II 2005

Luty 2005

 

26 lutego

MADAME DE SADE Yukio Mishimy, tłum. Stanisław Janicki, Yukio Kudo, reż. Barbara Sass, scen. Marcin Stajewski, kostiumy Irena Biegańska, muz. Michał Lorenc, światło Wiesław Zdort, Teatr Ateneum, Scena 61.

„Parada zawiedzionej dumy i urażonych kobiecych ambicji sześciu wzajemnie raniących się pań sprawia, że słynne perwersje markiza libertyna zaczną jawić się jako wręcz niewinne. Tekst stanowi znakomity materiał aktorski, z którego właściwy użytek zrobiła przede wszystkim Sylwia Zmitrowicz. Ładunek ekspresji, jaki towarzyszy jej wyznaniom, uwiarygodnił przedstawienie” [Janusz R. Kowalczyk, „Rzeczpospolita” nr 51,2 marca 2005].

Madame de Sade tylko z pozoru jest sztuką buduarową, rozgrywającą się wśród dam z towarzystwa o naturze jadowitych żmij. Każda z kobiet związanych z markizem, teściowa, żona, szwagierka-kochanka, metresa, niezdrowo podniecona dewotka i służąca, toczą walkę miedzy fascynacją i nienawiścią, między podziwem i pogardą, miłością i odrazą. To właśnie siła przewodu Mishimy, który w finezyjny i nawet nieco ryzykowny sposób ukazuje misterną konstrukcję „tylnych drzwi do nieba” – taką metaforą określa pisarz pomnik wolności, jaki wznosi swoim kontrowersyjnym życiem i dziełem de Sade. Mishima odsłania zarazem skrywane zakamarki kobiecej duszy, w której tli się zarzewie samozniszczenia i podążania ścieżką doświadczeń markiza. Te mroczne intencje tekstu nie w pełni jednak doszły do głosu w przedstawieniu Ateneum, zabrakło w nim bowiem markizy, która w wykonaniu Sylwi Zmitrowicz przypomniała raczej rozhisteryzowaną mniszkę niż skrycie zakochaną kobietę, rozdwojoną między oddaniem, miłością a udręką i odrzuceniem” [Tomasz Miłkowski, „Trybuna” nr 59, 11 marca 2005].

 

19 lutego

DYREKTORZY!!! Daniela Besse’a, tłum. Barbara Grzegorzewska, reż. Romuald Szejd, scenografia Marcin Stajewski, kostiumy Ewa Zaborowska, Scena Prezentacje.

„Teatr nie pozostawia nam żadnych złudzeń – w wielkim biznesie nie ma etyki, a do celu idzie się po trupach. Dosłownie” [Hanna Baltyn, „Foyer” nr 40, 1 kwietnia 2005].

 

18 lutego

147 DNI Roberta Bolesty, reż. Krzysztof Rekowski, występuje Janusz Łagodziński, Teatr Powszechny, Garaż.

„Utwór, mimo że za bohatera ma dyżurnego potwora prasy bulwarowej, mimo że sam bohater zastrzega się, że nie chciałby nikogo straszyć, pozostawia widzów w doskonałej obojętności. Jest to nawet swego rodzaju osiągnięcie: trudno pojąć, że spotkanie z tak odpychającym bohaterem jest takie nijakie” [Tomasz Miłkowski, „Trybuna” nr 59, 15 marca 2005].

„Reżyser Krzysztof Rekowski świetnie wydobył grę między fikcją a rzeczywistością, na której jest oparta sztuka. Z jednej strony jesteśmy przekonani, że to mistyfikacja, że człowiek, który siedzi przed nami i opowiada o swych zbrodniach, to aktor(łac. actor), osoba grająca jakąś rolę w teatrze lub fi.... Ale spektakl jest tak przekonująco zagrany, że dajemy się wciągnąć w patologiczny świat bohatera i zaczynamy patrzeć na rzeczywistość z jego chorej perspektywy” [Roman Pawłowski, „Gazeta Wyborcza” nr 43, 21 lutego 2005].

„Kłopot w tym, że jako materiał dramatyczny ma starczyć na całe 50 minut monologu, i nie starcza: mimo rzetelnych wysiłków aktorskich Janusza Łagodzińskiego ciepła gawęda z makabryczną treścią z chwili na chwilę robi się coraz bardziej jałowa, banalna i naiwna” [Jacek Sieradzki, „Przekrój” nr 14. 31 marca 2005].

 

PRZYJĘCIE Mike’A Leigh, tłum. Anna Wołek, Krystyna Podleski, reż. Krzysztof Zaleski, scenografia Beata Nyczaj, opr. Muz. Małgorzata Małaszko, producent Maria Pakulnis, mecenas: Edbud. premiera w Teatrze Nowym Praga w warszawskiej Fabryce Trzciny.

„Początkowo ta paplanina bawi, z czasem zaczyna nieco nużyć, by w końcu obudzić w widzu strach, że to niemal jego słowa, jego trywialne mrzonki, jego trawione przez codzienność życie. Chcąc osiągnąć u publiczności ten moment współodczuwania z groteskowymi postaciami z Przyjęcia trzeba niezwykle precyzyjnej reżyserii i aktorstwa. Krzysztof Zaleski zaryzykował i przedstawił akcję sztuki w czasie rzeczywistym. To znaczy, ze spektakl trwa tyle, ile przyjęcie w saloniku ryczącej pięćdziesiątki, Stelli” [Iza Natasza Czapska, „Życie Warszawy” nr 43, 21 lutego 2005].

 

„Krzysztof Zaleski z biegłością dyrygenta poprowadził ten kameralny koncert gry, będący jednocześnie pokazem naszych codziennych lęków, zaniechań, skarlałych marzeń i niechęci. Psychodrama na Pradze to ostrzeżenie przed bezrefleksyjnym poddawaniem się fali życia. Można dopłynąć tam, gdzie bohaterowie Przyjęcia, do końcowego przystanku z napisem „beznadzieja” [Tomasz Miłkowski, „Trybuna” nr 59, 11 marca 2005].

 

WIECZÓR WŁOSKI W BUFFO, scenariusz, reż. i choreografia(gr. choreia = taniec + grapho = piszę), sztuka tworzenia u... Janusz Józefowicz, kostiumy Agnieszka Komornicka, kier. muz. Janusz Stokłosa, Teatr Studio Buffo.

 

17 lutego

OBŁOM-OFF Michaiła Ugarowa, tłum. Andrzej Bubień, reż. Andrzej Domalik, scenografia Marcin Jarnuszkiewicz, muz. M. Bunio.S, Teatr Dramatyczny.

„Andrzej Domalik, reżyser filmowy, twórca teatralny wyspecjalizowany w literaturze rosyjskiej, stworzył tym razem przedstawienie, w którym nie ma związku skutku z przyczyną, a wiele rzeczy wydaje się dziełem przypadku. (…) Obłom-off Domalika to spektakl pełen zgrzytów. Także w warstwie muzycznej, miksującej klasykę z techno. Zaskakujący brak pomysłu na scenografię wykazał też Marcin Jarnuszkiewicz, który powtórzył widzianą z okien Dramatycznego ścianę Galerii Centrum. A dominującym odczuciem, które towarzyszyło mi podczas tej zbędnej opowieści o zbędnym człowieku, była nuda. Narastająca z minuty na minutę” [Jan Bończa-Szabłowski, „Rzeczpospolita” nr 43, 21 lutego 2005].

„W jego inscenizacji akcja(łac. actio = działanie) ciąg zdarzeń w utworze dramatyc... sztuki toczy się w nieokreślonym Wszystkolandzie, mimo z rosyjska brzmiących nazwisk i imion, miejscem wydarzeń może być dowolny kraj i dowolny czas. Takie zawieszenie w czasie (z lekkimi sygnałami, że to okres wstępującego kapitalizmu) częściowo tylko rekompensuje znajomość powieści Gonczarowa, której sztuka nie jest przecież adaptacją” [Tomasz Miłkowski, „Trybuna” nr 59, 11 marca 2005].

 

12 lutego

MAŁE ZBRODNIE MAŁŻEŃSKIE Erica-Emmanuela Schmitta, tłum. Barbara Grzegorzewska, reż. Marcin Sosnowski, scenografia Marek Chowaniec, kostiumy Irena Biegańska, Teatr Ateneum, Scena 61.

„Schmitt to autor chętnie (i zwykle z sukcesem) w Ateneum pokazywany, tym razem jednak nie wyszedł poza granice poprawności, bodaj sam dramat(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... nie stworzył aktorom okazji do zaprezentowania bardziej złożonych portretów psychologicznych” [Tomasz Miłkowski, „Trybuna” nr 81/82, 7-8 kwietnia 2005].

„Jest to lekka sztuka z elementami komedii, niepozbawiona wszakże refleksji, dobrze zagrana. Rzecz niesiląca się na tworzenie nowego języka teatralnego, niebuszująca na obrzeżach i dobrych, i złych obyczajów, niezawierająca obelg i wulgaryzmów, niestrasząca nas czarnym nihilizmem, to – można powiedzieć – typ przedstawienia już coraz rzadziej spotykanego na naszych scenach” [Temida Stankiewicz-Podhorecka, „Nasz Dziennik” nr 45, 23 lutego 2005].

 

4 lutego

STERFA ZERO, wg Miejsca miłosierdzia Neila LaBute’a, tłum. Janna Szczerkowska, reż. Magdalena Łazarkiewicz, scenografia Katarzyna Sobańska, muzyka Antoni Łazarkiewicz, Teatr Nowy Praga.

Strefa 0 w reżyserii Magdaleny Łazarkiewicz jest smętnym kleksem na barwnym afiszu propozycji Fabryki Trzciny, gdzie działa teatr. On jest młody, gnuśny umysłowo, wypalony wewnętrznie. Swoje życie uważa za porażkę, a chcąc je zmienić, postanawia wykorzystać zamach na WTC, by upozorować własną śmierć (…) W rozwlekle poprowadzonym spektaklu aktorom udaje się tylko raz czy dwa ożywić publiczność” [Iza Natasza Czapska, „Życie Warszawy” nr 30, 5-6 lutego 2005].

 

3 lutego

MORTAL KOMBAJN Pawła Sali, reż. Jerzy Lach, Studio Teatr Office Box, spektakle w Mazowieckim Centrum Kultury.

„Akcja rozgrywa się w Polsce, tej biednej, gdzie ludzie żyją w nędzy, bez pracy, bez nadziei na lepsze życie; skazani na zło” [„Temi” Nr 33, 17 sierpnia 2005].

 

Opublikowany w 2005

Dodaj komentarz