Być czy nie być Boyem?

 

Postawione w tytule pytanie, stanowiące na pozór odległą aluzję do dylematów Hamleta, dotyka w istocie kwestii niezwykłej wagi. Kryje się bowiem za nim cały szereg problemów, uruchamianych wraz z przywołaniem nazwiska Tadeusza Boya-Żeleńskiego.

[Boy sportretowany przez Witkacego, 1928]

 

 

Boy, z wykształcenia lekarz, z zamiłowania tłumacz literatury francuskiej (przetłumaczył i opatrzył komentarzami blisko sto klasycznych pozycji literatury francuskiej, od Villona i Rabelais’go po Prousta), był również poetą, autorem tekstów kabaretowych, publicystą, historykiem literatury, a także krytykiem teatralnym. Dzieciństwo i młodość spędził w Krakowie. Przyjaźń z artystami, przygotowującymi przewrót antypozytywistyczny w literaturze polskiej, zaowocowała po latach wydaniem wspomnień o cyganerii artystycznej, do dzisiejszego dnia liczonych w poczet najcenniejszych źródeł do dziejów Młodej Polski. Po przeprowadzce do Warszawy, kiedy Żeleński raz na zawsze porzucił niewdzięczną i nielubianą przez siebie praktykę lekarską, zaczął się żywo angażować w sprawy kultury, polityki i socjologii. Trudno jest wskazać znaczącą dla lat dwudziestych i trzydziestych dwudziestego wieku debatę społeczno-kulturalną, w której Boy nie zabrałby głosu. Z równą pasją dowodził rangi dzieła Moliera i Fredry, wskazywał mielizny polonistyki uniwersyteckiej, tropił skandale emigracji polistopadowej, co włączał się w kontrowersyjne sprawy związane z dziedzinami sądownictwa, kościoła czy urzędów państwowych. Wspierał akcję świadomego macierzyństwa, debatował o pomijanych dotąd w dyskursie publicznym sprawach seksualności, walczył o prawa kobiet. Pasja polemiczna nie pozwalała mu przejść obojętnie wobec żadnej z ważkich spraw, którymi żyło społeczeństwo polskie w dwudziestoleciu międzywojennym. Małgorzata Szpakowska pisała:

 

Boy zainicjował także kilka ważnych kampanii publicystycznych i to one przede wszystkim zdecydowały o zasięgu jego oddziaływania. Z tradycyjną polonistyką spierał się o „ludzi żywych”: o Przybyszewskiego, Żmichowską, a zwłaszcza o Mickiewicza; tytuł książki, w której zebrał swoje artykuły o Mickiewiczu – Brązownicy (1930) – wszedł na stałe do języka potocznego. Przeciw kultowi sarmackiej przeszłości z kolei wymierzone zostały Obrachunki fredrowskie (1934), a propozycję rewizji tej przeszłości przyniosła Marysieńka Sobieska (1937). Jednak chyba największy rozgłos zdobyły jego kampanie prawno-obyczajowe; w nich też w najbardziej otwarty sposób doktor Żeleński formułował swoje poglądy społeczne1.

 

Imponujący jest więc już sam zakres zainteresowań Boya. Tytaniczna praca literacka pozostawiła przy tym trwałe ślady: dorobek literacki pisarza, zgromadzony po drugiej wojnie światowej w PIW-owskiej serii dzieł zebranych, każe pochylić się z szacunkiem nad dziełem jego życia. Jeśli dodać do tego nienaganne posługiwanie się polszczyzną (Irena Krzywicka wspomina, że pisarz miał przy tym „własny pogląd na stawianie przecinków, kierując się nie względami gramatycznymi, tylko logicznymi i pilnie tych swoich zasad przestrzegał”2), potoczysty i pełen swady styl pisarski, którym przybliżał problemy literatury i teatru zarówno znawcom przedmiotu, jak i ludziom niezwiązanym na co dzień z dziedzinami kultury i sztuki, wydawałoby się, że trudno jest odpowiedzieć na tytułowe pytanie przecząco.

Tymczasem Boy nie cieszy się współcześnie sławą, na którą z całą pewnością zasługuje, a jego dorobek bywa z wielu powodów bagatelizowany. Chłopięcy pseudonim, którym posługiwał się od czasów współpracy z krakowskim kabaretem „Zielony Balonik”, skłaniał już krytyków dwudziestolecia międzywojennego do ferowania łatwych i powierzchownych opinii na temat pisarza. Jak pisała Irena Krzywicka, „określenia, które krytyka, na ogół życzliwa […], używała w stosunku do niego, zawierały się w gęsto sianych przymiotnikach , , , , ”3. Szanowano go jako znakomitego tłumacza, autora zabawnych tekstów kabaretowych i sprawnego felietonistę – kiedy jednak przychodziło do oceny dorobku Boya jako pisarza wypowiadającego się w kwestiach literatury, zarzucano mu prześlizgiwanie się po powierzchni tekstów, szukanie sensacji i niepotrzebne racjonalizowanie, prowadzące do spłycania duchowego wymiaru rzeczywistości.

Jego recenzjom teatralnym zarzucano powierzchowność, wynikającą ze zbyt tradycyjnego gustu; pisano, że „nie rozumie specyfiki sztuki teatralnej; że o literaturze dramatycznej pisze jak oczytany amator, bez narzędzi, bez teorii, bez zaplecza”4. Szczególnie dwa niechętne Boyowi określenia przylgnęły do jego sylwetki w publicystyce dwudziestolecia międzywojennego i pokutują w polskim literaturoznawstwie po dziś dzień: „Beniaminek” (tytuł wymierzonego przeciwko Boyowi pamfletu Karola Irzykowskiego z 1933 roku) i metafora „życia ułatwionego”, wytykająca pisarzowi ignorowanie idealistycznych i religijnych potrzeb człowieka. Żeleńskiego krytykowali też zawzięcie Stanisław Ignacy Witkiewicz, zarzucający mu „płyciznę myślową, brak przygotowania estetycznego, nadwartościowanie sfery obyczajowej i przynależność do >>kawiarńwarszawki<<5”, a także Witold Gombrowicz, który poglądom inżynierostwa Młodziaków z Ferdydurke przypisał bezpośredni patronat Boya. Po latach do pomniejszenia rangi spuścizny Boya przyczyniła się także kwestia jego uczestnictwa w oficjalnym życiu kulturalnym Lwowa pod okupacją radziecką6.

Jedyna bodaj dziedzina, w której – niezależnie od zmiany metodologii i strategii pisarskich – pozycja Boya nie wydaje się możliwa do podważenia, to obszar krytyki teatralnej. Po dziś dzień uważa się bowiem Tadeusza Żeleńskiego za twórcę gatunku eseju teatralnego, a tym samym za ojca krytyki teatralnej dwudziestego wieku.

*

Niespełna dwa tysiące recenzji teatralnych Boya, pisanych nieprzerwanie od 1919 roku do wybuchu drugiej wojny światowej, składa się na dziesięć spośród dwudziestu ośmiu tomów jego Pism (tomy 19-28). Ten imponujący zbiór tekstów, nazwany przez Jana Kotta „wielką, i to nie tylko w swoich rozmiarach, powieścią o dwudziestoleciu międzywojennym”7 stanowi jednorodny pod względem stylistycznym i metodologicznym przewodnik po mapie życia teatralnego lat międzywojnia. Boy w recenzjach nie pomijał bowiem żadnego gatunku sztuk: pisał o tekstach, wyznaczających wyżyny polskiej dramaturgii (dramat romantyczny czy dramaty Wyspiańskiego), ale także stanowiących domenę kultury popularnej. Irena Krzywicka, zwracając przy tym uwagę na charakterystyczną dla Boya strategię pisarską, wspominała:

 

Każde słowo pochwały Boya było cenione na wagę złota, ale i tak wszystkim nie dogodził i niejeden mu nie darował jakiejś nieco mocniejszej krytyki. A panoszyło się na warszawskich scenach wiele szmiry, więc jednak nie można było wszystkiego chwalić. Czasem Boy wykręcał się dowcipem, czasem przemilczeniem jakiegoś aspektu sztuki, ale na ogół starał się wygrzebać z niej wszystko, co dobre. Ta jubilerska robota była bardzo męcząca. W dodatku, poza polską szmirą, tłoczyła się u nas szmira zagraniczna. Co z tym robić? Nie było rady, ludzie chcieli się rozerwać, teatr musi istnieć, aktorzy musieli z czegoś żyć, więc Boy znalazł dość trudne, ale charakterystyczne dla siebie wyjście. W każdym, najpodlejszym nawet sztuczydle próbował znaleźć jakiś problem, najczęściej natury obyczajowej, ale często estetycznej czy czysto teatralnej i wtedy poświęcał artykuł prawie wyłącznie tej kwestii. W rezultacie czyta się do dziś te recenzje sztuk dawno już umarłych jak powieść czy też jako zbiór fascynujących nowel8.

 

Socjologizująca metoda, o której pisała Krzywicka, stała się znakiem rozpoznawczym jego recenzji. Krzysztof Krasucki definiował krytycznoteatralne strategie Boya następująco: „w warunkach tu i teraz próbuje narzucić czytelnikowi swój odbiór tak zaktualizowanej przez siebie sztuki. I jest przy tym dosyć drugorzędną sprawą, czy jest to utwór Fredry czy Moliera, Sardou lub Witkacego. Związek wszelkiej sztuki z życiem społecznym był dla Boya główną racją jej istnienia”9. Kolejną zaś cechą Boyowych recenzji było w pełni zamierzone eksponowanie rangi tekstu literackiego – pisarz nie ukrywał nigdy, że w teatrze nadrzędną jakością jest dla niego słowo, wobec którego wszystkie pozostałe składniki przedstawienia muszą pełnić funkcję służebną.

Warto przypomnieć, że wizerunek Boya jako znawcy i miłośnika teatru nie zamyka się wyłącznie w ramach dziedziny krytyki teatralnej. Kontakty pisarza ze sceną zaczęły się bowiem na wiele lat przedtem, zanim Boy po raz pierwszy zasiadł w fotelu recenzenta. Z teatrem Żeleński obcował od dzieciństwa. Na krakowskiej scenie miał możliwość oglądać największe ówczesne sławy aktorskie: Helenę Modrzejewską, Bolesława Leszczyńskiego, Wincentego Rapackiego czy Romana Żelazowskiego. Jako jeden ze współtwórców „Zielonego Balonika” obracał się stale w kręgu młodopolskich artystów, w tym także ludzi teatru. Przyjaźnił się ze Stanisławem Wyspiańskim, Ludwikiem Solskim, Teofilem Trzcińskim, Juliuszem Osterwą i Leonem Schillerem. Romansował z aktorkami: Jadwigą Mrozowską i Anną Beliną. Kariera Boya jako krytyka teatralnego rozpoczęła się jednak, jak pisze Józef Hen, przypadkowo. W 1919 roku Rudolf Starzewski, redaktor naczelny krakowskiego „Czasu”, poprosił uznanego autora tekstów kabaretowych i tłumacza o napisanie recenzji Molierowskiego Świętoszka – w zastępstwie etatowego recenzenta dziennika, Antoniego Beaupré. Boy, początkowo niechętny wobec pomysłu, wymawiający się nieznajomością tematyki teatralnej, napisał ostatecznie tekst, zaś ciepłe przyjęcie recenzji przez czytelników „Czasu” zachęciło go do podjęcia wyzwania na szerszą skalę. I choć pisarz przekornie deklarował obojętność wobec materii teatralnej –

 

[…] a potem się wciągnąłem i chętnie to robię, bo mnie to odświeża i stanowi antydot od tych kurzów bibliotecznych, w których żyję. Odbieram ciągłe komplementy i mam w tym, „poważne stanowisko”, co mnie bardzo śmieszy, bo mnie to wszystko razem nic obchodzi10.

 

– w rzeczywistości podszedł do swojego nowego zadania niezwykle serio. Jego kontakty ze światem teatru na tym się zresztą nie wyczerpały. Po przeprowadzce do Warszawy w 1922 roku Boy objął na rok kierownictwo literackie Teatru Polskiego, kierowanego przez Arnolda Szyfmana. Przepracował na tym stanowisku jedynie rok, zachowane źródła świadczą jednak wyraźnie, że był to okres, w którym starał się jak najdogłębniej poznać środowisko twórców teatralnych. Barbara Winklowa pisała:

 

Żeleński włączył się do prac z ogromną energią, codziennie wiele godzin spędzał na próbach, czytał sztuki w bibliotece lub konferował z aktorami i reżyserami, poświęcając im wiele czasu i troski, przyjmując bez wyjątku wszystkich […]. W ciągu niespełna roku przeczytał ponad trzysta sztuk. Opinie notował w księdze przypominającej książki handlowe […] Z wyników tej pracy teatr korzystał jeszcze długo po odejściu Boya11.

 

Poczynając od roku następnego – 1923 – Boy objął stanowisko recenzenta w lewicującym „Kurierze Porannym”, z którym współpracował już odtąd stale do wybuchu drugiej wojny światowej12. Sposób jego pracy nad teatralnymi sprawozdaniami budzi do dzisiejszego dnia zrozumiały podziw. Wedle relacji Krzywickiej pisarz:

 

recenzje teatralne pisywał początkowo zaraz po przedstawieniu, w nocy. Potem, w miarę rosnącego ich powodzenia, pozwolono mu w redakcji na ulgę: po przedstawieniu szedł sobie spokojnie na kolację […] i tam spotykaliśmy kolegów z „Wiadomości” oraz tego czy innego aktora. Rozmowa z reguły była interesująca, ale Boy nie wypowiadał swego zdania o sztuce, chcąc, aby sąd w nim dojrzał. Dopiero nazajutrz rano brał się do pisania recenzji, a wieczorem nieodmiennie biegł do redakcji, aby samemu zrobić korektę!13

 

Miał także zasadę, którą obejmował wszystkie podejmowane przez siebie zatrudnienia literackie: czytał mianowicie całą dostępną literaturę przedmiotu. Był przy tym tytanem pracy. Irena Krzywicka wspominała:

 

Dzień jego układał się następująco. Budził się koło 8. 30 i jadł śniadanie w łóżku. Potem kąpał się, robił bardzo starannie toaletę […], po czym kładł się ponownie, na posłanym już tapczanie, i czytał, czytał. Jeżeli nie był w okresie pisania, to czytywał tak całymi godzinami, dniami, tygodniami14.

 

Wszystko to – wraz ze wspomnianym już na początku zmysłem publicystycznym, który kazał mu się angażować we wszystkie palące sprawy współczesności, przyczyniło się do uznania Boya za jednego z najbardziej świadomych znawców materii teatru, a przy tym człowieka bezkompromisowego, który w obronie słuszności sprawy, w którą wierzył, był gotów wytoczyć najcięższe działa.

*

Tadeusz Boy-Żeleński zapisał się w historii kultury polskiej jako postać wyjątkowa. Wszechstronny, oczytany, żywo zainteresowany sprawami współczesności, nie zamykający się na żadną ze sfer życia publicznego, a przy tym obdarzony wybitną inteligencją (wedle parafrazy Słówek, „intelektem prażył z bliska”) stał się Boy wzorem dla kolejnych pokoleń krytyków teatralnych. Ale nie tylko. Marta Piwińska pisała: „Na Boyu bowiem inteligencja polska w swej masie, jeżeli tak można powiedzieć, wychowywała się w dwudziestoleciu międzywojennym, a trochę i w naszych czasach. Nie na Brzozowskim czy Irzykowskim. Ci byli wychowawcami młodzieży literackiej, awangard, krytyki. Masy kulturalne kształtowane były przez Boya”15.

Niezależnie więc od wszystkich wad, które – z pewnością po części słusznie – wytykali mu krytycy, na pytanie, „być czy nie być Boyem”, należałoby z całą pewnością odpowiedzieć: „być”. Zakładając przy tym, że krytyk pretendujący do miana następcy Boya byłby obdarzony jego inteligencją, poczuciem humoru oraz erudycją i potrafiłby wcielić w życie postawę „błazna – wielkiego męża”.

Na niebezpieczeństwo, które może się kryć w naśladowaniu wielkich postaci kultury, wskazał tymczasem przed dwustu laty Jan Śniadecki, który w obarczonej czarną legendą rozprawie O pismach klasycznych i romantycznych pisał:

 

My, wiedząc o tym, że się tak nie zostaje Szekspirem, jak grafem lub baronem, rozważmy sobie, że wszystkie układy ludzkie na wystawienie geniuszu lub dzieł jego właściwych są śmieszne i daremne, bo geniusz jest to uprzywilejowana od natury istota, której żadne przepisy i układy ludzkie nie potrafią utworzyć, że podrzeźniając Szekspira, możemy się zarazić błędami, ale nie dosięgnąć w niczym jego wielkości16.

 

To, jak sądzę, jedyne zastrzeżenie, którym należałoby opatrzyć zachętę dla młodych krytyków do naśladowania metody twórczej Tadeusza Boya-Żeleńskiego.

Maria Makaruk

Autorka, absolwentka polonistyki UW, adiunkt w Zakladzie Literatury Romantyzmu ILP UW, studentka Wydzialu Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej w Warszawie.


1 Małgorzata Szpakowska, Tadeusz Żeleński (Boy)próba zdrowego rozumu [w:] Kulturologia polska XX wieku. http://www.kulturologia.uw.edu.pl/page.php?page=esej&haslo=zelenski

2 Irena Krzywicka, Wyznania gorszycielki. Warszawa 1992, s. 214.

3 Tamże, s. 181.

4 Małgorzata Szpakowska, Boy: teatr jako telenowela [w:] Teatr i bruk. Szkice o krytykach teatralnych. Warszawa 2006, s. 9.

5 Małgorzata Szpakowska, Tadeusz Żeleński (Boy), dz. cyt.

6 Por. Małgorzata Szpakowska, Teatr i bruk, dz. cyt., s. 24.

7 Cyt. za: tamże, s. 11.

8 Irena Krzywicka, dz. cyt., s. 213-214.

9 Krzysztof Krasucki, Tadeusz Boy-Żeleński – krytyk w dobie przebudowy [w:] Krytycy teatralni XX wieku. Postawy i światopoglądy. Red. Eleonora Udalska. Wrocław 1992, s. 76.

10 List Tadeusza Żeleńskiego do Anny Beliny (Niusi, późniejszej Leszczyńskiej) z 16 lipca 1919 roku. Cyt za Józef Hen, Błazen – wielki mąż. Opowieść o Tadeuszu Boyu-Żeleńskim. Warszawa 1998, s. 144.

11 Barbara Winklowa, Boyowie. Zofia i Tadeusz Żeleńscy. Kraków 2001, s. 94.

12 Z przerwą w latach 1931–1934, kiedy publikował recenzje w „Ilustrowanym Kurierze Codziennym”.

13 Irena Krzywicka, dz. cyt., s. 213-214.

14 Tamże, s. 213.

15 Marta Piwińska, Legenda romantyczna i szydercy. Warszawa 1973, s. 160.

16 Jan Śniadecki, O pismach klasycznych i romantycznych [w:] Romantyzm. Wstęp, wybór materiałów i przypisy Maria Straszewska. Warszawa 1964, s. 263.

Dodaj komentarz