II 2001

Luty 2001

 

24 lutego

HAMLET Williama Shakespeare’a, tłum. Józef Paszkowski, reż. i scenografia Tomasz Mędrzak, muz. Robert Gawliński, w roli tytułowej Wojciech Solarz, Teatr Ochoty [24 x, 1964].

 

„Tomasz Mędrzak skomponował scenariusz w taki sposób, aby opowiedzieć historię przegranego chłopaka w przegranej rodzinie. Oczywiście, szkoda pewnych partii tekstu, np. rad Poloniusza udzielanych Laertesowi przed wyjazdem do Paryża, spotkania Hamleta z aktorami (z którego na scenie zostało kilkadziesiąt sekund), a wcześniej z duchem ojca, czy też wielce dyskusyjnie przykrojonych monologów. Nadto konstrukcja scenariusza sprawiła, że zobaczyliśmy dwie tragedie: w pierwszej części Hamleta, w drugiej zaś Klaudiusza” [Tomasz Miłkowski, „Trybuna”].

 

23 lutego

JESTEŚMY NA WCZASACH, wieczór autorski Wojciecha Młynarskiego i Janusza Senta, Teatr Rampa, Scena Kameralna [3 x, 413].

 

19 lutego

FIRCYK W ZALOTACH Franciszka Zabłockiego, adapt. Adam Grąziewicz, reż. Joanna Cichoń, kostiumy i scenografia Tomasz Wójcik, muz. Mikołaj Hertel, ruch scen. Ewa Szawłowska, Teatr Adekwatny, premiera na Scenie Kameralnej Teatru Polskiego.

 

18 lutego

W OBRONIE JASKINIOWCA wg Boba Beckera i Johna Graya, monodram Emiliana Kamińskiego, Teatr Studio Buffo [21 x].

 

17 lutego

SANATORIUM POD KLEPSYDRĄ Brunona Schulza, reż. i scenografia Oskaras Koršunovas, scenariusz Rolandas Rastauksas, muz. Šar?nas Nakas, kostiumy Aleksandra Jacavskyte, Teatr Studio [19 x, 2770].

 

„Mroczne przestrzenie psychiki, niezdolność nawiązania więzi z drugim człowiekiem, wyobraźnia zaludniona marami, wspomnieniami z lat dziecięcych, opowieściami wysnutymi z Ksiąg, rzeczywistość urojona, w szczelinie czasu między przyszłością a przeszłością, a nie będąca także czasem teraźniejszym – oto klimat tego spektaklu. Postacie niczym ożywione manekiny, skazane za swoje zastygłe gesty, na powtarzanie rytualnych zachowań, uczestniczą w balecie wyobraźni, pełnym grozy a zarazem uwodzicielskiej, plastycznej urody” [Tomasz Miłkowski, „Trybuna”, 24-25 lutego 2001].

 

„Nawet wnikliwy czytelnik Schulza, który nie poczuje się w pełni usatysfakcjonowany widowiskiem, z przyjemnością, jak mniemam, obejrzy Jana Peszka w roli Ojca – Jakuba. Grał ją Peszek już wcześniej – w wersji, którą stworzył wraz z dziećmi Marią i Błażejem oraz w realizacji telewizyjnej Rudolfa Zioły – ale niewątpliwie najciekawiej wypadł w najnowszej, w Teatrze Studio” [Janusz R. Kowalczyk, „Rzeczpospolita” nr 42, 19 lutego 2001].

 

„Największym sukcesem Koršunovasa jest odkrycie w aktorach Studia możliwości, których sami chyba nie przeczuwali. Metamorfozy bohaterów w ich wykonaniu są tak wiarygodne, że ze sceny znikają aktorzy, pojawiają się dziwne istoty – ani zwierzęta, ani ludzie. Jakub Jana Peszka przypomina wielkiego ptaka, który zamiast skrzydeł ma liczydła. Maria Peszek (Bianka) potrafi zmienić słowa w gruchanie gołębia. Wspaniały jest Piotr Bajor jako doktor Gotard: aby pokazać, że czas w sanatorium płynie inaczej, niektóre kwestie powtarza od tyłu, dając idealne złudzenie cofania taśmy filmowej. Andrzej Mastalerz rolę Dodo potrafi zbudować jednym długim krzykiem, w którym zamknięty jest los chorego na autyzm człowieka” [Roman Pawłowski, Gazeta Wyborcza”, 17 lutego 2001].

 

Nie wszystkim to przypadło do gustu. „Najgorzej na tej operacji wychodzą aktorzy, którym reżyser wymyślił partytury gestów i działań, ale nie pomógł stworzyć postaci. Owszem, Jan Peszek w roli Jakuba stoi nawet przez czas jakiś na głowie i w tej pozycji wypowiada fragmenty „Traktatu o manekinach”, Piotr Bajor jako doktor z sanatorium tłumaczący machinacje z cofaniem czasem, robi coś takiego, że niektóre słowa czy całe zdanie wypowiada od końca – to drobne przykłady, ale dla metody Koršunovasa bodaj charakterystyczne: namnożyć sztuczek i numerów, zaczarować proteuszową zmiennością sceny, światłem, rytmem – krótko mówiąc, teatr jak się patrzy” [Janusz Majcherek, „Teatr” nr 4, 1 kwietnia 2001].

 

Jednak to właśnie Peszek „błyskawicznie przeobraża się z patriarchy kupieckiego rodu w ptaka machającego skrzydłami wielkich liczydeł, nie przestając jednocześnie reagować na uwodzicielskie podniety kierowane doń przez niewieście plemię. To, co w opowiadaniach odnajdujemy na kilkudziesięciu stronach druku, aktor po mistrzowsku ukazał w niespełna minutowym skrócie. ” [Janusz R. Kowalczyk, op. Cit].

 

„Peszek bowiem – kontrowersje rozstrzyga Krzysztof Miklaszewski – to prawdziwy Jakub ze Sklepów cynamonowych i Sanatorium Pod Klepsydrą. Nikt inny – tylko Jakub. Albo odwrotnie” [Krzysztof Miklaszewski, Zatracenie się w Schulzu, Warszawa 2009].

 

11 lutego

KOPCIUSZEK Ireny Prusickiej, reż. Karol Stępkowski, scenografia Jerzy Gorazdowski, choreografia Dorota Furman, muz. Aleksander Rostan, oprac. muz. Czesław Majewski, oprac. wokalne Romana Krebsówna, konsult. iluzjonist. Maciej Pol, dyrygent Maciej Czubaty, Teatr Komedia – Północne Centrum Sztuki [30 x, 12560].

 

9 lutego

BACHANTKI Eurypidesa, tłum. Stanisław Hebanowski, reż. Krzysztof Warlikowski, scenografia Małgorzata Szczęśniak, muz. Paweł Mykietyn, Teatr Rozmaitości [19 x, 2777].

 

„Pod koniec tragedii na stole ofiarnym (przypominającym stół z kostnicy) lądują dwa kubły zaszlachtowanego Penteusza. Obraz niemal wyjęty z horroru lub współczesnego thrillera. „Bachantki” okazują się scenariuszem niepokojąco współczesnym, a Warlikowski po raz kolejny swoją adaptacją klasyki dowodzi, że człowiek nie ulega przez wieki zmianom, nieustannie targany tymi samymi namiętnościami, lękami i pragnieniami” [Tomasz Miłkowski, „Trybuna”, 17-18 lutego 2001].

 

Nie dla wszystkich. „Już pierwsza scena pokazuje, że Warlikowski za nic ma grecką tragedię, Eurypidesa, tradycję antyku. Drwi także z widzów, bo to, co pokazuje, właściwie nie jest teatrem. Z prologu wprowadzającego w akcję utworu nie można zrozumieć nawet słowa, więc co my tu jeszcze robimy?” [Jacek Wakar, „Życie” nr 37, 13 lutego 2001].

 

A jednak to „bardzo mądre przedstawienie. Myślę, że aby w pełni ogarnąć wizję Eurypidesowej tragedii, którą odczytuje Warlikowski, należy ją zobaczyć co najmniej dwa razy. Nie każdy twórca ma odwagę zagłębić się w swoich teatralnych wędrówkach w sferę tak intymną jak sacrum, religia, wiara. A jeśli nawet, rzadko zdarza się wyjść z takiej próby zwycięsko. Warlikowski nie ucieka przed tematami trudnymi. Jest odważny w swoich poszukiwaniach, a będące efektem takich poszukiwań przedstawienia, to nie pozbawione treści zlepki scenicznego bełkotu, one zapraszają widza do myślenia, one widza nie pozostawiają drewnianym i obojętnym” [Dorota Mieszek, www.koneser.pl].

 

NAGRODY:

Feliks warszawski za rolę Agawe dla Joanny Hajewskiej-Krzysztofik.

 

2 lutego

SZMOTNIK Roberta Andersona, tłum. Anna Przedpełska-Trzeciakowska, reż. I oprac. muz. Norbert Rakowski, Teatr Współczesnym Scena w Baraku [18 x, 1202].

 

Debiut reżyserski Rakowskiego. „Przedstawienie czysto zagrane, z rewelacyjnym Bronisławem Pawlikiem w wymownym, acz niemym epizodzie. I przejmujące. Odczytuje się je bynajmniej nie jak utwór science fiction, lecz jako całkiem realne ostrzeżenie przed atrofią uczuć. Przed fetyszem cywilizacji, w jej triumfującym, odhumanizowanym wydaniu; cywilizacji rządzącej się wyłącznie prawidłami gospodarki rynkowej. Gdzie wolność jednostki sprowadza się do decyzji sięgnięcia po ostatnią pigułkę” [Janusz R. Kowalczyk, Rzeczpospolita” nr 30, 5 lutego2001].

 

IMIĘ Iona Fosse’a, tłum. Elżbieta Frątczak Nowotny, reż. Agnieszka Glińska, scenografia Magdalena Maciejewska, muz. Olena Leonenko, Teatr Współczesny, Scena w Baraku [15 x, 933].

 

„Spektakl Glińskiej grany jest na małej scenie Współczesnego, zwanej Barakiem. Tak samo nazywała się scena w Deutsches Theater w Berlinie, z której pod koniec lat 90. wyszło całe pokolenie niemieckich reżyserów, aktorów i dramaturgów na czele z Thomasem Ostermaierem. Za swój cel przyjęli oni pokazanie współczesnej rzeczywistości i dzisiaj tworzą nowe oblicze niemieckiego teatru. Czy warszawski Barak okaże się równie szczęśliwym miejscem?” [Roman Pawłowski, Gazeta Wyborcza” 19 kwietnia 2001].

 

 

Opublikowany w 2001

Dodaj komentarz