TEATR CZŁOWIEKA ZMIENIA

 

Ciemność. Zaczynają z niej dobiegać krzyknięcia, klaśnięcia, chrząknięcia, tupnięcia… Nagle snop światła wydobywa z mroku grupę osób-żywych instrumentów.

Ten minikoncert publiczność szczelnie wypełniająca widownię w Teatrze Imka nagrodzi brawami i pełnymi aplauzu okrzykami. Entuzjazm widzów, będzie towarzyszył wykonawcom przez cały 40-minutowy pokaz, a zakończy owacja na stojąco!

 

Takich emocji w zawodowym teatrze, nawet na najlepszym spektaklu nie było już dawno… Tym bardziej że popis w stołecznej Imce dawała 9-osobowa grupa amatorów: 5 pań – Ilona, Magda, Monika, Ola, Renata, i 4 panów – Artur, Krzysztof , Łukasz, Tomasz, pionierów warsztatów teatralnych dla dorosłych.

 

Gdyby ktoś sądził, po efektach scenicznych, że było im łatwo, że szło jak po maśle, bardzo by się mylił. Był pot, łzy, huśtawka nastrojów – od euforii po dół zwątpienia. Ale pokonali to wszystko. Na scenie stanęli jak profesjonaliści – stali się zespołem, który z entuzjazmem, z siłą i z energią wykonał swoje zadanie, wsparte niesłychanie pozytywnym przyjęciem ze strony widowni, która – owszem – składała się z ich bliskich i przyjaciół, ale także z profesjonalnych ludzi teatru – aktorów, reżyserów, a też ze zwykłych widzów, którzy przyszli z ciekawości, jak też ci debiutanci dadzą sobie radę…

Nim jednak ta dziewiątka śmiałków odważyła się wejść na zawodową scenę, przez 4 miesiące poddawała się ćwiczeniom i treningowi podobnemu do tego, jaki przechodzą adepci sztuki aktorskiej. W dodatku tych, którzy chcieli poznać i przećwiczyć na sobie owe techniki początkowo było 22.

 

Dać szansę dorosłym

Wszystko zaczęło pod koniec 2010 roku. Wtedy na stronie internetowej Imki, prywatnego teatru Tomasza Karolaka, ukazała się informacja, o naborze na warsztaty teatralne dla dorosłych. „Nasze warsztaty skierowane są do wszystkich tych, którzy chcieliby zobaczyć, jak wygląda trening aktorski i spróbować swoich sił na scenie” – można było przeczytać.

Po co teatrowi, który jeszcze nie okrzepł w konkurencyjnej walce prywatnych scen, ta inicjatywa?

– Gdy dorosły, 40-letni człowiek, chce się pobawić w aktora w Anglii, na przykład, ma do wyboru wiele prywatnych szkół, kółek i ognisk teatralnych – mówi Tomasz Karolak.

– W Polsce praktycznie nie ma takich możliwości, zwłaszcza przy zawodowym teatrze. Dlatego zdecydowaliśmy się wyjść z taką inicjatywą. Nie należy tego rozumieć, że będziemy taśmowo produkować aktorów. Chcemy stworzyć szansę ludziom, chcącym dotknąć teatru, aktorstwa, dla których teatr jest pasją, szlachetnym hobby; ale chcemy też pozwolić zdolnym amatorom uczestniczyć nie tylko w ich amatorskich spektaklach, ale też we współpracy przy kolejnych naszych premierach. Ponadto Imka, dzięki warsztatom teatralnym dla dorosłych zyskuje jeszcze jeden wymiar – integracyjny – nie tylko z widzami, ale z ludźmi, dla których teatr jest sposobem spędzania wolnego czasu – wyjaśnia Karolak, któremu, jak widać, nie brakuje odwagi w podejmowaniu nowych wyzwań.

 

Amatorzy na start!

Zgłoszenia nadesłało około 100 osób. Planowano wybrać 14-16. Chętni do aktorskiej próby musieli więc poddać się rodzajowi egzaminu. Komisję stanowili Oskar Hamerski, aktor Teatru Narodowego i Teatru Imka oraz Maria Spiss, młoda reżyserka z Krakowa (m.in. spektakl „Ajas” na scenie Starego Teatru, „Skiz” – Teatr Ateneum), którzy mieli warsztaty prowadzić.

Przyszli warsztatowicze – stawali przed tym jury czwórkami – musieli m.in. zagrać scenki aktorskie na zadany temat.

– Wybraliśmy ćwiczenia, które pokazywałyby umiejętność nawiązywania kontaktu z partnerem – mówi Oskar Hamerski. – Chcieliśmy zobaczyć, w jaki sposób, i czy w ogóle, jedna osoba jest w stanie oddać trochę swojego miejsca na scenie, by druga mogła na niej zaistnieć. Chcieliśmy bowiem stworzyć grupę, która będzie umiała ze sobą współpracować – podkreśla Hamerski.

Ostatecznie do pierwszego amatorskiego warsztatu teatralnego wybrano 22 osoby.

– Grupa była trochę większa od początkowo planowanej – wyjaśnia Oskar Hamerski – bo zakwalifikowaliśmy do niej wszystkich, którzy podczas castingu wykazali największą chęć uczestnictwa w zajęciach i gotowi byli poświęcić niemal całych siebie.

Wśród wybranych znaleźli się ludzie różnego wieku – najmłodszy miał 21 lat, najstarszy – przeszło 50., a także różnych zawodów – prawnicy, PR-owcy, menedżerowie, pracownicy agencji reklamowych, mediów, urzędnicy, informatycy, bankowcy, a także kucharz, modelka, inspicjent teatralny, księgowa…

 

Zagłuszone pragnienie

Ich motywacje udziału w warsztatach były bardzo różne. Dla części była to chęć powrotu do dawnej pasji.

– Od dziecka byłam aktorką – mówi Magda. – Całe moje życie od przedszkola po liceum było związane z teatrem.

Wszyscy jej bliscy i ona sama byli przekonani, że wybierze studia aktorskie. – No i coś mi się „odwidziało” tuż przed maturą – wspomina jakby do dzisiaj zdumiona tą zdradą. Wybrała całkiem inny kierunek studiów. – Ale wciąż tkwiła we mnie tęsknota za aktorstwem – wyznaje – więc, gdy usłyszałam w radiu zajawkę o Imkowskich warsztatach teatralnych, pomyślałam: najwyższa pora, żeby wrócić! – opowiada Magda.

Podobne doświadczenia ma Kinga. – Przez kilka lat bardzo ważnym dla mnie miejscem był teatr dziecięcy – wspomina. – Próby i spektakle wyznaczały rytm mojego życia. Dziś pozostały jednym z najważniejszych i najlepszych wspomnień. Chciałam powrócić do tamtego rytmu, doświadczenia, które mnie w dużym stopniu ukształtowało.

Łukasz, podczas nauki w liceum i na studiach, też uprawiał amatorsko teatr. – Praca zawodowa nie pozwoliła na kontynuację tej pasji i – nie ukrywa – trochę mi jej brakowało. Podobnie jak Tomkowi, któremu aktorstwo filmowe i teatralne towarzyszyło od dłuższego czasu.

Dla innych warsztaty stały się realizacją marzeń o aktorstwie. Monika od dawna chciała spróbować – „sobie pograć”, jak to określa. Podobnie Ola. – Chciałam pobawić się w teatr – nie kryje. – Spełnić swoje marzenie – stanąć na scenie – i ono się zrealizowało na krótką przed trzydziestką, którą kończę w tym roku w czerwcu.

– Kiedyś bardzo chciałem być na scenie – mówi Artur – zresztą trochę statystowałem w teatrze i pamiętam niezwykłe emocje, jakie się wtedy wyzwalają. Potem to pragnienie w sobie zagłuszyłem, ale ono wciąż było we mnie.

Dla jeszcze innych „zabawa” w teatr miał być rodzajem swoistej psychodramy, by poradzić sobie z problemami emocjonalnymi, przełamać monotonię codziennych zajęć. – U mnie bezpośrednim bodźcem do zgłoszenia się na warsztaty był fakt, iż byłam świeżo po rozstaniu z chłopakiem, i chciałam sobie w ciekawy sposób zapełnić wieczory – uśmiecha się Dorota – żeby nie pić po nocach, tylko robić coś sensownego. I dodaje: – Zmotywowało mnie nie tyle aktorstwo, ile informacja, że warsztaty będą próbą zmierzenia się z samym sobą. A ja mam problem z okazywaniem emocji, więc pomyślałam, a nuż się uda?

– Moje życie było zbyt poukładane i nudne – mówi Krzysztof, pracujący w korporacji. – Mimo że lubię swoją pracę, chciałem zrobić coś o 180 stopni innego, znaleźć się w zupełnie innym świecie. Właśnie warsztaty teatralne okazały się tym, co spełniło moje oczekiwania.

Ilona chciała – jak mówi – wejść głębiej w paraaktorstwo, ale też poznać ludzi, których łączy wspólna pasja – teatr. Zresztą większość uczestników warsztatów na to liczyła. I tak się stało, a efektem tego była niezwykle szybka integracja grupy.

– To chyba najbardziej mnie zaskoczyło, że już podczas pierwszych zajęć zachowywali się i gadali ze sobą, jakby znali się od dawna – wspomina Maria Spiss, współprowadząca warsztaty. – Wspaniałe było też to, że wchodzili w proponowane ćwiczenia bez lęku, z oddaniem, z przekonaniem, że trzeba je zrobić.

 

Osobista scena improwizacji

Program warsztatów podzielony został na dwa etapy. Pierwszy – dwumiesięczny, najogólniej mówiąc – zapoznający z technikami aktorskimi; drugi – również trwający dwa miesiące, mający doprowadzić do przygotowania i zagarnia spektaklu.

– Program został tak skonstruowany, by dawał wgląd w warsztat aktorski, w posługiwanie się narzędziami tego warsztatu, a zarazem nie odbierał uczestnikom radosnej zabawy w teatr – opowiada Oskar Hamerski. – Dlatego w dużej mierze oparliśmy nasze ćwiczenia o techniki improwizacyjne.

Bazowali głównie na nowoczesnej technice improwizacji opracowanej m.in. przez angielskiego twórcę Keitha Johnstone`a.

Niemniej improwizacja jest jedną z najtrudniejszych technik aktorskich, czy słuszne jest proponowanie jej amatorom?

– Improwizacja wymusza słuchanie partnera, wchodzenie z nim w interakcje, a zarazem uaktywnia wyobraźnię, uczy refleksu – odpowiada Hamerski, dodając, że przecież na co dzień każdy z nas tworzy swój własny teatr improwizacji, wchodząc w relacje z innymi ludźmi – w pracy, w sklepie, w podróży…

Nie były to zresztą jedyne ćwiczenia, bo przecież chodziło o pokazanie warsztatowiczom, że teatr, nauka technik aktorskich umożliwiają rozwój i kształtowanie osobowości, pomagają zmagać się z własnymi niedoskonałościami, przekraczać swoje ograniczenia, pokonywać zahamowania.

– Podstawą ćwiczeń jest wnikliwa obserwacja siebie, próba zrozumienia – jakim jestem człowiekiem, czego się wstydzę, boję, kiedy i dlaczego rezygnuję z kontaktów z drugim człowiekiem – tłumaczy Oskar. – To jest mozolna droga wchodzenia na wyższe stopnie własnej świadomości.

Tę samowiedzę i elementy techniki aktorskiej amator może wykorzystywać dla lepszych kontaktów z innymi w codziennym życiu, bo wierzę, że teatr człowieka przemienia – mówi Hamerski.

 

Na tych samych falach

I jakkolwiek górnolotnie brzmi ta myśl, znalazła ona wcielenie wśród uczestników warsztatów. Każdy z nich odkrył jakąś prawdę o sobie, a nawet coś w sobie zmienił.

– Bardziej otworzyłem się na emocje – przyznaje Krzysztof. – Zacząłem je lepiej rozpoznawać, bardziej ich słuchać, a mniej oceniać. Wydaje mi się, że stałem się bardziej otwarty, ciekawszy świata i ludzi.

– Kiedyś myślałam, że mam wrodzony talent aktorski – mówi Ola. – Warsztaty to zweryfikowały. Wiem już, jak ciężka fizycznie i psychicznie jest to praca, ale dzięki aktorskiemu treningowi, czuję się bardziej spontaniczna i wyluzowana.

Łukasz spostrzegł, ile tkwi w nim ograniczeń i ile pracy musiał włożyć w najprostszych ćwiczeniach aktorskich, by je pokonać.

– Dowiedziałam się – wyznaje Kinga – że mam trudności z zaufaniem drugiej osobie, że praca z grupą jest dla mnie większym wyzwaniem, niż przypuszczałam.

Dorocie – też przyjrzała się swojemu funkcjonowaniu w grupie, bo – jak mówi – zawsze miała z tym problemy – udało się przede wszystkim pokonać swoją największą trudność – niemożność krzyczenia.

Artur zyskał więcej pewności siebie, chociaż sądził, że nie ma z nią problemu. Teraz czuje, że łatwiej mu się rozmawia z ludźmi.

– Gdy coś się nie udawało w życiu prywatnym, w Imce można było odreagować, wyszaleć się, dostawało się energię od ludzi z grupy i od prowadzących, Oskara i Marii – podkreśla Ilona.

Spotkanie z osobami równie „zakręconymi” na teatr też jest ważne, podkreślają warsztatowicze.

– Najbardziej cieszę się z poznania fajnych ludzi, z którymi nadaję na tych samych falach. Z którymi nie czułem żadnego dystansu, mimo iż różnimy się wiekiem, sytuacją rodzinną, światopoglądem. Od początku warsztatów wytworzyła się między nami fantastyczna atmosfera – opinię Łukasza podzielają niemal wszyscy.

 

Taki nam się snuje dramat

Niemniej po pierwszym etapie warsztatów wycofało się sporo osób. Głównie ci, którzy nie czuli się na siłach, by stanąć twarzą w twarz z publicznością.

Ci zaś, którzy zostali, byli niezwykle zdeterminowani, by na tej scenie zaistnieć. Nie obyło się bez zgrzytów. Prowadzący musieli powściągać ambicje grupy, zwłaszcza kiedy okazało się, że różnorodne braki warsztatowiczów mogą skończyć się fiaskiem spektaklu. Dlatego dość długo nie wiadomo było, jaki ma on przybrać kształt. Grupie marzył się udział niemal w wielkim scenicznym dramacie. Hamerski i Spiss widzieli to trochę skromniej…

– Największym dla mnie wyzwaniem na drugim etapie warsztatów było uspokajanie ludzkich ambicji – nie kryje Oskar Hamerski. – Uświadomienie naszym podopiecznym, że mniej, to nie znaczy gorzej, że skromność, skupienie, uwaga są ważniejsze niż jednostkowa kreacja aktorska, mająca odnieść sukces; że w teatrze najważniejsze jest działanie grupowe, a nie indywidualne role.

– Gdy zaczęły się próby, czyli powtarzalność scen, działań aktorskich okazało się, że mają niedobrą dykcję, emisję głosu – mówi Maria Spiss.

Do pracy z zespołem nad ekspresją głosu dołączyła aktorka Ewa Serwa.

– Zobaczyli, że nawet mówienie swojego imienia i nazwiska może nastręczać trudności – wspomina pierwsze zajęcia z grupą – jeśli chce się wypowiedzieć je w sposób precyzyjny i nadać mu fakturę emocjonalną.

Za precyzją mowy musi podążać wiarygodny przekaz psychologiczny.

– W pewnym momencie prób zrozumieli, że nie wystarczy wejść na scenę i powiedzieć swoją kwestię – mówi Spiss – ale, że trzeba stać się postacią, którą ma się zagrać.

 

Pokonać zuchwałość

To wejście we własne wnętrze, skrywane uczucia kosztowało wiele emocji, niejednokrotnie okupione było łzami, upadkiem ducha, zwątpieniami, czy spektakl dojdzie do skutku, zwłaszcza że wykruszały się kolejne osoby. Na trzy tygodnie przed pokazem wycofała się Dorota. – Dużo miałam wiary i entuzjazmu, że taka jestem fajna na tej scenie, a potem coraz bardziej mi się ta wiara kurczyła – wspomina. – Nie podobało mi się też, że nie czułam się pewnie w grupie, że nie czułam jej wsparcia. Pomyślałam – odchodzę. Tym bardziej że nie umiem odchodzić z różnych sytuacji, więc potraktuję to jako moje ćwiczenie z odchodzenia.

Magda wspomina, że najtrudniej było im zmobilizować się do dalszej pracy, gdy okazało się, że zostało tylko 9 osób. Czuli się opuszczeni, zagubieni w dużej teatralnej sali, którą jeszcze przed chwilą wypełniał tłum ludzi… – Oskar beształ nas – „co się z wami dzieje?!” – opowiada Magda.

– Były trudne chwile, gdy cały projekt wisiał na włosku – potwierdza Oskar – ale dzięki wspólnemu wysiłkowi przełamaliśmy kryzys.

– Myślałem, że zrobimy ambitniejszy spektakl – mówi Artur – a okazało się, że przygotowanie tego skromnego pokazu nie było łatwe. – Byliśmy zuchwali, oczekując, że pójdzie nam łatwo. Na początku prób wydawało nam się, że to błahe zadanie i że stać nas na wiele więcej, a było bardzo, bardzo ciężko.

– Teatr to duży wysiłek emocjonalny i fizyczny, bo podstawową rzeczą w teatrze jest nauczyć się przeżywać – dorzuca Tomek. – Trzeba znaleźć w sobie uczucia, stany ducha i pokazać je na scenie, w dodatku muszą być one na tyle wyraziste, by widz je odebrał, zidentyfikował. Nasz pokaz był dla mnie – a sądzę, że dla całej grupy – próbą sił. Nie wiem, czy wykonałem swoją pracę dobrze, ale jestem zadowolony, że w ogóle ją wykonałem – podsumowuje Tomasz.

 

Jak na rockowym koncercie

Pod koniec maja br. na scenie Teatru Imka uczestnicy pierwszego warsztatu teatralnego dla dorosłych, zorganizowanego przy tym teatrze, dali 40-minutowy pokaz. Rzecz składała się z 11 scen, pozornie nie połączonych fabularnie, w których dialog przeplatał się z muzyką i tańcem.

9-osobowy zespół udowodnił, że ich popis na scenie nie był pomyłką. Pokazali, że umieją bawić się teatralną materią, że są pełni poczucia humoru, ale i dystansu do siebie.

Odbiór spektaklu przeszedł oczekiwania wszystkich – wykonawców, osób przygotowujących ich pokaz i … widowni, która dała się porwać temu spektaklowi od jego pierwszych chwil i nagradzała owacjami każdą scenę, każde sceniczne zadanie, każdy gest aktorów.

– Wytworzyła się atmosfera koncertu rockowego – zgodnie przyznają Maria i Oskar. – To, co stało się na pokazie, przeszło moje oczekiwania – nie kryje Hamerski.

– Występujący zdobyli się na nieprawdopodobną odwagę, odsłaniając nie zawsze najjaśniejsze zakamarki swojej duszy. Miałem wątpliwości co do ich występu niemal do ostatnich chwil – przyznaje – ale sposób, w jaki zareagowała publiczność, jej radość, a zarazem radość i zapał wykonawców, przekonały mnie, że warto było podejmować trud prowadzenia warsztatów i realizacji przedstawienia.

– Wzruszyła mnie ich ofiarność – nie kryje podziwu Maria Spiss. – Cieszę się, że podczas pracy nad pokazem dotknęli prawdziwego aktorstwa, zrozumieli, jaka to trudna sztuka. I za to wszystkim im dziękuję. Dziękuję, że wytrwali i fizycznie, i psychicznie, i że na scenie nie zjadła ich trema.

 

To jest nasz czas!

Rzeczywiście, jak na debiutantów, którzy stanęli oko w oko z wielką widownią, warsztatowicze przyznają zgodnie, acz ze zdziwieniem, że… nie czuli tremy. Może mobilizująco podziałały na nich słowa Moniki, rzucone tuż przed pokazem: „To jest nasz czas!”. Uwierzyli w nie. Przesłali sobie iskierkę (grupa staje w kręgu, trzyma się za ręce, jedna z osób ściska dłoń osoby obok, ta uścisk przesyła następnej, aż powróci on do tej, która go wysłała – przyp. red.) zjednoczeni poczuciem wspólnoty, i weszli w ten spektakl z całą siłą entuzjazmu debiutantów.

– Na scenie był power dwa razy większy niż na próbach – mówi Tomek. I dodaje: – Nie czułem tremy, czułem przyjemność. – Masa pozytywnych emocji i radość występowania – wtóruje mu Krzysztof. – Genialnie się czułem – wspomina Łukasz. Monika dorzuca: – A ja magicznie. – Sami siebie zaskoczyliśmy – nie kryje Magda. – Uważam, że pokazaliśmy wielką siłę indywidualności i wielką siłę grupy zarazem. Dla mnie najpiękniejsze w tym występie było poczucie, że nie jestem sama na scenie – podsumowuje Ilona.

Są szczęśliwi. To doświadczenie nie do przecenienia. Wyszli z tej próby nie tylko spełnieni, ale znaleźli coś bezcennego – przyjaźń.

– Noszę w sobie takie emocje, które porównałabym do zakochania – wyznaje Magda, i chyba jest wyrazicielem odczuć większości. – Nie mogę się skupić w pracy, wciąż chcę być z nimi, a jak się rozstajemy, płaczę.

– Spędzamy razem weekendy, wolne chwile – mówi Monika. – Nie znaczy to, że nie mamy innych przyjaciół, ale tkwi w nas strasznie silna potrzeba bycia razem, potrzeba wzajemnej bliskości. Nawet milcząc, czujemy się jednością.

– Chwile tuż przed premierą i na premierze były nadzwyczajnym przeżyciem – stwierdza Tomek.

– Chciałbym, żebyśmy pracowali w tym składzie nad kolejnym projektem – mówi. Tego chce cała dziewiątka.

Czy Teatr Imka i jego dyrektor, właściciel i pomysłodawca warsztatów teatralnych dla dorosłych, będzie umiał wykorzystać siłę tych pionierów-amatorów?

– Mam ogromną satysfakcję z tego pokazu. Było super – ocenia Tomasz Karolak. – Jest pomysł na kolejne przedstawienie – nie kryje. Mogę też zdradzić, że jeden z reżyserów, który widział pokaz, a będzie w Imce przygotowywał swój spektakl, chce do niego zaprosić kilkoro z warsztatowiczów. Okazali się grupą zdolnych ludzi. Nie tylko przygotowali i zagrali dobry spektakl, ale także pokazali, że są świadomi, po co wychodzą na scenę. Dzięki energii tego pokazu i – mam nadzieję – kolejnym warsztatom – chciałbym, by nasz teatr stał się miejscem wspólnych spotkań – aktorów, widzów, aktorów-amatorów. By przychodzili tu z rodzinami, byśmy byli wielką teatralną społecznością.

Grażyna Korzeniowska

Dodaj komentarz