Zabłądzić na 6 piętrze…

 

O spektaklu „Fredro dla dorosłych” w Teatrze 6 piętro.

Zbłądziłam – przyznaję… jakaś nieopatrzna i zuchwała dość myśl zawiodła mnie na 6 piętro. I otwarły się bramy piekielne, i udrękom nie było końca… Spazmatyczne drgawki fredrowskich bohaterów nie pozostawiały nic z ich frywolnych papierowych pierwowzorów. Wyobraźnia została zabita już w pierwszych minutach pierwszego aktu. Dosłowność nie pozostawiła nań miejsca. W tym wszystkim XIX wieczny tekst Fredry wydawał się najbardziej witalny i świeży, choć kuriozalnie wypowiadany przez aktorów z niezrozumiałą emfazą.

 

 

Skłamałabym, gdybym powiedziała, iż oczekiwałam wzniosłych uniesień. Wiedziałam, że idę na Fredrę. Potrzebowałam lekkiej rozrywki, do tego nie miałam okazji zobaczyć od dwóch lat nie schodzącego z piedestału najbardziej obleganych przedstawień spektaklu, a przy tej sposobności odwiedzić niezbadanego jeszcze teatru pod szyldem Eugeniusza Korina i Michała Żebrowskiego. Błędnie założyłam, że Fraszyńska, Żebrowski i najpoważniejsza z komedii Fredry są jej gwarantem. Oczekiwana „lekkość” przerosła wszak moje oczekiwania. Okraszona sztampowymi trikami współczesnych fars – pijaństwem i lubieżnością nie była lekkością. Lecz wulgarnością. I to niczym nieuzasadnioną w teatrze ani tekście Fredry. Tym większe było moje zdziwienie, gdy podniesiony do góry pasek od spodni w trakcie sugerowanego stosunku seksualnego, niedwuznaczne pozy i ciągłe obłapiania budziły na widowni autentyczne rozbawienie. Zdałam sobie sprawę, iż dyrektor przybytku zwanego „Teatr 6 piętro” doskonale wie, jak zarobić na teatrze.

Smutna to refleksja. Wydawać się mogło, iż wystarczy nam Polsat – lekki, łatwy i przyjemny. Sam Żebrowski zarzekał się, że chce dawać towar z najwyższej półki, „teatr, który bawi nie błaznując”. Tymczasem, z niekłamanym wstydem przyznać muszę, że powabne, niemalże nagie ciało Weroniki Książkiewicz (która niestety poza tym momentem większego mojego zainteresowania nie wzbudziła) było największą atrakcją tegoż przedstawienia…

I choć swoim tekstem wpisuję się odrobinę w myśl Żebrowskiego, iż w Polsce to co lekkie i błyskotliwe nazywa się komercją, to jednak nie do końca czuję się winna. Dosłowność w tym spektaklu zdecydowanie zabija błyskotliwość Fredry.

„Amator Fredry nie zagra. Jego utwory wymagają od aktora dużego wyczucia i rzemiosła. Uważam, że trzeba skończyć szkołę teatralną, aby umieć wydobyć z komedii Fredry wdzięk i prawdę” – mówił Michał Żebrowski przed premierą „Fredro dla dorosłych mężów i żon” w Teatrze Komedia w Warszawie. No cóż… Może to i „wdzięk” i „prawda”, ale nie z Fredry rodem.

Katarzyna Michalik – Jaworska

 

FREDRO DLA DOROSŁYCH MĘŻÓW I ŻON. Reżyseria: Eugeniusz Korin, scenografia: Paweł Dobrzycki, kostiumy: Agnieszka Maciejak. Teatr 6 Piętro w Warszawie, premiera 13 października 2010.

 

 

Dodaj komentarz