I 2005

Styczeń 2005

 

 

29 stycznia

NIENAWIDZĘ Marka Koterskiego, reż. i wykonanie Marcin Kwaśny, Scena LeMa.

„Kwaśny odkrył uniwersalizm dramaturgii Koterskiego. I nie chodzi o to, że deski wciąż opadają w kolejowych klozetach, choć trzeba przyznać, że dzięki osiągnięciom kapitalizmu zdarza się to coraz rzadziej, ani że naturalne zmęczenie materiału powoli usuwa z dróg rzężące produkty gierkowskiej motoryzacji. Chodzi o roszczeniową postawę wobec rzeczywistości, która powtarza się w każdym pokoleniu Polaków niezależnie od okoliczności historyczno-ekonomicznych. Kwaśny ją świetnie wydobywa, rozpinając swój monolog między utyskiwaniem na chamstwo, brud i nieporządek a histerycznymi tyradami przeciw rodakom. Buduje postać zakłamanego młodego inteligenta, który chciałby przewodzić społeczeństwu, ale nie umie pokierować nawet własnym życiem” [Roman Pawłowski, „Gazeta Wyborcza – Stołeczna” nr 31, 7 lutego 2005].

 

ON. DRUGI POWROT ODYSA, wg dramatów Antoniny Grzegorzewskiej On, Jerzego Grzegorzewskiego Drugi Powrót Odysa, Stanisława Wyspiańskiego Powrót Odysa, reż. i scenografia Jerzy Grzegorzewski, muz. Stanisław Radwan, kostiumy Barbara Hanicka, światło Mirosław Poznański, Teatr Narodowy.

 

„Najnowszy spektakl Jerzego Grzegorzewskiego budzi uczucie przygnębienia i zażenowania. Przygnębienia, bo jego tematem jest choroba alkoholowa artysty. A zażenowania, bo reżyser z powodu choroby nie jest w stanie reżyserować (…). Spektakl w Narodowym wyreżyserował przypadek. Składa się on z luźno powiązanych scen, z których jedne są skończone, inne nawet niedotknięte ręką reżysera. Pierwsza część istnieje dzięki szalonej determinacji Jerzego Radziwiłowicza, który na tekście Antoniny Grzegorzewskiej zbudował własny monodram o rozpadzie człowieka miażdżonego przez chorobę. Nie udając ani przez chwilę pijanego, przechodzi przez wszystkie fazy picia – od euforii, przez agresję, aż po głęboką depresję, z której nie mogą wyleczyć żadne kroplówki. To wielka rola, niestety, odosobniona.

Część druga oparta na Wyspiańskim jest żenującym zmaganiem się aktorów z nieobecnością reżysera, z niezrozumieniem zadań i sytuacji. Wykonawcy co prawda sprytnie udają, że chaos był zamierzony, raz po raz ktoś zadaje pytanie, czy rzeczywiście musimy to grać. W końcu dyrektor Jan Englert (grający też w przedstawieniu) usiłuje przejąć reżyserię i poprowadzić spektakl, chociaż sam przyznaje, że nie sposób być zarazem i aktorem, i reżyserem. W efekcie zamiast osobistego spojrzenia na sztukę Wyspiańskiego powstaje spektakl pod tytułem „Nie możemy zagrać Powrotu Odysa, ponieważ reżyser jest ciągle pijany”. Podobna kwestia pada nawet ze sceny” [Roman Pawłowski, „Gazeta Wyborcza” nr 25, 31 stycznia 2005].

„Kilka powalonych rzędów foteli teatralnych wygląda jak pobojowisko, przy pulpicie reżysera-dyrygenta kartki bez znaczenia, w głębi kontenery na odpadki, piec chlebowy, z lewej fortepian spreparowany, z prawej pojawi się karoseria spalonego samochodu, żagiel Odysa, cela, w której przebywa On, pielęgniarze. Błyski jęzorów ognia, odgłosy wystrzałów, Dantejskie piekło na ziemi, w duszy artysty, nękanego swoją słabością i tęsknotą.

Zadziwiające, piękne przedstawienie, zakotwiczone w tradycji polskiego teatru, w twórczości Grzegorzewskiego i zarazem boleśnie osobiste wyznanie. Trzeba mieć wielką odwagę, aby tak stanąć przed publicznością, zawierzając jej swoje najskrytsze obsesje i mroki, a jednocześnie nie pozwalając na posępną kontemplację zła – Grzegorzewski zawsze cenił sceniczny żart, chroniąc się przed nadmiarem wzruszeń w operetkowej błazenadzie. To pozwala na tym przedstawienia oddychać” [Tomasz Miłkowski, „Trybuna” nr 29, 4 lutego 2005].

„Po premierze Roman Pawłowski w „Gazecie Wyborczej” zamieścił diagnozę: Grzegorzewski nie powinien więcej reżyserować, bo choruje. Kategorycznie odrzucam tę podłość i radzę Państwu: poświęćcie spektaklowi z Narodowego półtorej godziny swego życia. Wielu odnajdzie w nim samych siebie” [Tomasz Mościcki, „Foyer” 2005 nr 3].

 

28 stycznia

GENERACJA – Krzysztof Bizio, Paweł Born, Anna Burzyńska, Anna Goluba, Cezary Harasimowicz, Jarosław Kamiński, Wojciech Kuczok, Tomasz Man, Patrycja Nowak, Maria Spiss , reż. Piotr Łazarkiewicz, scenografia Katarzyna Sobańska, muz. Antoni Łazarkiewicz, pomysł, układ tekstów Piotr Łazarkiewicz, światło Wojciech Todorow, spektakl dyplomowy studentów wydziału aktorskiego warszawskiej Akademii Teatralnej, Teatr Collegium Nobilium.

„Przedstawienie otwiera scenka Manifa autorstwa Cezarego Harasimowicza, nestora w tym gronie (rocznik 1955), który w dobrotliwym skeczu pokazuje dwie grupy młodzi, faszyzujących narodowców i komunizujących eurocentryków, obrzucających się inwektywami, przerzucających idiotycznymi hasłami, ponad którymi jednocząco i triumfująco zabrzmi na koniec melodyjka z dobranocki. Z wysokości swego doświadczenia, zdystansowany Harasimowicz poklepuje po ramieniu swoich młodszych kolegów, lekko napominając, aby nie przesadzali i kochali się grzecznie ku chwale. Taka diagnoza nie jest wiele warta, trąci schematem, a reżyserowi pewnie przydatna, aby wygłosić tezę, ze młodzi w gruncie rzeczy dobrzy są, tylko nieukształtowani. Pachnie to raczej tandetną pedagogiką. Potem jest nieco lepiej, choć nierówno: sporo wielosłowia, wiele też niesprawności aktorskiej – widać to na przykład w realizacji bardzo wymagającego tekstu Kuczoka (Widmokrąg), który w lepszym wykonaniu mógłby wybrzmieć mocniej, brak było młodym aktorom wyrazistości, siły ekspresji, odrobiny widmowości” [Tomasz Miłkowski, „Trybuna” nr 29, 4 lutego 2005].

„Pomysł jest świetny. Studenci IV roku Akademii Teatralnej robią spektakl dyplomowy na podstawie tekstów niewiele starszych od siebie kolegów, z którymi stanowić będą o poziomie i charakterze polskiego teatru. Tytuł przedstawienia Generacja sugeruje, że to projekt, który jest wyrazem stanu ducha, problemów i przemyśleń pokolenia – w tym przypadku ludzi z rocznika 82. Generacja to spektakl, który mógłby stać się kultowy jak niegdyś Złe zachowanie Andrzeja Strzeleckiego, przygotowane w 1984 roku ze studentami szkoły teatralnej. Pod warunkiem, że młodzi widzowie zobaczyliby w nim siebie” [Iza Natasza Czapska, „Życie Warszawy”, 29 stycznia 2005].

 

20 stycznia

ZŁOTA KACZKA Piotra Rubika, reż., choreografia(gr. choreia = taniec + grapho = piszę), sztuka tworzenia u... Jan Szurmiej (i inscenizacja), scenariusz Andrzej Ozga, Marek Bartkowicz (libr.,tekst pios.), scenografia K. Baumiller, A. Baumiller, J. Rosa J., muz. Piotr Rubik, kier. muz. Artur Zieliński, Teatr Rampa.

„Reżyserowi (a zarazem inscenizatorowi i choreografowiautor układu tanecznego w spektaklu baletowym albo w innego...) Janowi Szurmiejowi udało się ożywić znaną legendę. Pozostając w baśniowych dekoracjach (w dużej części wykreowanych – i animowanych – za pomocą komputera) stworzył dynamiczną opowieść, na którą z powodzeniem można zabrać nie tylko dzieciaki, ale i dorosłych przyjaciół odwiedzających Warszawę” [JGZ [Jolanta Gajda-Zadworna], „Życie Warszawy” nr 28, 3 lutego 2005].

 

14 stycznia

MAKBET Williama Shakespeare’a, tłum. Stanisław Barańczak, reż. Piotr Kruszczyński, scenografia Mirek Kaczmarek, muz. Paweł Dampc, Teatr Polski.

„To, co u Szekspira było uniwersalnym, wciąż aktualnym pytaniem o kondycję człowieka, który legalną drogą nie potrafi sprostać wyzwaniom chwili – więc z inspiracji kobiety toruje sobie drogę na tron morderstwami – w inscenizacji Kruszczyńskiego staje się jedynie igraszką form, przy dość istotnym zbanalizowaniu treści” [Janusz R. Kowalczyk, „Rzeczpospolita” nr 13, 17 stycznia 2005].

„Niektóre chwyty powodują niezamierzone efekty komiczne, jak w scenie z żołnierzami, którzy przez walkie-talkie nadają do siebie kwestie szekspirowskich wiedźm w rodzaju: kocur szary, kocur szary, over, śliski płaz, jak mnie słyszysz? To, co jest w tragedii Szekspira najważniejsze, czyli pytanie o siłę, która pcha Makbeta i żonę do zbrodni, w spektaklu nie istnieje. Nie ma metafizyki, bo wiedźmy reżyser zastąpił dwoma miłymi chłopcami, którzy grają w karty. Nie ma przemocy, bo ofiary z uśmiechem same wchodzą do grobu, czyli teatralnej zapadni. Walki o władzę też nie ma, bo została sprowadzona do rywalizacji o stanowisko wójta. Makbet mieszka bowiem na wsi – kiedy Duncan zjeżdża do niego w gości, słychać krowie ryki i kwakanie kaczek, a Lady Makbet zajęta jest podlewaniem ogródka” [Roman Pawłowski, „Gazeta Wyborcza” nr 13, 17 stycznia 2005].

„Żona Makbeta wyleguje się na stole, potem podlewa konewką grządki, a sam Makbet to pożałowania godny niemota, który najchętniej spędza czas pod prysznicem, bohaterów nic ze sobą nie łączy, brak tu nawet zalążka psychologii, co chwila spektakl się zacina, ktoś się miota po schodach, ktoś rozstawia walizki, Stara rozdaje kapcie, potem je zbiera – reżyser trwoni mnóstwo czasu na puste przebiegi, ale szkoda mu czasu na Szekspira. Nad spektaklem unosi się nie tyle widmo Banka, ile widmo bezmiaru bezsensu i paraliżującej bezradności. Jednym słowem katastrofa” [Tomasz Miłkowski, Trybuna” nr 29, 4 lutego 2005].

 

11 stycznia

RODZINA DREPTAKÓW Andrzeja Waligórskiego, scenariusz i reż. Jerzy Satanowski, scenografia Irena Biegańska, muz. Włodzimierz Plaskota, Włodzimierz Korcz, Ryszard Rynkowski, Wojciech Borkowski, Tadeusz Chyła, Aleksander Grotowski Edward Pałłasz, Jerzy Satanowski, Mieczysław Jurecki, Teatr na Woli, Scena Muzyczna Biała Lokomotywa.

„Wielkie brawa dla Jerzego Satanowskiego: za przypomnienie, że kabaret potrafi być inteligentny; za odkrycie nowej twarzy Wojciecha Wysockiego – Dreptaka powszechnego w powyciąganym sweterku; także za komiczno-wokalne popisy Mariusza Kiljana, Marcina Przybylskiego oraz pań” [Jacek Sieradzki, „Przekrój” nr 13, 23 marca 2005].

„Bohaterowie spektaklu warszawskiego Teatru na Woli przeszarżowali. Trochę za dużo było w Rodzinie Dreptaków grubego, koszarowego humoru, za mało liryki” [Leszek Pułka, „Gazeta Wyborcza – Wrocław”, 16 marca 2005].

 

8 stycznia

DOKTOR HAUST Wojciecha Kuczoka, reż. Magdalena Piekorz, scenografia Justyna Smolec, muz. Adrian Konarski, reż. świateł Marcin Koszałka, monodram Michała Żebrowskiego, Teatr Studio.

„Spektakl nie jest zły. Magdalena Piekorz odnalazła się w teatrze. Tekst Wojciecha Kuczoka, monolog upadłego z braku miłości psychoanalityka, Doktora Hausta, który „przechlał duszę”, jest dowcipny, potoczysty, miejscami poruszający. Michał Żebrowski jednak nie jest w stanie porzucić za kulisami kostiumu i pięknie wyuczonej przez lata deklamacji, która staje się niepokojącą u tego utalentowanego aktora manierą” [INC (Iza Natasza Czapska), „Życie Warszawy” nr 15, 19 stycznia 2005].

„Jaki mógłby to być spektakl, gdyby było w nim mniej udawania, a więcej emocji i – paradoksalnie – wyciszenia, pokazuje końcowa partia monodramu, w której aktor(łac. actor), osoba grająca jakąś rolę w teatrze lub fi... ujawnia swoje ogromne możliwości. Monolog o spotkaniu z chłopcem, którego traktuje jak utraconego syna, jest doprawdy wstrząsający” [Tomasz Miłkowski, „Trybuna”, nr 29, 4 lutego 2005].

 

7 stycznia

SZKLANA KOLEKCJA Tennessee Williamsa, Kazimierz Piotrowski, reż. Magdalena Łazarkiewicz, scenografia Katarzyna Sobańska, muzyka Antoni Łazarkiewicz, światło Wojciech Todorow, przedstawienie przygotowane we współpracy z Teatrem im. Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim, Teatr Nowy Praga.

„Po obejrzeniu inaugurującej praską scenę premiery Szklanej kolekcji według Tennessee Williamsa można odnieść wrażenie, że twórcy z Fabryki Trzciny chcą uprawiać tradycyjny teatr polegający na eleganckich inscenizacjach zachodniej dramaturgii, z umownymi dekoracjami i psychologicznym aktorstwem” [Roman Pawłowski, „Gazeta Wyborcza – Stołeczna” nr 7, 10 stycznia 2005].

„Magdalena Łazarkiewicz rzecz starannie wyreżyserowała, jakkolwiek w nieco staromodnym stylu, z tzw. łezką. Gadżetem nowoczesności są tu kamery. Zainstalowane w pomieszczeniach, do których widz tradycyjnie pojętego teatru nie miałby normalnie wglądu. Śledzenie na monitorach zachowań bohaterów nieudzielających się na scenie, niczym jednak nie wzbogaca przebiegu akcji, więc zabieg chybia celu. Podobnie zmiana tytułu, którego nie usprawiedliwia krótkie pobrzękiwanie szklanych wisiorków podczas sam na sam Laury i Jima” [Janusz R. Kowalczyk, „Rzeczpospolita” nr 9, 12 stycznia 2005].

 

Opublikowany w 2005

Dodaj komentarz