V 2007

Maj 2007

 

 

26 maja

HALO? KABARET?, adaptacja(łac. adaptare = przystosowywać), przystosowanie utworu li... i reż. Magdalena Warzecha, oprac. muz. Wojciech Pulcyn, Marcin Zaleski, scenografia Artur Brzeziński, program składany piosenek z międzywojnia, Teatr Montownia.

 

DAILY SOUP Amanity Muskarii [pseud. Gabrieli i Moniki Muskały], . Reżyseria: Małgorzata Bogajewska, scenografia Maciej Chojnacki, muz. Paweł Czepułkowski, Michał Litwiniec, opr. muz. Rafał Kowalczyk, Teatr Narodowy, scena przy Wierzbowej.

„Na scenie Szaflarska, Skoczyńska, Gajos. Grają sztukę duetu obiecujących autorek. A jednak Daily Soup w Teatrze Narodowym boleśnie rozczarowuje. To spektakl i literatura kompletnie bez smaku” [Jacek Wakar, „Dziennik” nr 127 – Kultura, 1 czerwca 2007].

„Przed pułapką małego realizmu uciekają autorki w stronę metafory, opowieści przywołanej jako cytat i w stronę parodii (taki charakter(gr. charakter = wizerunek), postać literacka o wyraźnie i... mają nie tylko fikcyjne dialogi opery mydlanej – także dialogi bohaterów przypominają telewizyjne wzorce). Tę perfekcyjnie napisaną sztukę pewną ręką poprowadziła reżyserka Małgorzata Bogajewska. Prawdziwym świętem stał się udział w przedstawieniu Danuty Szaflarskiej, przed laty wielkiej gwiazdy Teatru Narodowego, która tą rolą powraca na scenę swojego teatru, zachwycająco portretując Babcię, jej bezradność, jej kokieterię (tak!), nadąsanie, zdziecinnienie, ale i urok. Snute przez Babcię wspomnienia w interpretacji Szaflarskiej nabierają głębi, są mozolnym sondowaniem pamięci, a śpiewane piosenki lwowskie tworzą szczególny klimat narracji, są jej poetyckim rezonatorem” [Tomasz Miłkowski, „Przegląd” nr 24, 17 czerwca 2007].

„Kłopotem spektaklu jest statyczność: afabularna opowieść stoi w miejscu, donikąd nie zmierza. Ale jeśli tylko nakłania do spojrzenia w lustro, to może nie tak mało?” [Jacek Sieradzki, „Przekrój” nr 26, 28 czerwca 2007].

NAGRODY:

Feliks warszawski za drugoplanową rolę kobiecą dla Danuty Szaflarskiej.

 

26 maja

ALBOŚMY TO JACY, TACY wg Stanisława Wyspiańskiego, scenariusz i reż. Piotr Cieplak, muz. „Czerwie” oraz Karolina Wojaczek, „Kormorany”, scenografia Andrzej Witkowski, ruch sceniczny Leszek Bzdyl, Teatr Powszechny.

„Przedstawienie Cieplaka ma wszystkie wady i zalety kontrkulturowego teatru, do którego nawiązuje: miejscami jest chaotyczne, nieczytelne, posługuje się przerysowaniem i gorączkową narracją. Nie można mu odmówić jednego – fantastycznego zaangażowania aktorów i autentycznego przejęcia Polską. Na tle powszednich produkcji Teatru Powszechnego jest to fenomen” [Roman Pawłowski, „Gazeta Wyborcza” nr 123, 28 maja 2007].

„Wśród gigantycznego chaosu padają słowa: „Jestem niczyim agentem”. Jest też wykład o wolności słowa, jest temat lustracji. Oto Mariusz Benoit staje przed mikrofonem i w wielkim skupieniu – jakby czytał wiekopomne dzieło największego etyka w dziejach świata – wolno, wyraźnie, słowo, po słowie czyta z „Gazety Wyborczej” artykuł Adama Michnika o lustracji. Zrobiło się dziwnie. Myśli kotłują się w głowie: o co tu chodzi? Dlaczego reżyser aż tak publicznie podlizuje się Michnikowi i awansuje go na kontynuatora Wyspiańskiego?” [Temida Stankiewicz-Podhorecka, „Nasz Dziennik” nr 125, 30 maja 2007].

„Polacy zwaśnieni, podzieleni, czepiający się złudzeń, wybierający bierność, czekający cudu, rozleniwieni umysłowo – dawniej i dziś. Albo na odwrót: dziś i dawniej. Reżyser Piotr Cieplak zaczynając bowiem od fragmentu Akropolis, uderza w wysoki ton. Kreśli rodaków portret współczesny, niekiedy bardzo nieprzyjemny. Łamie konwencje, burzy tradycyjne formy, ale trzyma się w tym wszystkim planu: krok po kroku maluje sytuację jednostki, uwikłanej w polskie spory roku 2007. Pod tym względem to spektakl niesłychanie gorący, chwilami ocierający się o publicystykę (…) Cieplakowi udaje się te nieprzystające do siebie elementy zintegrować „przy grillu”, cała bowiem część pierwsza rozgrywa się na wolnym powietrzu, jak większość dzisiejszych spotkań weekendowych. Tak naprawdę reżyser niczego nowego nie wymyśla, stosuje tylko nader konsekwentnie poetykę ruchomej anegdoty, którą w polskiej dramaturgii pierwszy zastosował Mickiewicz w Dziadach, a po nim rozwinął w pełnej okazałości Wyspiański w Weselu i Wyzwoleniu” [Tomasz Miłkowski, „Przegląd” nr 23, 10 czerwca 2007].

 

RAGAZZO DELL’EUROPA René Pollescha, tłum. Hanna Krogulska, reż. René Polesch, scenografia i światło Bert Neumann, kostiumy Nina von Mechow, konsultacja światła Jacqueline Sobiszewski, operator kamery Adrian Hutyriak, dramaturg1. autor dramatu (-tów); 2. w teatrze rosyjskim stanowisko ... Szymon Wróblewski, TR Warszawa, maj, 2007.

„Przedstawienie Pollescha to pusty ideologiczny manifest. Mam wrażenie, że Rene Pollesch buduje swój teatr z samej ideologii” [Jacek Wakar, „Dziennik” nr 123, 28 maja 2007].

 

„Ciekawostka? Teatralny dziwoląg? Spektakl Pollescha może zmieni polski teatr, może nie. Zastanawiałem się, co można u Pollescha podpatrzeć. Skopiować go w skali jeden do jednego nie sposób. Przecież jego sztuki to coś w rodzaju narcystycznego gadulstwa na ważne i nieważne tematy równocześnie. Każda imitacja grozi grafomanią” [Łukasz Drewniak, „Przekrój” nr 25, 21 czerwca 2007].

„Polesch odwraca się od teatralnej tradycji, od mieszczańskiego teatru reprezentacji, od tego „całego gówna”. Jak rozbrykane, rozkapryszone dziecko swawoli i szczebioce o „gównie” znajdując upodobanie w wyzywaniu dziwki teatru od najgorszych. A przecież do teatru lgnie, tylko do innego, nie tego, który dominuje (…) To przedstawienie jest dla widzów jak łyk wolnego powietrza, działa na organizm przeczyszczająco. Czy otwiera nowe horyzonty, nowe drogi, czy jest tylko przejściowym zjawiskiem? Nie wiem. Jak każda nowość budzi zaciekawienie i spontaniczną radość, ale i podejrzenie, że być może jest to zabawa „na raz”. Tak czy owak jest to dla aktorów nowe, twórcze doświadczenie” [Tomasz Miłkowski, „Trybuna” nr 150, 29 czerwca 2007].

 

23 maja

MIŁOŚĆ FEDRY Sarah Kane, tłum. Semil Małgorzata, reż. Przastek Daniel, przedstawienie w wykonaniu studentów Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, członków Koła Naukowego Teatr i Polityka, Teatr Wytwórnia.

 

19 maja

HEDDA GABLER Henrika Ibsena, reżyseria i scenografia Pia Partum, warsztat reżyserski, w roli tytułowej Aleksandra Bożek, Teatr Collegium Nobilium w Warszawie, maj, 2007.

„Rozmaicie to próbowano interpretować (także jako przypadek medyczny!), ale młoda reżyserka Pia Partum, która obrała ten właśnie dramat(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... Ibsena na swój dyplom, odrzuciła pokusę budowania na tekście własnej wizji świata, niekoniecznie związanej z utworem (jak to często ostatnimi czasy widujemy). Wgłębiając się w tekst, potwierdziła tę infekcje zła, jakie w świecie Heddy Gabler zbiera obfite żniwo. Aktorzy, o zgrozo!, występują w kostiumach z epoki i wcale im to nie przeszkadza, dekoracja(łac. decoratio), zasadnicza część (por.:) scenografii, ... (oszczędna i skrótowa) sugestywnie sugeruje zimny skandynawski labirynt, w którym kryją się tajemnice, światło wydobywa cienie, a muzyka neurotyczny podtekst pozornie kulturalnych rozmów, wyznaczając rytm spektaklu. Tekst rozsądnie przykrojony, wydobywa małomówność i pozorną obojętność Heddy. Najważniejsze w tym wszelako, że dramat wynika tu ze związków między ludźmi, rozgrywa się w dialogu, że ich rozmowy są pełne znaczeń i podtekstów” [Tomasz Miłkowski, www.aict.art.pl, 23 maja 2007].

 

18 maja

BOŻYSZCZE KOBIET Neila Simona, tłum. Mira Michałowska, scenografia Ewa i Andrzej Przybyłowie, kostiumy Dorota Kołodyńska, realizacja świateł Artur Szyman, Teatr Syrena.

„Na scenie znakomita Hanna Śleszyńska grająca Jenny, czyli trzecią niedoszłą kochankę bohatera sztuki. Świetne studium ludzkiej bezradności, życiowego zagubienia, kłębek kompleksów i erotycznych zahamowań” [Tomasz Mościcki, „Dziennik” nr 117, 21 maja 2007].

 

12 maja

BRAMY RAJU. KRUCJATA DZIECIĘCA wg BRAM RAJU Jerzego Andrzejewskiego i KRUCJATY DZIECIĘCEJ Marcela Schwoba, adaptacja i reż. Paweł Passini, Studium Teatralne w Warszawie, maj, 2007.

„Spektakl balansuje nieustannie między uniesieniem grafomana a uniesieniem artysty piszącego ikonę. Ma jednak energię i odwagę, które rekompensują wszelkie niedostatki. Chciałoby się je widzieć na innych scenach” [Joanna Derkaczew, „Gazeta Wyborcza” nr 128, 2-03 czerwca 2007 – Wysokie Obcasy].

 

11 maja

BOSTOŃSKIE MAŁŻEŃSTWO Davida Mameta, tłum. Julita Grodek, reż. Romuald Szejd, scenografia Marcin Stajewski, kostiumy Zofia de Ines, Scena Prezentacje.

„Cięte, skrzące się dowcipem dialogi sprawiają, że przedstawienie w reżyserii Romualda Szejda staje się pojedynkiem osobowości, charakterów i temperamentów. I to w mistrzowskim wykonaniu świetnie skontrastowanych postaci” [Janusz R. Kowalczyk, „Rzeczpospolita” nr 118, 22 maja 2007].

„Ewa Wiśniewska i Joanna Bogacka grają fantastycznie. Pierwsza reżyseruje intrygę, ma w ręku wszystkie atuty. Druga tylko z pozoru jest uległa. Obie skrywają przed nami tajemnice. Oprócz nich mamy jeszcze epizod(gr. epeisódios = wtrącony), 1. scena w dramacie, niemają... Joanny Pokojskiej, tak śmieszny, że można spaść z krzesła” [Jacek Wakar, „Twój Styl” nr 7, 28 czerwca 2007].

 

Opublikowany w 2007

Dodaj komentarz