RZEŻBA OPLĄTANA REFLEKSJĄ CZYLI DIALOG Z BACONEM

W Galerii van Golik na Saskiej Kępie pokazał swoje prace Wiesław Janasz, niepokorny rzeźbiarz.

Niepokorny, bo zawsze płynący pod prąd tego, co akurat modne, trendy czy na topie, bo w ogóle nie przejmujący się żadnymi modami, módkami, „politycznie poprawnymi” wytycznymi. A mimo to trwa w tym świecie sztuki, w którym – przynajmniej w Polsce – wydawałoby się, że w ogóle nie ma miejsca dla takich „osobnych” artystów. Ani ludzi. Zdumiewa niejednokrotnie heroiczny upór takiego trwania przy swoim, bo cena tego jest bardzo wysoka, bo każdy woli żyć łatwiej niż trudniej. W świecie, w którym wszystko jest na sprzedaż i jest warte tyle, ile ktoś za to zapłaci taka wierność sobie wzbudza szacunek. Coraz rzadziej, niestety, wśród artystów, spotyka się ludzi, którzy nie zabiegają o karierę czy karierkę, nie trwonią energii (ani swojej inteligencji i wrażliwości) na wpasowywanie się w układy i układziki, na konstruowanie swoich sukcesików itp. Robią swoje i po swojemu. Tym bardziej warto się przy ich twórczości zatrzymać, przyjrzeć jej, zwłaszcza, gdy jest to twórczość interesująca, inspirująca, bardzo indywidualna, wnosząca w nasze pełne blichtru, ale mimo to szare, pozbawione autentyzmu życie, powiew czystej twórczości pozbawionej jakiejkolwiek kalkulacji, kokieterii, komercji.

Przyglądam się twórczości Wiesława Janasza od wielu lat. Zaskakuje mnie jej nieustanna różnorodność i nieustanny rozwój, zmienność refleksji, także tej filozoficznej, za którą idzie zmienność formy i materii. Janasz jest rzeźbiarzem (chociaż coraz robi skok w bok i maluje obrazy, w których także czuje się „rzeźbiarskość” widzenia świata) – takim z krwi i kości, po trzewia. Jest wędrowcem, który poszukuje refleksji, ale i prawdy, i formy, w której mógłby wyrazić siebie i opowiedzieć o człowieku w sposób sobie, i tylko sobie, właściwy. Wyrazić świat swoimi środkami.

Gdy opadają mnie wątpliwości, czy taka osobność, taki indywidualizm ma sens czy słuszniejsze, nawet w sztuce, jest śpiewanie w chórze bądź chórku wybieram się na jakąkolwiek wystawę do Galerii van Golik. I odzyskuję wiarę. W czystość sztuki, jej piękno, jej wartość, jej prawdę. Tego typu „osobność” coraz wyraźniej staje charakterystycznym rysem galerii Janusza Golika. Wystawa Janasza ten rys mocno uwypukliła. Zaistniało tu, bowiem, coś, co niezmiernie rzadko zdarza się w galerii: przystawalność prac artysty do miejsca, w którym je pokazuje. Jego rzeźby jakby zrosły się z tą przestrzenią, wtopiły w nią integralnie i nieodwołalnie. Oczywiście, nie bez znaczenia jest fakt, że spotkali się tu dwaj artyści bardzo różni, ale bardzo do siebie podobni w refleksji i poszukiwaniu miejsca dla siebie, swojej przestrzeni: Janusz Golik, grafik i właściciel oraz twórca galerii i Wiesław Janasz.

„Rozmowy z Baconem” – taki tytuł miała wystawa Janasza – jakby dopowiedziały, dookreśliły charakter galerii, w której każda kolejna wystawa jest czymś więcej niż wystawą tylko. Jest głęboką refleksją i dialogiem, jest tą przestrzenią, o której mówi aktor, Henryk Talar, że tętni emocją i myślą prawdziwą, w której nie rozmawia się o duperelach, interesach, sukcesach, karierach itp., ale o rzeczach w tej chwili, i w tym miejscu, ważnych, choć niekoniecznie wielkich. Tu się nie toczy sporów politycznych (w ogóle na tzw. politykę, która w naszym wydaniu jest tandetnym i dość prymitywnym politykierstwem zaledwie szkoda tu czasu), ale językiem codziennym i językiem sztuki rozmawia o rzeczach ważnych. Ta galeria, wystawy to takie przytulisko dla ludzi, których nie interesują rozmówki u cioci na imieninach. Spotykają się tu nie tylko plastycy i niektórzy krytycy, ale i członkowie Klubu Krytyki Teatralnej AICT, poeci, lekarze, ludzie młodzi z Koła Młodych Krytyków Teatralnych KKT AICT. W tę właśnie atmosferę, w ten specyficzny klimat i przestrzeń wpisały się rzeźby Wiesława Janasza nie tylko jako rzeźby, ale i głos w dyskursie o tym, co wewnątrz sztuki i co na zewnątrz ze zdecydowanym ciężarem na wewnątrz, o kondycji człowieka i o jego samotności, o nieustannym zagrożeniu i wyobcowaniu.

„Rozmowy z Baconem” Wiesława Janasza to nie są rozmowy z angielskim filozofem, Francisem Baconem (1561 – 1626), lecz z angielskim malarzem, Francisem Baconem (1909 – 1992). Dialog z Baconem prowadził Tadeusz Różewicz, żyjący polski poeta z nieżyjącym malarzem angielskim. Włączył się doń rzeźbiarz tworząc w ten sposób fascynujący trójkąt skojarzeń, form, refleksji, inspiracji. Różewicz poświęcił malarzowi poemat „Francis Bacon, czyli Diego Velazquez na fotelu dentystycznym”, Janasz cykl rzeźb „Rozmowy z Baconem”. Co łączy tych artystów nieznających się osobiście a i niewiedzących o swym istnieniu ( Bacon raczej nie wiedział o polskim poecie ani rzeźbiarzu)? Twórcy ci pokazują człowieka z ustami rozwartymi do krzyku, ciałem, które jest już tylko mięsem czy formą, człowieka upokorzonego przez otoczenie, artystę stale upokarzanego przez otoczenie, człowieka otoczonego przez śmierć. Człowiek stał się mięsem, formą zdeformowaną przez świat. Jeszcze do niedawna był smutnym klownem, dziś jest tylko wydrążoną formą, której pozostał już tylko niemy krzyk. te pańskie modele drą się// jak odzierane ze skóry chmury pisał Różewicz o malarstwie Bacona. Tak samo drą się wiersze i dramaty Różewicza. I rzeźby Janasza. A przecież artysta żyje, aby postrzegać piękno – mówi Janasz. Jak bardzo chciałem być szczęśliwym – tytułuje jedną z prac. Jak bardzo otoczenie, życie go zraniło – i rani – skoro jest taki rozziew między pragnieniem a jego rzeźbą! Rozmowa Janasza z Baconem to rozmowa w świecie sztuki i językiem sztuki. W ich pracach jest nie tylko podobna refleksja o człowieku, ale i ekspresja w jego przedstawianiu. Ekspresja wręcz teatralna, dramat „pisany” w specyficzny i charakterystyczny dla obu twórców sposób. Teatralność z natury rzeczy to pewna sztuczność. I w rzeźbie Janasza ona jest, ale jakby w innej przestrzeni. Jego rzeźby tworzą jakiś dramat sceniczny, nawet układają się w pewną fabułę, którą my, jako widzowie, im dopowiadamy. Bezwiednie, naturalnie, spontanicznie, bo tak są sugestywne w swym wyrazie. Dzisiaj artysta niezwykle rzadko wchodzi swoją sztuką w głęboką refleksję…

Człowiek = forma. Wydrążona, pusta, martwa. A jednak linearność rysunku, lekkość , faktura i kruchość materiału mają swoją intensywność i niebywałą ekspresję. Czy są jakieś granice ludzkiego cierpienia? Czy sztuka jest w stanie podołać eksploracji rzeczywistości? Czy artysta jest w stanie znaleźć tak jednoznaczny wyraz, by oddać intensywność ludzkiego losu wyłącznie środkami artystycznymi? Nie wiem. Szukam – mówi Janasz. Jego rzeźby oplątane siecią emocji i myśli nie przynoszą odpowiedzi. Są jej poszukiwaniem na pograniczu sztuki i rzeczywistości. Zmagając się z rzeźbiarską materią, wcześniej metalem, teraz ceramiczną gliną artysta szuka swojego wyrazu, ale nie stylistyki, bo styl to pewne dookreślenie, zamknięcie. A jego forma jest nieustannie otwarta. Na nowe wydrążenia i deformacje. Technikę, jaką posługuje się aktualnie określa nazwą „rzeźba a la prima”. To jakby odwołanie się do pradziejów, do stworzenia człowieka z gliny i wiecznemu go wypalaniu przez narastające stulecia, które apogeum osiąga „tu” i „teraz”. Dalej człowiek, ale już bezczłowieczy.

W zderzeniu dramaturgii ludzkiego losu i formy zaskakuje wrażliwość i delikatność traktowania tak kruchej materii, jaką jest ceramika. Tyle ekspresji, tyle plączących się dokoła myśli i emocji w tak kruchej skorupce! I w tak małej formie. Forma. Tu też zjawisko zaskakujące. Te niewielkie rzeźby, gdy się na nie patrzy, rosną. Po prostu rosną w oczach i jakby same, ogromniejąc, ustawiają się w jakichś parkach, na jakichś placach…

Justyna Hofman – Wiśniewska

Wiesław Janasz – Rzeźba. Rozmowy z Baconem (w:) Galeria van Golik, ul. Berezyńska 27, Warszawa, listopad 2010.

Dodaj komentarz