CALDERON, CZYLI WSZYSTKO

 

Ten spektakl jest wyznaniem sztukmistrza i poety. Jan Englert rozmawia z nami za pośrednictwem Calderona, który podniósł do rangi filozofii fenomen teatru, bo wszystko wiedział o życiu. „Księżniczka na opak wywrócona” jest tańcem na linie paradoksów utkanych przez Jarosława Rymkiewicza, poetę głęboko czującego podwójność życia, badacza ludzi podwójnych Calderona i Słowackiego, autora tej imitacji, a to więcej niż przekład, bo daje możliwość osobistej paraboli literackiej.

 

 

Paradoks łączy bohaterów i wikła w najbardziej irracjonalną przygodę. Także i psychiczną, wynikającą z podwójnej osobowości. Gileta, błazeński typ, bierze suknię od Diany, marzy, że jest księżniczką. Paraduje po scenie w karmazynowej sukni, ale ma szorstkie gesty służącej. Już nie Gileta i jeszcze nie Diana, raczej jakaś Giletodiana zabłąkana w labiryncie psychicznych złudzeń. Ewa Konstancja Bułhak umie grać dziwność istnienia tak, by nie uronić niczego z jej urzekającej siły. Ma w tej roli urok Giulietty Masiny od duchów.

Piotr Adamczyk przezabawnie rozgrywa zagubienie w świecie zwielokrotnionej fikcji, a gdy jego zakochany w Dianie Roberto deklamuje miłość Gilecie, pokpiwa z rutyny aktorskiej. Błazeński Perote Grzegorza Małeckiego ma świetny moment w scenie musicalowego pastiszu. Wszyscy igrają podwójnością teatru, który – i to trzeba mieć na uwadze – jest zarazem konkretny i metaforyczny.

Ten teatr mówi do nas: śnijmy życie. I wyczarowuje cudeńka, rozsnuwa wielobarwną tęczę, zapala gwiazdy. Tutaj rozumieją nasze upodobanie do pięknego kiczu, do prostych sentymentów. W ogrodzie szczęścia Barbary Hanickiej wszystko jest możliwe. Mruga neonowe słońce i księżyc, fontanna zakochanych tryska prawdziwą wodą, w intrydze miłosnej biorą udział i papierowe słoneczniki i jeleń z papier-mâché. Reżyser iluzjonista bawi się tym, że sztuka jest sztuczna. Ale byłby to sztuczny miód bez liryzmu Jarosława Rymkiewicza, który wie wszystko o ogrodach melancholii i cierpienia.

Jego projekt klasycyzmu, styl i przesłanie gracza w literackie gry, celują w ironię w tym najwyższym sensie, gdy chodzi o projekt człowieka. Calderony na opak pisane opowiadają, by tak rzec, komedię antropologiczną, w której traktowana źródłowo klasyka, archetypowe motywy życie teatrem; życie snem; jestem, nie wiem kim jestem – posiadły nas na wieczność.

Gileta, która nie jest tym, czym jest, ani nie jest tym, czym chciałaby być, i która jest tam, gdzie jej nie ma, a nie ma jej tu, gdzie jest – to właściwa bohaterka komedii złudzeń, od której nie znajdziemy wyzwolenia. Gdy zdzierają z niej karmazynową suknię i staje przed nami nago, w końcu powraca do stroju prostaczki. To coś z Gombrowicza, on pisał, że jesteśmy niewolnikami formy. Gileta opowiadając swoje marzenia, ale i ból egzystencjalny istoty uwięzionej w ciele, staje się w tym spektaklu figurą melancholii wynikającej z refleksji nad tajemnicą wszystkiego, co jest.

 

Barbara Hirsz

 

Teatr Narodowy „Księżniczka na opak wywrócona” reżyseria Jan Englert, scenografia Barbara Hanicka , premiera 24-04-2010.

 

Poszerzona wersja tekstu opublikowanego w „Stolicy” 2/3 2011.

 

Dodaj komentarz