel Williams, światła Igor Fomin, scenografia i rekwizyty Andrey Bobylew, kostiumy Anna Frumson, menadżer Isolde Matkey, grupa Derevo, występ podczas XI Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Mimu w Teatrze na Woli, 19 sierpnia 2012

Dodaj komentarz