O wadze i powadze zawodu aktorskiego

Maciej Wojtyszko rekomendując książkę Andrzeja Siedleckiego – Być aktorem [wyd. Fosze 2010] – podkreśla walor lektury czytanej „z ciekawością i uwagą”. Ja wybrałabym raczej aspekt pożytku i edukacji.

Autor szczodrze dzieli się własnymi doświadczeniami z występów, reżyserii, oraz pedagogiki, wprowadza głosy rozmaitych praktyków, a równocześnie sięga do teorii. Co prawda akurat ta przestrzeń budzi pytania. Znalazło się tu bowiem sporo nieścisłości, ogólników, sądów uproszczonych. Niemniej cały tekst ujmuje rzeczową analizą kolejnych etapów pracy nad rolą oraz klarownym trybem narracji.

Andrzej Siedlecki nie ukrywa, że sam po prostu lubi być aktorem i lubi aktorstwa nauczać. Jest w tym wiarygodny i przyjazny – zarówno, kiedy dzieli się własnym entuzjazmem, jak też kiedy ostrzega przed zawodowymi pułapkami. Dlatego mówiąc o magii, pasji, przekraczaniu psychofizycznych barier, wciąż krąży wokół kwestii rzemiosła. Rzemiosła, czyli alfabetu oraz reguł, które pozwalają zweryfikować złudzenia, ochronić tajemnicę, wytyczyć perspektywy. Te rozdziały stanowią najcenniejszą, precyzyjną w doborze wskazówek i ćwiczeń część książki. Natomiast niepokój budzą teoretyczne uwagi z wszechobecnym Stanisławskim w tle. Sprowadzony do sfery techniki wielki Konstanty Siergiejewicz mówi językiem m.in. Osterwy, Grotowskiego, Brooka. Tym razem entuzjazm autora bardziej myli niż pomaga. XX-wieczni reformatorzy gry aktorskiej są sobie bliscy w tropieniu okoliczności prawdy scenicznej, ale też są autonomiczni, często krańcowo odmienni w obszarze tak postulowanego jak uprawianego teatru. I tego nie powinno się żadną miarą upraszczać czy wręcz zamazywać, albo opuszczać (dla przykładu, polska rekomendacja nie uwzględnia nazwisk m.in. Limanowskiego, Brumera, Terleckiego, Zelwerowicza, Galla, Byrskich).

W opublikowanych trzy lata temu Sekretach techniki aktorskiej Siedlecki zaproponował świetnie skomponowany przewodnik jak uczyć i jak się uczyć. Teraz próbował usytuować kwestie techniczne na planie teorii. I pobłądził wprowadzając również oryginalne hierarchie, np. sympatyczny skąd inąd głos Magdy Zawadzkiej znalazł się między uwagami Andrzeja Seweryna i Jana Kreczmara. Natomiast sam autor powiedział sporo, rozważnie i poważnie formułowanych myśli o mechanizmach roli. Nota bene zrobił to dużo głębiej niźli oświetlona blaskiem Brodwayu Judith Weston. Dobrze byłoby więc książkę rozpropagować wśród maturzystów, którym śnią się premiery i owacje. Niech chociaż rozpoznają własne wiązadła głosowe i potrenują ruch przepony. A jak biedakom szczęka opadnie z wysiłku, tytułem rekompensaty służyć będą znakomite ilustracje Vitka Skonecznego ! Zatem narybku aktorski, masz lekturę, czytaj i ćwicz.

Jagoda Opalińska

Andrzej Siedlecki – Być aktorem, wyd. Fosze, 2010

 

Dodaj komentarz