Ślad czystego piękna

Jeżeli faktycznie – tak, jak określał to Lutosławski – muzyka jest formą milczenia, to tym bardziej trzeba nam w tym świecie zgiełku, hałasu nauczyć się nie tracić najważniejszego – a więc wciąż poszukiwać sensu, czyli nieustannie i aktywnie wsłuchiwać się, wgłębiać w ciszę, wciąż na nowo odnajdując nowe poruszenia, motywy i wartości, którymi pulsuje głębia milczenia.”

o. Bernard Sawicki

Jury tegorocznego Konkursu Chopinowskiego postanowiło przyznać pierwsze miejsce Rosjance Yuliannie Avdeevej. Niektórzy znawcy Chopina nie kryli oburzenia i zdegustowania. Internauci podsumowali wynik stwierdzeniem, że po raz kolejny wygrała polityka, nie artyzm i głębia muzyki Chopina. Ale czy naprawdę chodzi o to, żeby Rok Chopinowski zapamiętać przez pryzmat kontrowersji, podziałów, kłótni?

Każdy bardzo intuicyjnie odbiera muzykę Chopina. Dla niektórych jest ona nierozerwalnie związana z widokiem mazowieckich pól, łąk, wierzb. Dla innych – niezgłębiona w ilości przekazów, barw, uczuć i emocji. Są też tacy, którzy omijają ją z daleka, bo jest niezrozumiała, zbyt trudna, niemodna lub przestarzała. Nie ma Polaka, który nie słyszałby o Chopinie, ale dla większości „wielkim kompozytorem był” i….No właśnie, tu kończy się nasza wiedza. Profesjonalne opracowania są zazwyczaj bardzo trudne, napisane językiem nieprzystępnym dla zwykłego śmiertelnika. Te mniej profesjonalne bardzo często kończą się na porównaniu muzyki Chopina do krajobrazu Mazowsza.

Bardzo niedawno wpadła mi w ręce dość nietypowa książka. Jej autorem jest o. Bernard Sawicki, mnich, a jednocześnie muzyk z wykształcenia, opat Klasztoru Benedyktynów w Tyńcu. To książka obok której nie sposób przejść obojętnie. Sam tytuł, „Muzyka Chopina a Reguła św. Benedykta”, jest dość zagadkowy i kontrowersyjny, dla części odbiorców może odstraszający. Można pomyśleć, że to kolejny fanatyk, który chce skraść laickiemu społeczeństwu Chopina i przypisać go do „zdobyczy Kościoła”. Nic z tych rzeczy. Nie ma tu nic z fanatyzmu, w żadnym znaczeniu tego słowa. Jest natomiast ujmujące i wzruszające ukazanie podobieństw i bliskości tych dwóch, tak odmiennych – i tak wybtnych zarazem – tworów ludzkiego ducha1. Można tu znaleźć głębię muzyki, ale i najczystszej, niczym nie skażonej, wiary. Autor wprowadza nas w świat muzyki Chopina z niezwkłą delikatnością, by już po chwili niejako malować przed naszymi oczami obrazy, które mogą pomóc w zrozumieniu wybitnych utworów, ale również analogii do Reguły według której żyje autor. Czytając książkę da się odczuć, że te poetyckie obrazy malowane jakby sercem pełne są wrażliwości, delikatności, miłości, ale też goryczy własnych doświadczeń, tęsknot, smutku. Ta prawdziwość sprawia, że docierają do głębi duszy czytelnika i zostawiają w niej ślad, jakby tchnienie melodii.

Książka podzielona jest na kilka części. Autor prowadzi nas, w bardzo uporządkowany sposób, od Początku i Zaufania, aż do Końca – spotkania po Drugiej Stronie. Dogłębnie analizuje najważniejsze obszary życia: autorytet, słabości, nasze relacje z innymi, cierpliwość, tęsknotę, emocje oraz ból i strach. A wszystkiemu towarzyszy kilkadziesiąt utworów Chopina oraz Reguła św. Benedykta.

Zawsze najtrudniej jest zacząć. Autor wskazuje że każdy początek wymaga wielkiej odwagi, ale też zaufania. Jest to niezbędne, by dać się ponieść i prowadzić. Św. Benedykt rozpoczyna swoje dzieło słowami:

„Słuchaj, synu, nauk Mistrza i nakłoń [ku nim] ucho swego serca2”(Prolog).

Aby słuchać, czy to muzyki, czy nauk Mistrza, potrzeba pewnej elastyczności, wrażliwości, skupienia. Jak wskazuje autor: Trzeba pozwolić by to, czego słuchamy, nas przeniknęło, przemieniło, porwało. Trzeba przyjąć postawę ucznia, otworzyć się na przekazywane treści, a wówczas można rozpocząć wędrówkę, której przewodnikami są Fryderyk Chopin i św. Benedykt.

Szlak prowadzi przez I Balladę g-moll op.23, która pełna jest średniowiecznych ideałów, rycerzy, królów, księżniczek. To marzenia i sny naszego dzieciństwa, które tak naprawdę gdzieś w głębi serca zostają w nas na zawsze. Dalej wiedzie przez Fantazję f-moll op. 49 do wyłaniającego się z mgły starego tynieckiego opactwa, z całą aurą tajemniczości. Tutaj można odnaleźć przeszłość, w niezmiennym trybie życia, zwyczajach, wiernym przestrzeganiu zasad. Tutaj dzień zaczyna się Jutrznią o 6 rano, a kończy Kompletą o 20:15. I tak niezmiennie, od wielu lat. Jest to świat przesycony refleksją. Jakikolwiek rozwój, przyspieszenie natychmiast tonowane i weryfikowane są momentami zadumy. I w tym opactwie zatrzymujemy się na dłużej. Obserwujemy zwyczaje mnichów. Słuchając Barkaroli Fis-dur op. 60 widzimy jak wzajemnie troszczą się o siebie i innych, zachęcają, napominają, pomagają, a wszystko to tak naturalne, bez przymusu. Prawdziwe, bez cienia fałszu, zgodnie z zaleceniem św. Benedykta:

„Nie chcemy przez to powiedzieć, że należy mieć wzgląd na osoby, co nie daj Boże!, lecz że trzeba brać pod uwagę słabości ludzi”(RegBen 34,2).

Dalej wędrówka prowadzi na sam szczyt. Poznajemy opata, którego Chopin przedstawia nam w Mazurku cis-moll op. 63 nr 3, a św. Benedykt uzupełnia o komentarz:

„Opat powinien zawsze pamiętać, kim jest, jak go nazywają i wiedzieć że komu dają więcej, od tego więcej będą wymagać. Niech wie jak trudnego i ciężkiego zadania się podjął: rządzić duszami i służyć wielu w dążeniu do naprawy obyczajów. Jednego musi łagodnie zachęcać, drugiego ganić, innego jeszcze przekonywać. Niechaj do wszystkich tak dopasuje się i przystosuje, zależnie od charakteru i inteligencji każdego, aby powierzona mu trzoda nie tylko nie doznała uszczerbku, lecz jeszcze cieszyła go swoim postępem w dobrem”(RegBen 2,30-33).

Taka właśnie jest melodia przedstawiająca nam opata. Łagodna, ale stanowcza, ukazująca autorytet i godność. Jest w niej jakaś elastyczność i wrażliwość, wdzięk i konsekwencja, cierpliwość z pewną dozą rezygnacji – a nawet nostalgii, smutku z powodu bezradności i nieskuteczności, pokory i dyskrecji.

Przewodnicy wiodą nas przez Mazurek f-moll op. 68 nr 4, pokazując, że uzupełnieniem autorytetu wcale nie jest siła, ale słabość. Jest konieczna, aby powstało miłosierdzie i litość. Zawsze obecna, ważna jest dla zrównoważenia mocy związanej z autortetem. Jest nieustanną próbą i weryfikacją autorytetu. Również św. Benedykt uczula na dostrzeganie ludzkich słabości:

„[Opat] W swych zarządzeniach przezorny i rozważny [bez względu na to] czy sprawa, w której wydaje polecenie dotyczy Boga, czy świata, niech zawsze zachowuje wnikliwość i umiar, pomnąc na roztropność św. Jakuba, gdy mówił: Jeśli zmęczę moje stada nazbyt uciążliwą drogą, padną wszystie jednego dnia(Rdz 33,13 Wlg)” (RegBen 64,17).

Dalej szlak prowadzi przez interakcje i relacje z innymi ludźmi, poprzez konieczność cierpliwości i konsekwencji. Nie ma nic bardziej cierpliwego i konsekwentnego niż deszcz. Dlatego w tym miejscu Chopin wybrzmiewa swoim Preludium Des-dur op. 28 nr 15. Niczym deszcz naszej szarej codzienności, naszych posług i upokorzeń, powtarzanych przez nas rytuałów, modlitw, posiłków, wyjść i powrotów, spotkań z ludźmi – nieustannie towarzyszy nam obsesyjna powtarzalność, na którą składają się gesty i wydarzenia naszego życia. [..] Nieustanne podejmowanie na nowo tego samego – to szczególny przywilej benedyktyńskiego życia. Benedyktyńska tożsamość jakby utkana była z wielu poziomów powtarzalności – dziennego, tygodniowego i rocznego rytmu liturgii, spotkań wspólnotowych, okresów milczenia i rozmów pracy i wypoczynku.

Powoli zmierzamy dalej i dochodzimy do punktu kulminacyjnego, którym jest tęsknota. Nostalgia i tęsknota Chopina wiąże się z trudnymi kolejami jego losu: wygnaniem, tęsknotą za Ojczyzną, a także z pogarszającego się stanu jego zdrowia. Jednak muzyka Chopina mimo nostalgii i tęsknoty, niesie pocieszenie i nadzieję. Dotyka tęsknoty, sama się nią nie stając.[…] Niesie poczucie bliskości – daje poczucie solidarności, zrozumienia – mimo że ból pozostanie bólem a tęsknota tęsknotą.Podobnie jak łza, która w sumie nic nie zmienia, a jednak chyba pomaga. Zatrzymując się na chwilę przy tęsknocie idziemy dalej, przemierzając emocje i szczegóły, dochodzimy do melodii. Melodia jest kształtem nadanym rzeczywistości pozbawionej kształtu. Jest akustyczną próbą ujęcia niewyrażalnego, ułożeniem jakiejś całości z nieuporządkowanych fragmentów.

Dochodzimy do końca. I tu pojawi się najpiękniejszy i najbardziej wzruszający opis utworu Chopina który wnika głęboko w serce, przechodząc na wskroś. Jest to Etiuda gis-moll op. 25 nr 6. Aby nie zniekształcić poetyckiego opisu autora, przytoczę go w całości: Można się w niej dosłuchać najbardziej przejmującego powiewu wiatru, szmeru korowodu śnieżnych płatków – kręgów bardzo ulotnych i tajemniczych. Nie ma tu początku – po prostu sam czysty powiew, którego „szum słyszysz, i nie wiesz skąd przychodzi i dokąd podąża” (J3,8). Jest w tym coś tak oczywistego, że nie ma się nad czym zastanawiać – jakby niespodziewane, za chwilę mogące ulec spłoszeniu dotknięcie wewnętrznego pulsu Ducha.

Ponoć przed zakończeniem wypada wiedzieć jak zakończyć. Trudno pokusić się o jakiekolwiek podsumowania czy oceny, gdyż ta książka w niezwykły sposób wymyka się wszelkim ocenom i podsumowaniom, być może przez to, że jest tak osobista i dotyka najdalszych pokładów wrażliwości i delikatności. Pozostawia na czytelnikach ślad czystego piękna. Niech więc ostatni fragment będzie zakończeniem podróży, ukazanej tu w wielkim skrócie: Odpowiedzialność za niepowtarzalną przestrzeń spotkania, za jedyną w swoim rodzaju formę kontaktu z wnętrzem drugiego człowieka, jaką daje delikatna linia chopinowskiej kantyleny, spoczywa na każdym, kto chociaż raz doświadczył i przeżył głęboko jej nieziemskie piękno. Jest to misja – nagląca konieczność dzielenia się niewyrażalnym, choć tak wiele wyjaśniającym darem.

 

Ewelina Drela

 

Bernard Sawicki OSB „Muzyka Chopina a Reguła św. Benedykta” Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2010

 

 

1 Wszystkie cytaty zaczerpnięte z Sawicki B. „Muzyka Chopina a Reguła św. Benedykta”, Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2010.

 

2 Cytaty „Reguły św. Benedykta” zaczerpnięte z „Reguła Świętego Benedykta ”, Tyniec, Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2010

Dodaj komentarz