Ten napis

 

Trwa nierówna walka o uratowanie polskiego Teatru TV, przez lata swego rodzaju fenomen na tle europejskiej produkcji telewizyjnej. A jednak ostatnie dwie dekady prowadziły nieuchronnie do śmierci Teatru TV z wycieńczenia. Prezesi i szefowie telewizyjnych ramówek najpierw prześcigali się w wynajdywaniu coraz mniej dogodnych „okienek” dla Teatru TV, potem obcinali fundusze, zmniejszali liczbę premier tłumacząc to potrzebą podwyższania jakości, a na dobitkę powołali do życia Teatr IPN, który miał zastąpić produkcję teatralną z prawdziwego zdarzenia.

fot. J.Bogacz/TVP

 

Teraz artyści, którzy patrzyli na to wszystko przez palce, uczestnicząc w dorocznych festiwalach sopockich „Dwa teatry”, teatru radiowego i TV, i udzielając alibi kolejnym Prezesom, że realizują misję, piszą apele i zwracają się o ratunek.

Polska sekcja AICT, która przez 10 laty powołała do istnienia Nagrodę im. Stefana Treugutta za osiągnięcia w Teatrze TV zmuszona była nagrodę zawiesić z powodu braku kandydatur – ostatnim nagrodzonym był Maciej Prus za „Wyzwolenie” Stanisława Wyspiańskiego (2008).

Ale może jeszcze nie wszystko stracone? W ostatni poniedziałek stycznia 2011 pojawił się na małym ekranie nowy spektakl Teatru TV, „Napis” Geralda Sibleyrasa, (reż. Wojciech Nowak), znany m.in. warszawskiej publiczności dzięki realizacji Macieja Englerta w Teatrze Współczesnym. O ile spektakl Englert był przede wszystkim głosem o niebezpiecznej, destrukcyjnej sile anonimowego pomówienia, charakterystycznego dla okresu triumfalizmu IPN, o tyle spektakl telewizyjny jest przede wszystkim opowieścią o przymusie przynależności do zgrai. Powtarzane przez większość bezmyślnie banialuki są wmuszane w nowego lokatora (Grzegorz Damięcki), pod groźbą odrzucenia. Wbrew skeczowej formie i farsowemu obramowaniu to wcale poważna sztuka o poważnych sprawach, podana lekko, bez mała frywolnie, a przez to bardziej jadowicie. Może dlatego sztuka przeleżała się półkach (opatrzona rokiem realizacji 2009, dopiero teraz trafiła na ekran).

Telewizyjny „Napis” jednak dezorientuje nawet (hipotetycznych) znawców – pewien recenzent napisał, że aktorzy się zgrywają i z wielkim trudem udaje im się z komediodramatu wykrzesać jakiś sens. Czyżby dawał w ten sposób do zrozumienia, że niebywały sukces utworu w całej Europie (we Współczesnym warszawskim także) to zasługa idiotów?

 

Wasz Yorick

 

 

Dodaj komentarz