NA ARCE NOEGO BYŁY SAME SAMCE?

Czy pingwiny mają płeć? Jeśli tak, to czy na Arce były również samice? Czy gołębica, która zgodnie z biblijnym przekazem przyniosła Noemu liść z drzewa oliwnego, kiedy przestał padać deszcz, była jednak samcem? Takie pytania cisną się na usta w trakcie przedstawienia Na Arce o ósmej w warszawskim Teatrze Lalka.

Przedstawienie wyreżyserowane przez Agatę Biziuk na podstawie tekstu Ulricha Huba (w tłumaczeniu Lilii Mrowińskiej-Lissewskiej) jest skierowane do dzieci od szóstego roku życia. Widownia z wypiekami na twarzy śledzi losy trzech zabawnych pingwinów, których spokojne życie przerywa wieść o zbliżającym się potopie. Nadchodzi zagłada świata, tylko wybrańcy będą mogli jej uniknąć…

 

W poszukiwaniu odpowiedzi

W pingwiny wcielają się dwie aktorki (Anna Porusiło-Dużyńska i Beata Duda-Perzyna) oraz aktor(łac. actor), osoba grająca jakąś rolę w teatrze lub fi... (Tomasz Mazurek), gołębia gra Aneta Jucejko-Pałęcka. Trojkę głównych bohaterów poznajemy w pierwszych scenach – trzy małe postacie wśród bezkresnej lodowej pustyni (świetna scenografia i animacje Katarzyny Proniewskiej-Mazurek i Michała Sapiechy). Odrobinę znudzone pingwiny przekomarzają się, by za chwilę z powagą rozważać „kwestie istotne”: czy zabicie motyla jest złe, kto stworzył świat i czy Bóg istnieje? Jeśli tak, to czy jest dobry? Czy widzi i słyszy wszystko?

 

Bóg stracił cierpliwość

W pewnym momencie ich przyjaźń zostaje wystawiona na ogromną próbę: zjawia się gołąb i oznajmia, że nadchodzi potop, bo Bóg ma dosyć świata, który stworzył i chce zacząć wszystko od nowa. Noe zaprasza zwierzęta na Arkę, ale okazuje się, że ocalone zostaną tylko po dwa okazy każdego gatunku. Bilety na statek dostają więc jedynie dwa pingwiny. A co z trzecim? Czy przyjaciele mogą zostawić go na pastwę wody? Czy może lepiej solidarnie z nim utonąć? A może przeprowadzić losowanie? Jak wybrnąć z takiej sytuacji? Tekst Huba przynosi zaskakujące rozwiązanie, warto pójść do Lalki, żeby je poznać.

 

Kwestia płci

Ta niezwykła i pouczająca historia, znakomicie opowiedziana przez twórców przedstawienia w Lalce, może jednak drażnić… A to z powodu dominacji w języku bohaterów form gramatycznych rodzaju męskiego. Zarówno w książce Ulricha Huba (wydanej u nas w 2010 roku przez wydawnictwo Media Rodzina w tłumaczeniu Anny Gamroth z fantastycznymi ilustracjami Jörga Mühlego), jak i w warszawskim przedstawieniu, wszyscy bohaterowie są samcami, mężczyznami, chłopcami… Nawet aktorki mówią o sobie, używając rodzaju męskiego. I czemu nie, w teatrze przecież kobiety często grają męskie role, a mężczyźni żeńskie. Z różnych powodów – czasem jest to świadomy zabieg reżysera, a czasem konieczność, zwłaszcza w teatrach lalkowych czy małych zespołach teatralnych. Zwykle nie budzi to zastrzeżeń i nie przeszkadza. W tym przypadku jednak razi. Celem zbudowania Arki było przecież zachowanie gatunków, a do tego niezbędne są i samce, i samice. O tym w przedstawieniu Agaty Biziuk nie ma ani słowa. Co więcej, dzieci wynoszą fałszywe wyobrażenie, że do zachowania gatunku wystarczy jedna płeć. Przebrane aktorki udają samców, gołębica przebrana za gołębia szuka partnera dla siebie… Kompletny bałagan! Czy gołąb nie mógłby być po prostu gołębicą? A pingwiny nie mogłyby być pingwinicami? O ile może młodsze dzieci nie zwrócą uwagi na kwestię płci, starsze już zauważają problem, ich matki również!

 

Bo kobiety nie zmieniają świata…

Od najmłodszych lat wmawiamy dzieciom, że w dziejach świata kobiety (i samice) nie odegrały żadnej roli (poza nielicznymi wyjątkami, ale jak wiadomo, ich „samowola” spotkała się z surową karą – pamiętamy Joannę d’Arc). To, że kobiety są w połowie odpowiedzialne za życie na ziemi, jakoś w powszechnym przekazie o historii świata umyka…

Przedstawienie Na Arce o ósmej to przykład dominacji rodzaju męskiego w języku. Męskiego punktu widzenia, choć spektakl wyreżyserowała kobieta, a wcześniej kobieta przetłumaczyła tekst. Jak widać, kobiety również są odpowiedzialne za to, że wychodzimy z teatru z przeświadczeniem, że jak zwykle zostałyśmy pominięte. Nie wiadomo, czy autorki nie zauważyły tego, że myślą jak mężczyźni. Może lata znieczuliły je na kwestie równego traktowania płci, może wmówiono im, że nikomu nie przeszkadza androcentryzm w językowym obrazie świata i że nic nie można na to poradzić. A może wstyd im było powierzyć gołębicy, samicy, a więc kobiecie, tak odpowiedzialne i ważne zadanie, jak organizacja podróży na statku, który ma uratować świat.

Wolałabym, żebyśmy nie utrwalały w dzieciach przekonania, że za świat są odpowiedzialni tylko mężczyźni – stworzył go mężczyzna (Pan Bóg), uratował mężczyzna (Noe), zbawił mężczyzna (Jezus) i dalej bez zmian. Jak by wyglądał świat, gdyby nie było kobiet, gdybyśmy nie rodziły dzieci i z pokorą nie znosiły męskiej dominacji?

 

Chciałabym zabrać głos!

Teatr powinien budzić emocje. Jestem zwolenniczką teorii, że w teatrze niczego się nie udaje, wręcz przeciwnie – teatr może stanowić przestrzeń demaskowania nudy i obłudy codzienności, gry pozorów, którą uważamy za prawdziwe życie (któż choć raz nie poczuł, że doskwiera mu codzienność). W związku z tym oglądając przedstawienia możemy doświadczać wielu skomplikowanych uczuć: złości, radości, niechęci, rozgoryczenia itd.

Jeśli uznamy teatr za przestrzeń demaskowania rzeczywistości, to właśnie na przykładzie przedstawienia Na Arce o ósmej widać, jak ta rzeczywistość wygląda! W języku, w myśleniu o świecie dominuje męski punkt widzenia. Chciałbym przeciwko temu zaprotestować! Pokażmy naszym córkom, że nie muszą się na to zgadzać, że mają prawo czuć się ważne i potrzebne!

 

Marzena Dobosz

 

Ulrich Hub „Na Arce o ósmej”; przekład: Lila Mrowińska-Lissewska; reżyseria: Agata Biziuk; scenografia: Katarzyna Proniewska-Mazurek; animacje: Katarzyna Proniewska-Mazurek, Michał Sapieha; muzyka: Robert Łuczak; asystent reżysera: Tomasz Mazurek; asystent scenografa: Małgorzata Dąbrowska ; w obsadzie: Beata Duda-Perzyna, Aneta Jucejko-Pałęcka, Anna Porusiło-Dużyńska, Tomasz Mazurek; Teatr Lalka w Warszawie, premiera 3 grudnia 2010 r.

 

Dodaj komentarz