X 1995

Październik 1995

 

 

28 października

KOGO KOCHAM Christophera Hamptona, tłum. Małgorzata Semil, reż. Romuald Szejd, scenografia Marcin Stajewski, kostiumy Ewa Zaborowska, Scena Prezentacje.

 

26 października

LATO MUMINKÓW Tove Jansson, tłum, Iren Szuch-Wyszomirska, reż. Andrzej Maria Marczewski, scenariusz Bogdan Chorążuk, scenografia Edward Lutczyn, muz. Tadeusz Woźniak, Teatr Komedia.

 

13 października

MIZANTROP Moliera, tłum Jan Kott, reż. Ewa Bułhak, scenografia Krystyna Kamler, muz. Stanisław Radwan, współpr. reż. Jerzy Grzegorzewski, światło Mirosław Poznański, Teatr Studio.

 

Gorzki Mizantrop z dojrzałą, głęboką rolą tytułową Wojciecha Malajkata.

 

„W przedstawieniu Ewy Bułhak Alcest, którego gra Wojciech Malajkat, odrzuca świat dorobkiewiczów i nowobogackich. Sam ubrany w szarą marynarkę nie chce schlebiać towarzystwu w strojach z żurnala mód, które licytuje się pustymi komplementami. Grafoman Oront (Włodzimierz Press), Akast (Waldemar Kownacki) i Klitander (Tomasz Taraszkiewicz) powiązani ze sobą interesami, stanowiskami i pieniędzmi zresztą nie wpuściliby go między siebie. Zanim Alcest odejdzie, już jest odrzucony” [Roman Pawłowski, „Gazeta Wyborcza” nr 249, 25 października 1995].

 

„Świat na scenie to świat dzisiejszej Polski, świat oparty na układach, forsie i dupie – tak w znaczeniu przenośnym, jak i dosłownym. Świat bez niedomówień fałszywy i zły, i w dodatku w złym, całkiem pomylonym, guście” [Anna Schiller, „Życie Warszawy” nr 312, 16 listopada 1995].

 

„(…) w Teatrze Studio, Ewa Bułhak przypomniała tekst Kotta, dając zresztą najlepsza, jak dotychczas, przedstawienie warszawskiego sezonu. Do współczesnego przekładu dodała współczesną scenografię i współczesne kostiumy: znaleźliśmy się w salonach nowobogackiej, snobistycznej warszawki, w której Alcest – tym razem stojący poza wszelkimi układami i koteriami – naraża się wszystkim odrębnością sądów i niechęcią do tego pustego, bezmyślnego światka” [Lucjan Kydryński, „Przekrój” nr 2, 14 stycznia 1996].

 

„Cały światek molierowskich intryg (towarzyskich, miłostkowych, przegrany proces) w przedstawieniu Ewy Bułhak schodzi na drugi plan. Owszem, oglądamy galeryjkę świetnie szkicowanych postaci (Arsena Anny Chodakowskiej – bodaj pierwsza komediowa, znakomita rola aktorki!). Na pierwszym planie jednak, niejako utrudniając krzątaninę wszystkim, jak głaz w środku strumyka tkwi Alcest – niedźwiedzio niezręczny, plączący się, obijający o bliźnich, dla których jest tylko dziwowiskiem. Śmieszny, rozbrajający w dziecinnym naburmuszeniu. Przygarbiony smutkiem. Malajkatowy mizantrop ma już w spojrzeniu nieuchronną klęskę człowieka organicznie niezdolnego do oportunizmu, kłamstewek, podłostek – więc i bezradnego, gdy cały ten oręż obróci się przeciw niemu. Te przygaszone oczy, z góry przegrane, cokolwiek by ich właściciel przedsiębrał, mocniej niż reżyserskie zabiegi przesądzają o emocjonalnej sile spektaklu w Studio; tekst w prozatorskim przekładzie Jana Kotta brzmi, jakby gdzieś zgubił swoje trzysta trzydzieści lat” [Jacek Sieradzki, „Polityka” nr 50, 16 grudnia 1995].

 

11 października

PEEPSHOW Georga Taboriego, tłum. Jacek St. Buras, reż. i scenografia Henryk Baranowski, współpr. scen. Joanna Braun, muz. Marcin Krzyżanowski, Teatr Rozmaitości.

 

Peepshow, który mógłby być rewią różnorodnych obrazów scenicznych, parodią stylów i konwencji teatralnych, doskonałą zabawą z kiczem, ciągnie się w rytm smętnej melodii wygrywanej przez muzyków. Ponieważ strukturę Peepshow budują portrety kobiece, malowane przez reżysera z dużą starannością, błędem nie do wybaczenia jest słaba obsada tych ról. Z wyjątkiem Moniki Niemczyk w roli Matki, Marii Maj w roli Pani Puha, która doskonale parodiuje prostytucję i dulszczyznę w jednej osobie oraz Doroty Pomykały jako Damy II, szalonej kobiety z czarnym pistoletem w ręku, pozostałe kreacje są po prostu nie do przyjęcia” [Bożena Gierat-Bieroń, „Czas Krakowski” nr 233, 7 października 1995].

 

„Bohater Peepshow, Willie nie stoi przed dylematem „być, albo nie być”, ma żal do świata, że sprawa jego istnienia została przesądzona bez jego udziału. W spektaklu Baranowskiego pozostaje wciąż dzieckiem szukającym dróg powrotu do łona matki. Towarzyszymy mu od momentu narodzin, aż po ostatnie chwile” [Jan Bończa-Szabłowski, „Rzeczpospolita” nr 242, 18 października 1995].

 

Peepshow Taboriego epatuje językowymi wulgaryzmami, niekiedy nawet wzbudzającymi śmiech mieszczańskich (bo któż inny chodzi do teatru?) widzów, chętnie „kupujących” wszelkie obscena i przejawy knajactwa w sztuce” [Janusz R. Kowalczyk, „Rzeczpospolita” nr 242, 18 października 1995].

 

7 października

ZWODNICA Thomasa Middletona i Williama Rowleya, tłum. Krystyna Berwińska, reż. Wojciech Adamczyk, scenografia Grzegorz Małecki, oprac. muz. Małgorzata Przedpełska-Bieniek, ruch sceniczny Małgorzata Jóźwik, Teatr Polski, Scena Kameralna.

 

Premiera uznana za kapę tak dalece, że „epika techniczna Teatru Polskiego zaprezentowała się lepiej niż artystyczna” [Janusz R. Kowalczyk, „Rzeczpospolita” nr 239, 14-15 października 1995].

 

5 października

WYPRAWY KRZYŻOWE wg Mirona Białoszewskiego(1922-83), polski poeta, prozaik, a także tłumacz i autor ..., reż. Piotr Cieplak, scenografia Ewa Beata Wodecka, muz. Paweł Czepułkowski, Teatr Dramatyczny, Sala im. Haliny Mikołajskiej.

 

Właściciel praw po zmarłym pocie, Leszek Soliński spowodował zdjęcie spektaklu z afisza, ponieważ – w jego opinii – nie było wierne autorowi.

 

1 października

WESELE Stanisława Wyspiańskiego, reż. Krzysztof Nazar, dekoracje Krzysztof Tyszkiewicz, kostiumy Magdalena Tesławska, muz. Joanna Wnuk-Nazarowa, ruch sceniczny Zofia Rudnicka, Teatr Powszechny.

 

„Kolorystyczna tonacja dekoracji i kostiumów nie pozostawia żadnych złudzeń. Dominuje tu spopielała, zimna szarość – ponura i martwa. Bronowicka chata nie jawi się ani rozświetlona, ani rozśpiewana, zaś muzyki, takiej, jakiej mielibyśmy prawo oczekiwać, nie ma w tym spektaklu prawie wcale. Przyznam, że największe bodaj wrażenie wywarła na mnie dźwięcząca wprost cisza I aktu, mącona jedynie odgłosem przesuwanych drzwi” [Anna Jęsiak, „Dziennik Bałtycki” nr 50, 28 lutego 1996].

 

 

Opublikowany w 1995

Dodaj komentarz