Idea teatru narodowego w 21 wieku

Mimo narzekań na globalizację i unifikację kultury światowej – a może właśnie dlatego – od paru lat można zaobserwować wzmożone zainteresowania zagadnieniem zarówno teatru narodowego jako pewnej idei, jak też już konkretnie – problemami, jakie stają dziś przed Teatrami Narodowymi.

W 2006 byłam w Nowym Sadzie na konferencji poświęconej tym problemom, gdzie dyskutowali przede wszystkim przedstawiciele mniejszości narodowych, dla których istnienie ich Teatru Narodowego jest często jednym z symboli istnienia ich kultury i języka, ich odrębności. Następna taka konferencja odbywała się w Dublinie (jedną organizowało AICT, drugą – ITI). Od kilku lat prace nad historycznym kształtowaniem idei teatru narodowego w Europie prowadzi grono historyków teatru pod egidą poznańskiej teatrologii. Jak pamiętamy, jesienią 2009 roku odbyły się w Warszawie Spotkania Teatrów Narodowych, wraz z towarzyszącymi im obradami dyrektorów i kierowników artystycznych.

Tak więc bez większego zdziwienia przyjęłam zaproszenie do Bratysławy na sesję zatytułowaną Idea teatru narodowego w 21 wieku. Konferencję organizowała Pracownia Teatru i Filmu Słowackiej Akademii Nauk wraz z słowackim i czeskim ośrodkami ITI i AICT (3-5 VI 2010). Uczestniczyli w niej przedstawiciele Czech, Słowacji, Ukrainy, Węgier, mniejszości słowackiej na Węgrzech, oraz niżej podpisana i Anna Kuligowska-Korzeniewska.

W przedstawionych blisko 20 referatach zajmowano się zarówno teatrem narodowym jak i Teatrem Narodowym. Podstawowe pytanie: miejsce TN w dzisiejszej kulturze. Jeżeli chcielibyśmy trzymać się tradycyjnie określonych zadań TN, to realna staje się obawa, że wkrótce TN będzie szacownym muzealnym zabytkiem. Dla wszystkich obecnych oczywista była jednak konieczność wypracowania specjalnego statusu przynajmniej tej jednej instytucji teatralnej kraju (niechby i muzealnej), która będzie grać klasykę, będzie kultywować język i tradycję, do której można bez ryzyka posłać babcie z wnuczkiem. TN musi stać swoistym centrum życia teatralnego, co oznacza, że nie może być tylko teatrem dramatycznym, zasklepiającym się w tradycyjnych podziałach gatunkowych (Słowacki Teatr Narodowy łączy w jednej instytucji dramat, operę i balet). W swoich wywodach wszyscy powoływali się na Lessinga i Schillera (Friedricha, rzecz jasna), na dorobek CF i Burgtheater, choć niektórym bliższa wydawała się idea National Theatre. Przedstawiano także historyczne uwarunkowania kształtowania instytucji TN w poszczególnych krajach, zwracając uwagę, że zwłaszcza na terenach Austro-Węgier (obradowaliśmy właściwie w takim gronie), właśnie teatr był uważany za świątynię tradycji, literatury i języka.

Ciekawym elementem konferencji było expose nowego dyrektora Słowackiego Teatru Narodowego (SND), zwracającego uwagę, na kompletna anachroniczność modelu SND uprawianego w ostatnich latach, na jego oderwanie od prądów europejskich, brak programu i określonych zadań. Słowacki TN jest w obecnej chwili skłócony ze wszystkimi słowackimi teatrami, jest skonfliktowany ze środowiskami wokółteatralnymi – prasą, filmowcami, pisarzami. Na dobrą sprawę, należy zorganizować go na nowo, na nowych, dobrze przemyślanych zasadach.

Było to dla nas tym bardziej zaskakujące, że mogliśmy zwiedzić nowy budynek SND – nasze rekordy budowania teatru w Lublinie czy w Kielcach, jak się okazuje, bledną przy 17-letniej historii budowy SND. Ostatecznie postawiono budynek z czterema scenami (operowa, dramatyczna duża i kameralna, studyjna, dodatkowo jeszcze możliwość wykorzystania sali prób). Zwiedzaliśmy ten gmach i miałam uczucie deja vu: sala operowa jak stodoła, niebywale szeroka, za to scena niska, kolory dają po oczach. Scena dramatyczna duża o bardzo złym wykresie widoczności. Za to znakomita wydaje się scena studyjna, i jak nam powiedziano, właśnie do niej ustawia się kolejka chętnych reżyserów. Sam budynek ma urodę szklano-marmurową, stoi naprzeciwko zespołu nowych, olbrzymich galerii handlowych i hoteli i właściwie odpowiada im urodą. Obejrzeliśmy tam na scenie dramatycznej interesującą adaptację Anny Kareniny w reż. Romana Polaka ze znakomitą Zuzaną Fialovą (niestety, zabrakło równie znakomitego Wrońskiego) i w operze okropną, anachroniczną, w estetyce lat 60. dokonaną inscenizację Światopełka Eugena Suchona w reż. znanego słowackiego filmowca Juraja Jakubisko (na widowni byli głównie Austriacy).

W swoim wystąpieniu przedstawiałam historyczne uwarunkowania naszego myślenia o zadaniach Teatru Narodowego, jak i jego powojenną historię. Także zajęłam się – co wzbudziło spore zainteresowanie – kontrowersjami wokół modelu uprawianego przez Grzegorzewskiego, przedstawiłam cały bagaż historyczno-ideowy, z jakim Jan Englert musi doprowadzić teatr do jubileuszu 250 lecia (uprzedzam: już rozpoczęto przygotowania!!!).

Magdalena Raszewska

Dodaj komentarz