IV 2006

Kwiecień 2006

 

 

29 kwietnia

TRZY KOBIETY I STROICIEL FORTEPIANÓW Helen Cooper, tłum. Michał Ronikier, reż. Romuald Szejd, scenografia Marcin Stajewski, kostiumy Ewa Zaborowska, muz. Maciej Makowski, Scena Prezentacje.

 

28 kwietnia

PRZYSZŁOŚĆ ŚWIATA, reż. Komuna Otwock, premiera na scenie Teatru Studio.

Trzecia część tryptyku poświęconego sensowi współczesnej kultury, buntownicze wobec społeczeństwa konsumpcyjnego.

„Spektakl o niezbyt skomplikowanym przesłaniu zrealizowano przy użyciu środków, które ocierają się momentami o niezamierzoną parodię teatru alternatywnego. Tak jest, na przykład, w przypadku dzieci Baadera, które podniośle recytują absurdalne teksty: „jesteśmy bezsilni wobec tego całego syfu, wobec zakazu palenia marihuany, wobec tego całego konsumpcyjnego stylu życia, wobec Ameryki pizdy”. Razi niechlujstwo wykonawcze: niesłyszalny śpiew, przesterowane instrumenty, tautologia obrazu wideo i akcji scenicznej. Bezpośrednia, pozornie ostra formuła spektaklu nie przekonuje” [Weronika Szczawińska, „Didaskalia(gr.), inaczej: tekst poboczny dramatu. Warstwa tekstu drama...” 2007, marzec].

„Grzegorz Laszuk znalazł dla tej opowieści zdyscyplinowaną formę, łączącą elementy sztuki wideo z hip-hopem i działaniami plastycznymi, łagodzącą ostrość społeczną i niepohamowaną brutalność (słowną) spektaklu. To zresztą jego najsłabsza strona, tekst ocierający się o rynsztok. Ale i tak Przyszłość świata czyni wrażenie jako nieskrępowana niczym krytyka szaleństwa polityków, eksperymentujących na żywym ciele społecznym. Jeśli na to przedstawienie trafi polityk, nie będzie siedział wygodnie” [Tomasz Miłkowski, „Przegląd” nr 21, 28 maja 2006].

 

23 kwietnia

DZIWNAKI I ŚWIĘTO LASU Roberta Tondery, reż. autora, scenografia Janusz Kijański, muz. Piotr Majchrzak, Teatr Nowy.

21 kwietnia

WEŹ PRZESTAŃ Jana Klaty, reż. i oprac. muz. autora, scenografia i światło Justyna Łagowska, kostiumy Mirek Kaczmarek, choreografia(gr. choreia = taniec + grapho = piszę), sztuka tworzenia u... Maćko Prusak,TR Warszawa.

„Diagnoza jest oczywista: badania terenowe w podziemiu dowodzą całkowitej nieprzystawalności świata panów i chamów. Klata nie otwiera żadnych nieznanych drzwi, dość, że trafnie przedstawia stan umysłów, chwyta w lot polskie mówienie anno 2006 (np. przecudny zwrot: „Co się tak pytasz? Monika Olejnik jesteś?”) Teatr nie jest od „rozwiązywania problemów”, czym tak chętnie (w deklaracjach) łakną zajmować się politycy spod wielu znaków” [Tomasz Miłkowski, „Przegląd” nr 19, 14 maja 2006].

„Kiedy już się pośmiejemy z bohaterów Weź, przestań, wypadałoby wykonać Gogolowski test i obrócić scenę. Śmiejemy się oczywiście z siebie. To my jesteśmy problemem, nie oni. A oni nigdy się nie zmienią, jeżeli my się nie zmienimy. Skończmy z paternalizmem, z protekcjonalizmem” [Sławomir Sierakowski, „Gazeta Wyborcza” Nr 95, 22 kwietnia 2006].

„Teatr Klaty przypomina kebab, którym obżerają się sceniczni Agent i Sylwek. W dodatku kompletnie nie ma smaku, bowiem robiony jest z odpadków” [Jacek Wakar, „Dziennik” nr 14, 5 maja 2006].

 

21 kwietnia

NORA Henrika Ibsena, tłum. Anna Marciniakówna, reż. Agnieszka Olsten, scenografia Joanna Kaczyńska, muz. Bartłomiej Brat Oleś, Marcin Oleś, światło Wojciech Puś, choreografia Tomasz Wygoda, Teatr Narodowy, Scena przy Wierzbowej.

„To grzeczne i stonowane przedstawienie, które publiczność raczej nudzi (mimo ogromnych skrótów i kondensacji tekstu), niż przejmuje czy oburza; kilka interesujących rozwiązań interpretacyjnych i dobra gra aktorów nie pozwalają jednak tej premiery zignorować” [Anna R. Burzyńska, „Tygodnik Powszechny” nr 19, 7 maja 2006].

„Olsten poprzebierała bohaterów w dziwaczne stroje, a ich autentyzm psychologiczny sprowadziła do poziomu postaci z serialu Klan. W efekcie Nora jest równie nieskomplikowana co Agnieszka Lubicz. Młoda pani reżyser niewiele wie o Ibsenie. Ważkie pytania z jego sztuki sprowadza do kwestii: założyć błyszczący kostium kosmonauty czy pióropusz dzielnego wodza Apaczów?” [Jacek Wakar, „OZON” nr 19, 11 maja 2006].

„Norę współczesną Dorota Landowska ukazuje jako kobietę od razu świadomą gry, w której uczestniczy, przyjmującą za normalny, choć nieco uciążliwy, układ żona-mąż, czyli ta, która ma wabić i chronić, i ten, który ma zdobywać i zwyciężać. Kiedy jednak okazuje się, że układ zostaje zakłócony, oboje wypadają z ról – ona traci moc wabienia, on – zwyciężania, Nora odchodzi. Bez większego żalu. Skoro małżeństwo jest martwe, nie ma sensu go ratować. Małżonkowie rozchodzą się bez awantur. Nawet problemu z dziećmi nie ma, bo reżyserka na wszelki wypadek wyminęła tę rafę i dzieci z tego spektaklu usunęła” [Tomasz Miłkowski, „Przegląd” nr 19, 14 maja 2006].

„Nic się tu sensu nie trzyma, wizja sobie i fonia, znaczenia tekstu, sobie. Ani bunt, ani dramat(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... Nory nie są tu możliwe. Co innego znaczy decyzja kobiety, zbuntowanej przeciw przypisanej jej roli społecznej, która opuszcza męża i dzieci, by zmierzyć się z życiem, a co innego, gdy mało inteligentna (wybrała niedojrzałego durnia) kobietka upija się, bo się rozpadł i tak kiepski związek. Niestety stara wersja jest o wiele mądrzejsza i bardziej aktualna” [Elżbieta Baniewicz, „Twórczość” 2006 nr 12].

10 kwietnia

NORYMBERGA Wojciecha Tomczyka, reż. Agnieszka Glińska, scenografia Agnieszka Zawadowska, Teatr Narodowy, scena Studio.

„Sztuka Wojciecha Tomczyka znakomicie wpisuje się w aktualną rzeczywistość pozateatralną i jest wyraźnym, odważnym głosem w debacie nad ustawą lustracyjną, a także zajmuje wyrazistą postawę wobec sprawy likwidacji służb specjalnych” [Temida Stankiewicz-Podhorecka, „Nasz Dziennik” nr 120, 24 maja 2006].

Bohater sztuki, pułkownik, „decyduje się ujawnić kulisy jednego z PRL-owskich skandali politycznych. Ale to tylko pretekst do oczyszczającej spowiedzi. Były agent wbrew woli Hanki dokonuje autolustracji i żąda nowej Norymbergi: uczciwego procesu i kary” [Jacek Wakar, „Twój Styl” 2006 nr 6].

„Po wyjściu z teatru mamy nienawidzić kontrwywiadu wojskowego i oficerów z PRL. Ze sztuki z szansą na psychologiczno-polityczny thriller powstał propagandowy zakalec, „artystyczne” uzasadnienie wniosku o rozwiązanie WSI. Aktorzy robią, co mogą (Maria Mamona w roli Żony jest wyśmienicie wystudiowaną mieszczańską lalą), ale to nie ratuje autora przed porażką” [Tomasz Miłkowski, „Przegląd” nr 22, 4 czerwca 2006].

 

9 kwietnia

PRZYSZŁOŚĆ ŚWIATA, komedia na motywach terrorystycznych. Premiera na XXXI Krakowskich Reminiscencjach Teatralnych, Komuna/Warszawa.

„Spektakl dzieli się na dwie części – pierwsza opowiada w poetycki, skrótowy, balladowy sposób (choć to liryka punkowo głośna i dosadna) dzieje grupy terrorystycznej Baader-Meinhof, bezpardonowo walczącej z burżujami i „Ameryką Pizdą”. Druga część jest już fantazją, fikcją – dwupłciowe dziecko Andreasa Baadera, mające teraz dwadzieścia osiem lat, toczy spór z nawiedzającym je duchem ojca, który namawia potomka do podjęcia krwawego boju z wrogami ludzkości pokroju Georga Busha. Alterglobalistyczny syjamski obojnak wybiera jednak inną drogę – pokojowego działania na polu społeczeństwa obywatelskiego” [Piotr Piber, Didaskalia nr 73-74, 21 lipca 2006].

 

BOMBA Macieja Kowalewskiego, reż. autora, muz. Bartosz Dziedzic, kostiumy Ewa Kowalewska, Dominika Dylewska, Scena Klubu Le Madame w Warszawie w M25.

„Bohaterami są bezrobotni, którzy po upadku fabryki zbierają się pod magiczną żarówką, wierzą bowiem, że można w niej zobaczyć lepszą przyszłość. Szansą na lepsze życie staje się dla nich przyjazd ekipy z Hollywood, która w ruinach fabryki kręci film o zagładzie Hiroszimy. Jego ukoronowaniem ma być scena eksplozji tytułowej bomby. Na tle innych spektakli i filmów, pokazujących problem wykluczenia sztuka Kowalewskiego wyróżnia się absurdalnym poczuciem humoru” [Roman Pawłowski, „Gazeta Wyborcza – Stołeczna” nr 145 – „Co Jest Grane”, 23 czerwca 2006].

„Inscenizacja Kowalewskiego w warstwie plastycznej przypomina chociażby „Made in Poland” Przemysława Wojcieszka: surowa, niemalże dziewicza scenografia (akcja(łac. actio = działanie) ciąg zdarzeń w utworze dramatyc... Bomby rozegrała się w opuszczonej kamienicy): zacieranie się granicy między rzeczywistością przedstawioną a pozateatralną. Wydaje się jednak, że „Bomba”, pokryta warstwą ironii, jest dojrzalsza i prawdziwsza w stawianiu diagnoz i demaskowaniu wad narodowych. Zaprawione goryczką poczucie humoru ratuje ją przed niepotrzebnym patosem dzieła z misją” [Aneta Głowacka, „Opcje” 2007 nr 4].

 

NOGI IZOLDY MORGAN, Studio Teatralne KOŁO.

 

8 kwietnia

MASZ BYĆ SZCZĘŚLIWY Simona Burta, tłum Julitta Grodek, reż. Jan Bratkowski, scenografia Grzegorz Małecki, muz. Piotr Salaber, Teatr Ochoty.

„Obie, wciąż zderzające się ze sobą na tyłach obskurnego baru, pary zdają się być dla siebie lustrzanym odbiciem. Toczą się dwie równoległe historie, w których dominuje niedojrzałość emocjonalna, lęk przed odpowiedzialnością. W tej kameralnej i melancholijnej, choć niepozbawionej humoru opowieści, tytułowe szczęście okazuje się znajdować wcale nie tam, gdzie się go można było spodziewać” [j.r.k. (Janusz R. Kowalczyk), „Rzeczpospolita” nr 83, 7 kwietnia 2006].

 

PAW KRÓLOWEJ. OPERA PRASKA Doroty Masłowskiej, scenariusz i reż. Jacek Papis, scenografia i kostiumy Magda Kazimierska, muz. Hanna Kaysner, reż. światła Piotr Pawlik, projekcje wideo Marcin Chochlew, Mateusz Ożyński, opr. dźwięku Zbigniew Bieńkowski, Teatr Wytwórnia.

„Inni próbowali, Papisowi się udało. Paw królowej w jego reżyserii ma szansę stać się spektaklem ważnym, bliskim duchem prozie Doroty Masłowskiej” [Iza Natasza Czapska, „Życie Warszawy” nr 87, 12 kwietnia 2006].

„Z marnej prozy trudno zrobić dobrą sztukę. Potwierdziły to dotychczasowe inscenizacje Pawia królowej Doroty Masłowskiej. Warszawska wersja Jacka Papisa też dobra nie jest, choć może pretendować do miana średniej” [Iga Nyc, „Wprost” nr 16, 23 kwietnia 2006].

„To nie jest Wiech ani szemrane ballady Grzesiuka, a mimo tego są to tamte klimaty przełożone na współczesny język zakamarków i zaułków warszawskiej Pragi” [Marek Frąckowiak, „WiK” nr 10, 8 maja 2006].

„Jacek Papis świetnie wyczuł muzyczno-popularny rodowód Pawia królowej i zaproponował zamiast klasycznej adaptacji spektakl śpiewany. Muzyczną epikę zmienił w epicką muzykę. Ale nie spodziewajcie się Piwnicy pod Baranami, to zamierzony kicz. Począwszy od muzyki, która parodiuje przeboje Muzycznej Jedynki i Radiostacji, przez pstrokate stroje aktorów, zakupione niechybnie na pobliskim Stadionie, aż po plastikowe meble – na scenie króluje tandeta” [Roman Pawłowski, „Gazeta Wyborcza – Stołeczna” nr 96, 24 kwietnia 2006].

 

7 kwietnia

STEPPING OUT Richarda Harrisa, tłum. Elżbieta Woźniak, reż. Krzysztof Jasiński, scenografia Marek Chowaniec, kostiumy Maciej Zień Maciej, kier. muz. Wojciech Zieliński, teksty piosenek Jacek Cygan, choreografia Piotr Galiński, Jacek Mieczkowski, Teatr Komedia.

„Aktorki dobrze tańczą, gorzej niestety mówią” [Jacek Wakar, OZON nr 15, 13 kwietnia 2006].

 

4 kwietnia

JOHN GABRIEL BORKMAN Henrika Ibsena, tłum. Anna Marciniakówna, reż. Zbigniew Zapasiewicz, scenografia Paweł Dobrzycki, Teatr Powszechny, Mała Scena.

„Nie kwestionuję szlachetnych intencji Zapasiewicza. Pułapka tkwi jednak w tym, że Borkman to dramat absolutnie na serio. Aktorzy więc majestatycznie recytują swe kwestie. Wszystko jest w skali jeden do jednego. I kiedy na tym kończy się pomysł na teatr, absolutna powaga przeradza się w absolutną próżnię” [Jacek Wakar, „Życie Warszawy” nr 84, 8 kwietnia 2006].

„Kiedy na koniec bohater z jasnym czołem idzie na spotkanie śmierci, to jedyny wybór, jaki może uczynić człowiek, nazywający się za Odysem imieniem Nikt. Kto chce zobaczyć kawał psychologicznego teatru wysokiej próby, niech się wybierze na ten spektakl” [Tomasz Miłkowski, „Przegląd” nr 17-18, 7 maja 2006].

 

Opublikowany w 2006

Dodaj komentarz