Bardini, jakiego nam brak

Z wielką starannością „Pamiętnik Teatralny” przygotował podwójny zeszyt (235-236) poświęcony Aleksandrowi Bardiniemu, „artyście niepokornemu”, jak nazywa Go w adresie powitalnym tomu redaktor „Pamiętnika” Edward Krasiński.

Tak było w istocie, jak dziś pamiętam wybuch oburzenia Bardiniego, kiedy podczas konferencji prasowej przed Sezonem Teatru Narodów w Warszawie z udziałem Jean Louis Barrault dziennikarzy ogarnął rechot, mający świadczyć o ich dystansie do dorobku polskiego teatru. Bardini wpadł we wściekłość i opuścił zgromadzenie. Gawędzić i dowcipkować umiał jak mało kto, ale nie znosił przebierania się w cudzą skórę i przybierania cierpiętniczych szat, kiedy tak naprawdę chodziło o drobne skaleczenie.

Tom „Pamiętnika” imponuje rozmachem i solidnością – znakomicie złożona „Kronika życia i twórczości” przez Marię Dworakowską poprzedza dwa gęste szkice Barbary Osterloff o Bardinim reżyserze dramatycznym i Małgorzaty Komorowskiej o Bardiniego fascynacjach muzycznych.

Czytania na 400 stron z okładem, w tym garść opracowanych listów (podały do druku Agnieszka Koecher-Hensel, Maria Dworakowska i Patryk Kencki), a do oglądania sporo fotografii i projektów dekoracji.

Dość przypomnieć, że to Bardini przywrócił polskiemu teatrowi „Dziady”, chociaż z kształtu spektaklu po kątach drwiono. Nie pojechał z tymi „Dziadami” do Paryża, choć były takie plany, ani nie odcinał kuponów od niebywałego sukcesu. Z pasją konfrontował się z klasyką, niedościgle interpretując Czechowa czy Gorkiego, ale z równą namiętnością czytał dramat najnowszy – jego lekcja Pintera stała się dla polskiego teatru nauką. Osterloff pisze o jego umiejętnościach z przenikliwą prostotą: „Rozumiał aktorów, szanował ich pracę, a oni odpłacali mu tym samym. Garnęli się pod niego, ufali mu i kochali. „Był jednym z tych, którzy trochę naprawili świat” – powie Stanisława Celińska”.

 

Tomasz Miłkowski

Dodaj komentarz