X 2005

Październik 2005

 

29 października

STEFCIA ĆWIEK W SZPONACH ŻYCIA Dubravki Ugrešić, tłum. Jovanki Doroty Cirlić, reż. i adapt. Krystyna Janda, dekoracje i kostiumy Magdalena Maciejewska, opr. muz. Marta Broczkowska, reż. światła Edward Kłosiński, Teatr Polonia, Scena Fioletowe Pończochy.

„Jest w owej Stefci – chorwackiej odmianie Bridget Jones – chęć podpatrywania codzienności od kobiecej strony, nutka poezji, szczypta sentymentu, wątki humorystyczne, z ostrą satyrą na leniwych chłopów włącznie” [Janusz R. Kowalczyk, „Rzeczpospolita” nr 255, 31 października 2005].

„Znakomita w roli Stefci jest Agnieszka Krukówna – liryczna, subtelna, wzruszająca. Krzywdzący niestety jest dla niej fakt, iż gra 25-latkę, na którą, choć wciąż jest atrakcyjną kobietą, nie wygląda” [Iza Natasza Czapska, „Życie Warszawy” nr 254, 31 października 2005].

 

28 października

KOBIETA Z MORZA Susan Sontag na podstawie dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... Henrika Ibsena, tłum. Jarosław Anders, idea, scenografia i reżyseria Robert Wilson, kostiumy Giorgio Armani, muz. Michael Galasso, reżyseria światła A.J. Weissbard i Robert Wilson, współpraca reżyserska Giuseppe Frigeni, Teatr Dramatyczny.

„Przedstawienie jest w typowy dla Wilsona sposób sformalizowane, a przedstawiony w nim świat precyzyjnie wykreowany – nieludzko piękny i obcy. I choć wydaje się, że Wilson stosuje szereg zabiegów, by stworzyć wielki, piękny obraz niezmącony emocjami, to mimo chirurgicznej precyzji i klinicznej czystości rysunku dochodzi do głosu namiętność, gniew i rozpacz, jaką noszą w sobie bohaterowie spektaklu” [Iza Natasza Czapska, „Życie Warszawy” nr 254, 31 października 2005].

A jednak to zaledwie „cień odkrywczych widowisk, które Wilson realizował jeszcze w latach 90. Surrealistyczna opera Czworo świętych w trzech aktach według Gertrudy Stein czy Einstein on the Beach Philipa Glassa rzeczywiście zapierały dech w piersiach wizyjnymi obrazami i nowatorską muzyką. Kobieta z morza to teatr, który ma podobać się jak najszerszej publiczności, o czym świadczy ścieżka dźwiękowa skomponowana na zasadzie dla każdego coś miłego” [Roman Pawłowski, „Gazeta Wyborcza” nr 266, 16 listopada 2005].

 

PECUNIA NON OLET? (PIENIĄDZE NIE ŚMIERDZĄ?) Cezarego Harasymowicza, reż. Wojciech Malajkat, scenografia Ewa i Andrzej Przybyłowie, światło Artur Szyman, Teatr Syrena.

„Bohater Pecunia... (Polk) to filolog klasyczny, który z dnia na dzień staje się bezrobotny. By nie stracić w oczach żony (Bortel) i utrzymać rodzinę, decyduje się zostać żigolakiem. Zostaje wplątany w aferę korupcyjną na najwyższym szczeblu. Tyle da się w skrócie opowiedzieć z sensem. Reszta to bezładna kupa nieświeżych dowcipów i niejasnych zwrotów akcji” [Iza Natasza Czapska, „Życie Warszawy” nr 263, 12 listopada 2005].

 

25 października

COKOLWIEK SIĘ ZDARZY, KOCHAM CIĘ Przemysława Wojcieszka [w przedstawieniu wykorzystano wiersze Marcina Cecko], reż. autora, scenografia Magdalena Maciejewska, reżyseria światła Marta Pruska, muz. Zespół Pustki, układ walk Maciej Maciejewski, TR Warszawa.

„Wojcieszek pokazuje Polskę B, odrzuconych ludzi, którzy nie mają się czego chwycić. Nie pracują w jednym miejscu dłużej niż dwa tygodnie, bo to koliduje z interesem podatkowym szefa. Walczą o więcej niż 4,5 złotego za godzinę, a wieczorem, na imprezie, chcą zapomnieć o wszystkim. Najchętniej uciekliby z kraju” [Jacek Cieślak, Rzeczpospolita nr 252, 27 października 2005].

„Piotr z racji swojej przynależności do świata wartości chrześcijańskich jest tu ukazany jako przedstawiciel ciemnogrodu i co za tym idzie, jako symbol nietolerancji i homofobii” [Temida Stankiewicz-Podhorecka, Nasz Dziennik nr 255, 2 listopada 2005].

„Wojcieszek świadomie uchyla się od spektaklu problemowego o sytuacji kochających inaczej w naszym pięknym kraju. Z jednej strony to dobrze, bo nie ma dydaktyki. Z drugiej źle, bo wśród śmichów-chichów obniża się ranga przedsięwzięcia i ranga miłości, o której teatr opowiada. Nie mam wrażenia, żeby w TR powstało coś ważnego. Prawdziwego, potrzebnego. Po Made in Poland, niezwykłym teatralnym debiucie Wojcieszka – miałem” [Łukasz Drewniak, Przekrój nr 46, 9 listopada 2005].

 

23 października

MAŁY BIES Fiodora Sołoguba, tłum. René Śliwowski, adaptacja(łac. adaptare = przystosowywać), przystosowanie utworu li... Michał Walczak, reż. Remigiusz Brzyk, scenografia Mikołaj Malesza, kostiumy Elżbieta Wójtowicz-Gularowska, muz. Jacek Grudzień, reż. świateł Krzysztof Sendke, przygot. wokal. Włodzimierz Wołosiuk.

„Może żyjemy w świecie coraz bardziej podobnym do portretowanego przez Sołoguba… Coraz bardziej irracjonalnym i chamskim, brutalnym i niezrozumiałym, by jego opowieść mogła wywrzeć tak porażające wrażenie, jak przy pierwszej lekturze. W końcu każdego dnia słyszymy w wiadomościach, kto ile ukradł, nakantował, kto popełnił potworną i bezsensowną zbrodnię i… wzruszamy ramionami. Ilość okropieństw przewyższa możliwości ich zrozumienia. Może gęstniejące ostatnio prowincjonalne powietrze zatruło nasz wzrok i umysł. Nie wiem; teatr pokazuje człowieka w powiększeniu, przynajmniej powinien znaleźć formy pozwalające ostro i trzeźwo oceniać świat. Tu swej szansy nie wykorzystał” [Elżbieta Baniewicz, „Twórczość” 2006 nr 1].

 

22 października

DOTYK Marka Modzelewskiego, reż. Małgorzata Bogajewska, Teatr Powszechny, Garaż Poffszechny.

„Na pytanie, czy lepiej żyć w prawdzie, raniąc bliską osobę, czy zakłamywać się, ale utrzymać fikcyjny związek, Modzelewski nie daje odpowiedzi. Nie obwinia jednak żadnej ze stron: w innej wersji sztuka nosiła tytuł Instynkt, sugerujący, że bohaterowie ulegają siłom, nad którymi nie jest w stanie zapanować sumienie” [Roman Pawłowski, „Gazeta Wyborcza” nr 251, 24 października 2005].

„Bogajewska trafnie wyczuła intencję dramaturga. Jest w swoim podejściu do bohaterów dyskretna i czuła. Ostentacyjnie obiektywna, nikomu nie przyznaje automatycznie racji, nie liczy punktów, ciosów, trafień. Pokazuje za to, że prawda nie zawsze uwalnia. Przeciwnie: to kłamstwo daje komfort, a iluzja – szansę na normalność. Trudne, dwuznaczne przesłanie, ale właśnie dlatego prawdziwe” [Łukasz Drewniak, „Przekrój” nr 48, 24 listopada 2005].

 

15 października

KOSMOS Witolda Gombrowicza, adaptacja i reż. Jerzy Jarocki, scenografia Jerzy Juk Kowarski, muz. Stanisław Radwan, Teatr Narodowy, Scena przy Wierzbowej.

„Grany na Scenie przy Wierzbowej Teatru Narodowego Kosmos ma być, jeśli wierzyć deklaracjom Jerzego Jarockiego, pożegnaniem reżysera z Witoldem Gombrowiczem po 57-letniej pracy nad jego tekstami. Legendarnego, zrealizowanego w 1974 r. w Teatrze Dramatycznym, Ślubu z Zapasiewiczem w roli Pijaka Kosmos na pewno nie przebije – nie w pełni powiodła się zwłaszcza operacja zespolenia kryminalnej akcji z „teoretycznymi” komentarzami Witolda o naturze rzeczywistości” [Aneta Kyzioł, „Polityka” nr 43, 29 października 2005]

„W sterylnej przestrzeni, którą tworzą geometrycznie białe prostokąty, ułożone w dwie narożne ściany na całą głębokość i szerokość sceny, wpisany został cały kosmos człowieka. Jego zagubienie, krzycząca samotność, lęki i trwoga. Osobliwe śledztwo, jakie prowadzą Witold (Oskar Hamerski) i Fuks, przybyli na wywczasy do podnóża Tatr, w sprawie powieszonego wróbla i kolejnych wypadków (mniej lub bardziej domniemanych), to zaledwie wątły szkielet tej historii o przerażającej pustce, kosmicznej właśnie, jaka otacza każdego z bohaterów. (…) Pod ręką mistrza rozkwita na nowo niebywały talent Anny Seniuk, której w takiej dyspozycji scenicznej nie widziałem od lat dwudziestu. Grana przez nią Kulka to kobieta na wskroś nieszczęśliwa, zaharowana, ale zarazem na swój sposób niezłomna, stop sprzecznych odczuć i zachowań, studium kobiety zawiedzionej. Leon w kreacji Zbigniewa Zapasiewicza to połączenia klowna, konferansjera, prestidigitatora i demona seksualnej perwersji (scena podniecającej gry z kurzym jajkiem powinna przejść do historii aktorskiego szaleństwa) – i tym razem można zasadnie dowodzić, że wielki artysta polskiej sceny przeszedł samego siebie, znowu siebie w sobie pokonał. Ale u boku zachwycających kreacji Seniuk i Zapasiewicza kwitnie w tym spektaklu talent Beaty Fudalej (charakterystyczna, niepokojąca Katasia), Mariusza Bonaszewskiego (do podziwu powściągliwy Ludwik), Małgorzaty Kożuchowskiej (marzycielska i wyzbyta marzeń zarazem Lena) i pozostałych wykonawców, wśród których wypada co najmniej skwitować z radością brawurowy debiut(fr. début), pierwszy występ na scenie, estradzie bądź w... jeszcze studenta AT, Marcina Hycnara w roli Fuksa” [Tomasz Miłkowski, „Przegląd”, 13 listopada 2005].

„Jarocki jak zwykle świetnie czyta mistrza, a jednak nie może się powstrzymać przed próbą ogarnięcia rozumem tego, co dla autora właśnie nieprzejrzyste i nieogarnialne. Inscenizacja płaci za to niekoherencją” [Jacek Sieradzki, „Przekrój” nr 46, 9 listopada 2005].

„To teatr wyjątkowy, współczesny teatr polski w najlepszym wydaniu. Reżyser Jerzy Jarocki dokonał adaptacji późnej powieści jednego z wielkich pisarzy XX wieku, Witolda Gombrowicza. Stworzył przedstawienie teatralne o niemal matematycznej konstrukcji, które opowiada o desperackich próbach grupy ludzi poszukujących logiki w szaleństwie otaczającej ich rzeczywistości” [Michael Handelsaltz, „Haaretz”, 12 czerwca 2008].

NAGRODY:
Nagroda im. Tadeusza Żeleńskiego Boya (2006), przyznawana przez polską sekcję AICTMiędzynarodowe Stowarzyszenie Krytyków Teatralnych (Associ... (Klubu Krytyki Teatralnej Stowarzyszenia Dziennikarzy RP) dla Zbigniew Zapasiewicza „za wybitne osiągnięcia aktorskie, a w szczególności kreacje w spektaklach Zapasiewicz gra Becketta na deskach Teatru Powszechnego w Warszawie i Kosmos w Teatrze Narodowym.

Nagroda im. Cypriana Kamila Norwida (2006)., przyznawana przez Samorząd Województwa Mazowieckiego, w kategorii teatr, dla Zbigniewa Zapasiewicza za rolę Leona.

Nagroda Dyrekcji Festiwalu „Bałtyjski Dom” w Sankt Petersburgu dla przedstawienia Kosmos (2006).

Feliks Warszawski 2006 dla Jerzego Jarockiego za reżyserię.

Feliks Warszawski 2006 dla Zbigniewa Zapasiewicza w kategorii „pierwszoplanowa rola męska” za rolę Leona.

 

14 października

MIASTO MANIA, scenariusz Maria Peszek, teksty Maria Peszek, Piotr Lachmann oraz Olga Tokarczuk, muz. Wojciech Waglewski, Emade, Fisz, przestrzeń wizualna Thomas Harzem, kostiumy Dorota Kołodyńska, choreografia(gr. choreia = taniec + grapho = piszę), sztuka tworzenia u... Rafał Dziemidok, reż. Maria Peszek, Jan Peszek, Teatr Nowy Praga – Centrum Artystyczne Fabryka Trzciny.

„To opowieść o trudnej, ale możliwej miłości do miasta, w którym się żyje. To związek z nierównymi siłami „kochanków” na starcie, niebezpieczny, uzależniający, bez romantycznego lukru. Im bardziej niebezpieczny, tym bardziej wciągający niepokorną Manię i podobnych jej miejskich ortodoksów. Tych, których napędza szybki, chaotyczny rytm wielkiego miasta, podnieca życie w tłumie, w gąszczu samochodów, ulic, domów” [Iza Natasza Czapska, „Życie Warszawy” nr 243, 18 października 2005].

„To, co robi wrażenie jako projekt muzyczny, nie przekonuje aż tak bardzo na scenie. Historia opowiedziana na płycie w spektaklu (który po trosze przypomina też happening, po trosze multimedialne widowisko) rozpada się na wiele nie zawsze przystających do siebie scen. Peszek odgrywa różne kobiece postaci – od samotnej dziewczyny tęsknie patrzącej w okno przez bywalczynię modnych klubów, tirówkę czekającą przy drodze na klientów aż po upozowaną modelkę. Być może wielkomiejska Mania jest po części każdą z nich? A może to zbiór różnych portretów kobiet z metropolii? Ta niejasność trochę przeszkadza w odbiorze znakomitych piosenek. Gdyby Peszek ubrała opowieść w bardziej wyrazistą strukturę albo zdecydowała się zaprezentować ją w formie klasycznego recitalu, wygrałaby na wszystkich frontach. A tak Miasto mania to przede wszystkim niezaprzeczalny sukces Peszek wokalistki” [Robert Sankowski, „Gazeta Wyborcza” nr 242, 17 października 2005].

 

9 października

ZMIERZCH Izaaka Babla, reż. Bogdan Michalik, tłum. Jerzy Pomianowski, scenografia Wojciech Stefaniak, muz. Wojciech Borkowski, Teatr Ateneum.

„Wskutek reżyserskiego wyboru Mendel staje się bardziej bohaterem rodzinnego dramatu niż przedstawicielem świata, który odchodzi i któremu na naszych oczach odbiera się rację bytu, a synowie bardziej obrońcami matki niż sprzedajnymi ugodowcami” [Kalina Zalewska, um.warszawa.pl, 24 października 2005].

 

4 października

CYWILIZACJA VIVAT!, scenariusz wg pomysłu zaczerpniętego z książki Umberto Eco Gnom z planety Gnu i reż. Robert Tondera, scenografia Janusz Kijański, muz. Piotr Majchrzak, Teatr Nowy.

Spektakl zapowiadany jako ekologiczny – współprodukcja Zakład Oczyszczania Miasta w ramach projektu warszawa stolicą czystości.

 

3 października

IN ARTICULO MORTIS (W OBLICZU ŚMIERCI), scenariusz według prozy Stanisława Podlewskiego Przemarsz przez piekło oraz poezji Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Tadeusza Gajcego, Kazimierza Wierzyńskiego, Andrzeja Trzebińskiego i Lusi Ogińskiej, adaptacja i reż. Magda Teresa Wójcik, scenografia Tomasz Wójcik, oprac. muz. Marian Szałkowski, Teatr Adekwatny.

„To piękny i przejmujący spektakl, który za pomocą skromnych środków w pokorze oddaje hołd heroicznym powstańcom, do końca wiernym sprawie, której się podjęli, dla której tracili zdrowie i życie przez 63 dni i za którą tak desperacko ginęli w ostatnim dniu powstania, nie mając już broni, amunicji i żadnych szans na wygraną. Właśnie ten ostatni dzień jest silnie zaakceptowany w przedstawieniu” [Temida Stankiewicz-Podhorecka, Nasz Dziennik nr 232, 6 października 2005].

 

1 października

ODYSEJA Homera, tłum. Jan Parandowski, reż. Jarosław Kilian, scenografia Adam i Jarosław Kilianowie, muz. Abel Korzeniowski, choreografia Emil Wesołowski,w roli Odysa Waldemar Kownacki, Teatr Polski.

„Jesień to czas kursów i ulotek. Zrozumiał to warszawski Teatr Polski. W Odysei proponuje więc kurs greki, dziergania i znajomości starych waz. Niestety, nie jest to kurs przyspieszony. Zajęcia ciągną się niemiłosiernie, a prowadzącym daleko do native speakers” [Joanna Derkaczew, „Gazeta Wyborcza” nr 230, 3 października 2005].

Odyseja Homera stała się dla Kilianów punktem wyjścia do pokazania olśniewających wizji scenicznych, w których najmocniej akcentowana jest znikomość poczynań ludzkich wobec wszechpotęgi natury zaprzęgniętej w służbę greckich bóstw” [Janusz R. Kowalczyk, „Rzeczpospolita” nr 231, 3 października 2005].

„Całość jednak grzęźnie na mieliźnie retoryki i emocjonalnego wystudzenia, rozpada w szwach i nierównym rytmie. Nie udało się wytworzyć między aktorami nieodzownego napięcia, aby widownia poddała się patetycznemu nastrojowi przypowieści o powrocie do domu – wedle intencji reżysera – przez ziemski Czyściec” [Tomasz Miłkowski, „Przegląd” nr 42, 17 października 2010].

 

Opublikowany w 2005

Dodaj komentarz