JUŻ TYLKO CZERŃ…

Ukazała się książka Jarosława Borowca „Szare światło” (wtedy, w 2009, było jeszcze to światło szare). Jest to zapis rozmów z Krystyną Miłobędzką i Andrzejem Falkiewiczem.

Autora zafascynowała na spotkaniu dotyczącym rocznicy stanu wojennego Krystyna Miłobędzka. To był rok 2002. Niewielka liczba ludzi. Przy stojącej na stole lampce, w półmroku starsza pani czytała swoje wiersze. Wiersze, które kłóciły się z moim ówczesnym myśleniem o poetyckich zapisach. Byłem wtedy na drugim roku polonistyki. O Krystynie Miłobędzkiej nigdy wcześniej nie słyszałem – pisze autor. Coś ważnego z tego wieczoru w nim pozostało, skoro wrócił nie tylko nie tych wierszy, ale i postanowił porozmawiać z nią o jej wierszach. A wiersze poetki czytał od tego zachłannie: tom „Pamiętam”, „Imiesłowy”, wreszcie genialny, jak pisze „Po krzyku”.

W 2004 roku w „Tygodniku Powszechnym” (32/2004) ukazała się rozmowa „Po drugiej stronie słów”. Podczas spotkania z poetką u niej w domu i rozmów, które się złożyły na te opublikowaną w „Tygodniku”, potem w rozszerzonej wersji w książce „Miłobędzka wielokrotnie”, Jarosław Borowiec spotkał się także z Andrzejem Falkiewiczem, prywatnie mężem Miłobędzkiej. I jego osobowość go zafascynowała. Efektem ich rozmowy była publikacja „Spójnej niespójności”, także w „Tygodniku Powszechnym” (4/2005).

Krystynę Miłobędzką uważam za jedną z najważniejszych poetek naszego czasu – napisał we wstępie do „Szarego światła”. – Andrzeja Falkiewicza cenię za przenikliwość sądów, interpretacyjną odwagę, swobodę myślenia o literaturze. Niestety, Andrzeja Falkiewicza już nie ma wśród nas… Tym cenniejszy jest ten zapis rozmów. Dlaczego „Szare światło”? Bo jest ono w wierszu Krystyny Miłobędzkiej:

Największym odkryciem wydaje mi się szare, brudne światło

O którym mówimy jasno

I mała przestrzeń, którą potrafimy naraz zobaczyć (z tomu „Po krzyku”).

I współbrzmienie: Nie ma Ciebie, nie mam mnie, nie ma nie ma, nie ma jest.

Zostaje chwila. Ta chwila – Andrzej Falkiewicz „Ta chwila”.

Ten dwugłos stanowi motto książki. Nieprzypadkowo. Bo tak ich życie wśród nich, i w nich, i między nimi falowało, współbrzmiało, współistniało. Każde zanurzone w swoim świecie, ale3 te najbardziej ich własne, osobnicze światy, nieustannie się przenikały. I to świetnie uchwycił w swojej książce, w swoim zapisie rozmów Jarosław Borowiec. Bardzo różne osobowości, skrajne indywidualności, a jednak ogarnięte jakąś wspólnotą. Nie tylko dlatego, że tworzyli rodzinę. Łączyło ich jakieś wzajemne przenikanie się, mimo odmienności wypowiadania się, często myślenia, odczuwania. Pisanie jest dla mnie wyrzutem sumienia, spowiedzią, chęcią porozumienia się z innymi, potrzebą rozeznania siebie – mówi Krystyna Miłobędzka. – Pisanie dla mnie jest konieczne dla równowagi mojego organizmu. Nie świadczy to, oczywiście, o jego wartości, bo prawdopodobnie mogą to o sobie powiedzieć zdeklarowani grafomani i wielcy pisarze – mówi Falkiewicz. Różnie, odmiennie, ale w gruncie rzeczy to samo. Zawsze mnie to fascynowało. Andrzeja Falkiewicza znałam, chyba nawet nieźle, lubiliśmy się, chętnie – w czasach wrocławskich, czyli za dyrekcji Kazimierza Brauna w Teatrze Współczesnym – rozmawialiśmy. Krystynę Miłobędzką spotkałam raz, u nich we wrocławskim mieszkaniu. Znałam jednak jej wiersze. I w tym, co mówił Andrzej, i w wierszach Miłobędzkiej, odnajdywałam wspólne ich echa. Właśnie wzajemne przenikanie. To wielka sztuka w życiu codziennym, rodzinnym i twórczym. W książce „Być może” Andrzej Falkiewicz napisał: Opowiedz, w jaki sposób para ludzi „dochodzi do wniosku”, że chciałaby mieć dziecko. Wytłumacz, dlaczego potem to dziecko, i dzieci tego dziecka, „kochają”. Jak to jest „kochać”? Opisz to uczucie… W „Szarym świetle” Andrzej Falkiewicz mówi: Te same zdarzenia każdy małżonków komentuje i przedstawia z innym akcentem uczuciowym – jako koszmar albo szczęśliwy okres. Tego się nie da zsumować, tego nie ma z czym porównać. Tak wygląda ludzka obiektywność. Związek – czujemy się wspólnie, żyjemy razem, i nagle jesteśmy oddzieleni, jako dwie wrogie sobie strony. To jest doświadczenie braku granicy i gwałtowności granic. Ludzie przechodzą nad tym do porządku dziennego, jakby tego nie odczuwali, nie dostrzegali. Moje dłubactwo polega na tym, że ja w tym grzebię, że – jak się to mówi – „babram się w sobie”, podchodzę siebie z wielu różnych stron. Oboje, Miłobędzka w poezji, Falkiewicz w prozie, ale i w życiu szukają tego, co pozasłowne, co niewyrażalne, na co nie ma określeń, co jest nieopowiadalne. Miłobędzka „barze się w sobie” i w słowie, Falkiewicz podobnie tyle, że innymi środkami o tym mówi. Wspólne, najbardziej wspólne, jest im pisanie serio. Andrzeja powieść „Ledwie mroku” Miłobędzką odrzuciła. Ona by się tak nie potrafiła i nie chciała obnażyć. Nie ma dwóch ludzi bardziej różnych – mówi Falkiewicz. – Może na tym polega tajemnica trwałego związku? Wydaje mi się, że sporo zawdzięczam Krystynie w sprawach językowych, ale nie potrafiłbym tego uargumentować. Wyznam panu, że kiedy dręczą mnie jakieś niepokoje, jestem w złym humorze, to trafiam na teksty Krystyny, które mnie podnoszą na duchu. Przepowiadam je sobie. Znam je na pamięć. A gdy zapomnę jakiegoś słowa, wstaję w nocy i szukam, uzupełniam tekst. Zasypiam uspokojony. Miłobędzka w jakimś momencie mówi: Zapisywanie miłości często się nie udaje. (…) Dla mnie największy problem tkwi w bliskości. Jestem podejrzliwa i zawsze się zastanawiam, czego może dotykać tekst, w którym się mówi o miłości. Jeżeli pisze się o swoim uczuciu miłości do kogoś, to w tym tekście obiekt uczuć powinien się znaleźć i zmieścić. (…) Będąc razem, każdy z nas jest osobno i tej drugiej osoby właściwie nigdy nie poznamy w pełni, to będzie zaledwie jej część. (…) Można się troszeczkę zbliżyć do drugiego człowieka to już jest wielkie i wspaniałe. Tak naprawdę nie jest przesadą, że jesteśmy skazani (…) na to, żeby przy największych bliskościach ciągle nie wiedzieć, nie znać, nie mieć pewności wobec drugiego.

Wiele w tej książce jest rozmów o poezji, o literaturze, o ludziach, m.in. Helmucie Kajzarze i Tymoteuszu Karpowiczu, ich twórczości . Wiele bardzo głębokich refleksji, celnych spostrzeżeń, opinii. Książka kończy się rozmową „W stronę Wschodu”. Kolejne rozważania o życiu wypełnione bardzo osobistymi refleksjami, pytaniami, niepewnościami. Ani Krystyna Miłobędzka, ani Andrzej Falkiewicz nie przedstawiają żadnych recept na życie, na interpretowanie literatury, pisanie itp. To ich życie, ich myśli, ich słowa i zdania. Niczyje więcej. I wyłącznie o sobie i od siebie o swoim życiu i swoich fascynacjach literackich, ze świata sztuki i filozofii. – Do czego się dochodzi? – pyta autor „Szarego światła”. Falkiewicz odpowiada: Kilkadziesiąt lat temu odpowiedziałbym na pana pytanie pewniej. Dzisiaj nie mam odpowiedzi. Dochodzi się do końca, który będzie prawdopodobnym końcem. Prawdopodobnie skończy się ostatecznie, ale nie na pewno… Krystyna Miłobędzka: Dochodzi się właśnie do tego, że życie jest w porządku i wymaga akceptacji takie, jakie jest. (…) Jaki cel ma życie? No – życia. Tylko tyle. I jakby dopowiedzenie, dościelenie Andrzeja: Życie obywa się bez „dlaczego”, żyje mocą własnej głębi i tryska samo z siebie. Gdybyś przez sto lat pytał życia: dlaczego żyjesz – odpowiadałoby zawsze tak samo: żyję dlatego, że żyję. (…) I Miłobędzka: Życie nie ma kreski, ale każde „ja” ma taka kreskę.

Ostatnie pytanie: A jakie mogłoby być zakończenie naszych rozmów? Ostatnia odpowiedź – Krystyna Miłobędzka: Przeczytam coś panu: „Kiedy Fa-ch`ang umierał, na dachu zachrobotała wiewiórka. „Tylko tyle – powiedział – i nic ponadto”. To z „Drogi zen” Allana W. Wattsa. Niepewność sposobu istnienia, niepewność granicy między życiem i śmiercią… „Budda skinął. Śmierć przyszła. Fruwały motyle” – to Leśmian. I nic ponadto.

Rozmowy Jarosława Borowca z Krystyną Miłobędzką i Andrzejem Falkiewiczem mają specyficzny klimat. W tok filozoficznych i krytycznych rozważań, interpretacji siebie, życia i literatury zanurzeni są wszyscy tworząc jakiś krąg wspólnoty, w który wciągają czytelnika nie tylko jako czytelnika, ale i współuczestnika. Tych rozmów nie da się czytać biernie. One wciągają w tok refleksji, wsysają, inspirują i niemal wymuszają „własne zdanie” na temat, wymagają od czytelnika samookreślenia, bardzo własnego, ale głębokiego. Rozmowy o twórczości, o ludziach, o teatrze i literaturze, o zbliżeniach i oddaleniach w sztuce i w życiu, o Bogu i scalaniu świata, które ułożyły się w opowieść o życiu: o jego biegu i trwaniu, „nieskładności, nieprzyleganiu, wielkiej rozległości”, wyborach i decyzjach, o trudzie odsłaniania, uczuciach, miłości, a w niej bliskości i niebliskości, wspólnocie i samotności, odmienności i przenikaniu, przemijaniu, zgodzie na… życie i na śmierć. Już wcześniej, znacznie wcześniej niż nadeszła śmierć Andrzeja, Krystyna Miłobędzka napisała: Kocham cię razem z twoją śmiercią. Kochając każdego człowieka, kocha się go jednocześnie żywego i martwego. Jesteśmy złożeni z życia i śmierci…

Justyna Hofman – Wiśniewska

Jarosław Borowiec „Szare światło. Rozmowy z Krystyną Miłobędzką i Andrzejem Falkiewiczem”. Biuro Literackie, Wrocław 2009.

Dodaj komentarz