Nasza klasa – moja klasa.

 

Impresje po przedstawieniu „Naszej klasy” Tadeusza Słobodzianka w Teatrze na Woli.

Choćbyśmy uczniami byli

Najtępszymi w szkole świata

Nie będziemy repetować

Żadnej zimy ani lata.

Wisława Szymborska

Jest ciepły, lutowy wieczór 2011 roku. 70 lat później. Idę przez Muranów, mijając obeliski upamiętniające granice getta. Idę na spektakl „Nasza klasa” świadomy, że nie wyjdę taki sam. Trochę jak na egzekucję. Pod teatrem autokar, z którego wybiega głośna młodzież. „Bo z naszej klasy”.* Czy wiedzą, co ich tu dzisiaj spotka? Pewnie znajdą tytuł spektaklu, być może zapoznali się wcześniej także z tekstem. Na pewno w ich wieku byłem taki sam, tylko że wtedy nie było takich spektakli, ten temat był przemilczany. „Sędzio sprawiedliwy, wejrzyj w dusze nasze”. Mam wątpliwości – czy idę na spektakl, czy też by przeżyć moralne katarsis wywołane językiem sztuki o najboleśniejszej rzeczywistości – opisanej, prawdziwej, pewnej. Czy mam się spotkać z historią, czy też z artystyczną wizją? I jak to oddzielić, jeśli w ogóle? Nie wiem, jak się przygotować do przedstawienia, a cóż dopiero oni – jak mieli się przygotować? „Na tym nierozumnym świecie”. Czy kiedykolwiek można być przygotowanym? „Jaka wiara na to pozwala?”. Czy jakiś elementarz to podaje, podpowiada? „Może częściowo się przyznać?”. Fotografie w foyer teatru dojrzałych bohaterów z otwartym elementarzem Falskiego, zderzenie ich wieku i dziesięcej czytanki przykuwają uwagę. Ze wszystkich potworności XX wieku wschodnie tereny dawnej Polski doświadczyły jeszcze więcej – Jedwabne najpierw zajęli Niemcy, dopiero potem, po 17 września, przyszli Sowieci, a po nich w ’41 znów Niemcy. Na koniec po raz kolejny Armia Czerwona. Były więc wielokrotne okupacje w ciągu kilku lat. „I tak się życie zmarnowało”. Jaki elementarz mógł ludzi do tego przygotować, jaki kościół i jaka dojrzałość była potrzebna, by stawić temu czoła? ” – Co jest, Władek? – Co jest, Rysiek?”.

W teatralnej kawiarni U Pana Tadeusza mam ochotę zamówić butelkę wina, znieczulić się i nie wejść w ten piekielny świat, ale bohatersko rezygnuję z tej ucieczki. Jest nas wielu – pełna sala. Patrzę po widowni, staram się znaleźć odpowiedź w twarzach: co ich/nas/każdego tu przywiodło? Jakie będą w domach dyskusje po spektaklu? Czy będą..? „Proboszcz chce parę metrów żyta”. „Chcesz nazwać Żydówkę tak jak Matka Boska?”. Ilu z nas uzna spektakl za manipulację, antypolonizm, ilu dozna oczyszczenia, ilu poczucia winy? Czy publiczność powina mieć poczucie winy? „To było życie?”. Odpowiedzialności zbiorowej nie ma, ale nie do końca. Czytałem, że Polacy powinni ją odczuć. Jestem z Podlasia, czy ma to znaczenie? Nie chcę, by miało jakiekolwiek. To idiotyczne – w globalnym świecie być z Podlasia i poczuwać się do czegoś, o czym się kompletnie nie wiedziało. „Syn nie odpowiada za ojca”.

Podsłuchuję rozmowy osób przy szatni, w kawiarni. Nikt nie kupuje dramatu „Nasza klasa” wyłożonego do sprzedaży. Może porcja wiedzy ze spektaklu jest dostateczna, a może lepiej nie mieć tego w domu? Scena bez kurtyny, dwie lampy świecą widowni prosto w oczy – będziemy przesłuchiwani? „Co Ty, do kolegi z klasy strzelasz?”. Jesteśmy w szkole – oni i my. Elementarz z fotografii nie jest rekwizytem, nie występuje na scenie. Jego ekwiwalentem są dziecięce rymowanki o Kościuszce, Koperniku, haftowanej chusteczce zgodnie przez bohaterów recytowane, śpiewane i tańczone, więc taką edukację dostali, by spotkać się z potwornymi ideologiami i systemami. „Śmiechu warte to wszystko”. Czy mogli ocaleć jako koledzy i przyjaciele, czy nasza klasa mogła być inna niż cały świat?

Jednym z ciekawych rozwiązań spektaklu jest obecność wszystkich aktorów cały czas na scenie. Jedni są aktywnymi uczestnikami, bohaterami wydarzeń, a drudzy ich bezsilnymi widzami. Aktorzy są zatem jednocześnie wcieleni w rolę i publicznością spektaklu, jakim jest życie, zadziwieni nim, sparaliżowani przez nie i bezradni wobec niego. Każdy z nich jest w trakcie spektaklu zarówno w roli aktywnej, jak i bywa widzem. Rodzi to również taki skutek, że wszyscy wiedzą wszystko – wiedza jest powszechna, wspólna. „Wierzę w Boga, Ojca wszechmogącego…”. Świat bez bohaterów. Łatwiej być ogłoszonym Sprawiedliwym Wśród Narodów, niż mieć opinię sprawiedliwego w swojej klasie. Tu nie ma bohaterów. Tu laur oficjalnie przyznany budzi śmiech Zochy, bo znamy się zbyt dobrze i wszyscy jesteśmy do bólu świadomi swoich słabości i podłości. Zocha po prostu kochała Menachema – ale czy to bohaterstwo, kochać przystojnego Żyda i z nim spać? Tak, bo może to kosztować głowę. Bo w tamtym świecie miłość też była bohaterstwem, ale Zocha nie chce być bohaterką. Pozostała zawiedzioną, wściekłą, porzuconą kobietą.

„Co tam w naszej klasie?”. W naszej klasie nic nie jest proste i jednoznaczne. Zocha zna kulisy swojego bohaterstwa, lecz według norm świata zasługuje na nagrodę. „Koledze przeszkadzamy, jak się modlimy?”.

W czasie antraktu młodzież była mniej hałaśliwa, duża część widowni pozostała w fotelach. „Wszyscyśmy konie po trosze”. W kawiarni U Pana Tadeusza nie było tłoku. Wybroniłem się przed kieliszkiem wina i zjadłem duże ciastko. Fotografie Tadeusza Łomnickiego na ścianach. W jakiej roli obsadziłby siebie? Abrama? Heńka? A może Menachema? To niewykonalne inscenizacyjnie, ale chciałbym widzieć Łomnickiego w tych trzech rolach jednocześnie.

„Nie porąbałem ich, bo to koleżanka z klasy”. Zawsze chciałem, aby teatr dotykał rzeczywistości – tej najbliższej, aktualnej. Dostałem, co chciałem. Rachelka, potem Marianka, ogląda TVN, Animal Planet, a bohaterowie mówią o wydarzeniach roku 2000. Powinienem być zadowolony i jestem. „Kolega z klasy to jak rodzina”. Też miałem swoją klasę, teraz podobno spotyka się na portalu społecznościowym. Jakoś nie jestem ciekawy ich losów. Gdybym musiał przeżyć z nimi 65 lat, jak bohaterowie – nie, dziękuję. Słobodzianek nadał genialny tytuł, jedna z najczęściej używanych zbitek słów współczesnej Polski. „Strzeliłem mu w ucho, jak kolega koledze”. Jeśli rodzina jest zbiorem przypadkowych osób, to cóż dopiero klasa – ludzie od sasa do lasa. Ławki szkolne, wspólne pomieszczenie – niczego nie łączą. To co łączy? Krew? Język? Wiara? Miłość? Nic nie łączy. Nie, łączy, ale musi być naprawdę. Ale co jest naprawdę? Krew? Język? Wiara? Miłość? Wszystko może łączyć, wszystko może dzielić. „Kto i kiedy zabił Jakuba Kaca?”. „Gdzie był wtedy Bóg?”.

Scenografia spektaklu jest niezwykle ascetyczna, stanowią ją w zasadzie dwa główne elementy – zmieniające się reżimy zaznaczają się symbolami wieszanymi na ścianie – krzyż, sierp i młot, swastyka. Nie pojawił się orzeł. „Niech żyje Polska!” Obrońcy polskości będą sobie używać. Ale Słobodzianek wystawia pierś na różne ciosy, wręcz prowokuje. Sztuka jest prowokacją, życie jest prowokacją, teatr jest prowokacją.

Drugim elementem – obecnym przez cały spektakl, ale pełniącym różne funkcje, są ławki szkolne. W nich bohaterowie przedstawiają się nam, określają swoją tożsamość, plany na przyszłość. W nich też – wraz ze zmianą funkcji – przebiega całe ich życie. To dlatego słowa z wiersza Szymborskiej uznałem za najwłaściwsze motto tej impresji. Każdy z bohaterów przez cały spektakl pozostaje w tym samym uniformie, mundurze lub tej samej sukience. Ubiór definiuje bohatera od lat szkolnych do końca życia. A zatem księdza widzimy w sutannie już w ławce szkolnej, podobnie jak żołnierza armii izraelskiej w wojennym mundurze. Zabieg scenograficzny polega na tym, że rodzaj ubioru jest właściwy dla postaci i jej osobowości. Kiedy ktoś z bohaterów umiera (zostaje zabity, odchodzi), mimo to pozostaje na scenie, zmieniając jedynie pozycję – przechodzi poza pomieszczenie „klasy”, w której wciąż rozgrywa się spektakl – w widoczne dla publiczności miejsce. Przy tym rozwiązaniu wszyscy bohaterowie są zawsze na scenie. Przy czym jedni są żywi, a drudzy już nie. Tamci są niemymi uczestnikami wydarzeń. Ale świat żywych i umarłych jest tu połączony. „To wszystko jest nie do opisania, co spotkało naszą klasę”.

Ksiądz przepytujący Rachelkę Mariankę ze znajomości katechizmu przed przyjęciem chrztu: „Trzeci warunek dobrej spowiedzi?”. Rachelka Marianka odpowiada: „Mocne postanowienie poprawy”.

Bogdan Falicki

„Nasza klasa. Historia w XIV lekcjach”, Tadeusz Słobodzianek

Polska prapremiera 16.10.2010 r. w Teatrze Na Woli

koprodukcja – fundacja Sztuka Dialogu i Konfrontacje Teatralne w Lublinie

reżyseria Ondrej Spišák

II reżyser Aldona Figura

Scenografia František Lipták

Kostiumy Jan Kozikowski

Muzyka Bartłomiej Woźniak

Choreografia Anna Iberszer

Kierownictwo Produkcji Magdalena Romańska

* Wytłuszczenia są cytatami z dramatu Tadeusza Słobodzianka

 

Dodaj komentarz