Przewodnik po aktorach (nie tylko) warszawskich. Sezon 2009/10 Rok XIII

 

Piękno Szekspira to jego prostota i zrozumiałość. Mam tu myśli postaci. Są one łatwe do zrozumienia i zawsze da się znaleźć klucz do nich w samej sztuce”.

Helena Modrzejewska

 

Słowa Modrzejewskiej przytaczam tylko ku przestrodze i nauce, bo Szekspira w Warszawie było w tym sezonie jak na lekarstwo (tylko Opowieść zimowa w reż. Jarosława Kiliana w Teatrze Polskim), a jeśli bywał w kraju to jako Szekspir „przepisywany”. Kłopoty z Szekspirem najlepiej ilustrują trudności jury festiwalu w Gdańsku, które nie zdecydowało się przyznać nagrody głównej, Yoricka, dla najlepszego polskiego spektaklu szekspirowskiego, kontentując się wyróżnieniem (Co chcecie albo Wieczór Trzech Króli w reżyserii Jacka Borcucha w Teatrze im. Jana Kochanowskiego w Opolu).

 

Szekspira zabrakło, ale nie brakowało spektakli aktorskich – w tym dwie zachwycające solówki: Biała bluzka Krystyny Jandy i Dozorca Janusza Gajosa (w towarzystwie utalentowanych młodych aktorów) i kilka co najmniej wycyzelowanych koncertów aktorskich: Tango Jerzego Jarockiego i Księżniczka na opak wywrócona Jana Englerta w Narodowym, spektakle Iwana Wyrypajewa: Lipiec w Teatrze na Woli i Taniec Dehli w Narodowym, oba z Karoliną Gruszką, Według Agafii wg Ożenku Gogola w reż. Agaty Dudy-Gracz w łódzkim Teatrze im. Stefana Jaracza, Sztuka bez tytułu Czechowa w reż. Agnieszki Glińskiej w warszawskim Teatrze Współczesnym i przede wszystkim idealnie aktorsko zestrojony Lobotomobil w Teatrze Nowym w Poznaniu. To były krzepiące dowody, że możliwy jest „gwiazdorski” teatr „antygwiazdorski”, że zespołowy wysiłek nie musi wcale unieważniać osiągnięć poszczególnych artystów, a przeciwnie wzmacnia je. W niniejszym sprawozdaniu, jak co roku, posłużyłem się przyjętymi w politycznych rankingach określeniami: w górę, w dół, bez zmian. Przegląd jest wysoce niesprawiedliwy, bo nie uwzględnia wielu nazwisk. Skupiłem uwagę na osiągnięciach i potknięciach, pomijając na ogół tzw. solidną średnią. Przegląd musi być niesprawiedliwy – odnosi się do polskich spektakli, które oglądałem (ponad 100 w minionym sezonie).

 

 

KAMILA BAAR – stworzyła epizod tajemniczej, hipnotyzującej widzów Olgi w Tańcu Delhi Iwana Wyrypajewa na Scenie Studyjnej Teatru Narodowego. Jako Ala w Tangu w reż. Jerzego Jarockiego (także Teatr Narodowy) jest dziewczyną wyzwoloną, ale przede wszystkim dziewczyną zakochaną. Aktorka zabarwiła swoją postać liryzmem, a to w Tangu odkrywcze. W górę

 

PIOTR BAJTLIK wyborny w roli tytułowej w Pinokiu w reż. Jarosława Kiliana w Teatrze Polskim, stworzony do roli naiwnego lekkoducha o złotym sercu, któremu niełatwo odnaleźć się wśród niebezpieczeństw tego świata. Udana była także rola stęsknionego świata i poezji Giovanniego, syna Petrarki z Krainy kłamczuchów Macieja Wojtyszki na Scenie Kameralnej Teatru Polskiego, gdzie z powodzeniem wystąpił także w spektaklu śpiewanym wg Brela – Do Amsterdamu. W górę

 

ARTUR BARCIŚ w roli Henryka z Mojej córeczki wg Tadeusza Różewicza w reż. Marka Fiedora poniósł porażkę – dramat ojca wyzutego z córki nie mógł poruszać, bo zgodnie z koncepcją tego przedstawienia Henryk miał być człowiekiem szarym, czyli nijakim, w rezultacie i jego dramat okazał się szary. Szkoda, bo aktor dysponuje środkami, które pozwoliłyby ukazać, jakie namiętności miotają bohaterem. W dół

 

GRAŻYNA BARSZCZEWSKA – nieustępliwa Paulina w Opowieści zimowej Szekspira w reż. Jarosława Kiliana w Teatrze Polskim, usiłująca dowieść niewinności królowej Hermiony. Demonstrowała hart ducha i odwagę, daleką jednak od monumentalnego heroizmu – przeżywała chwile lęku, wątpliwości, niepewności, dawała przykłady twardej walki na słowa. Dojrzała rola aktorki w rozkwicie swego talentu. W górę

 

MARIUSZ BENOIT – aktor wyśmienity, a nie poradził sobie z retoryczną rolą w Wilku wg Hermanna Hessego w reż. Marcina Libera w Teatrze Dramatycznym. Prawdopodobnie nikt nie poradziłby sobie z publicystyką polityczną, która próbowała uchodzić za wyznanie osobiste. Doklejoną do Hessego opowieść o katowni w Abu Ghrai Benoit deklamuje jak heksametr. W dół

 

PRZEMYSŁAW BLUSZCZ bliski doskonałości w rodzajowych epizodach w Mojej córeczce nie sprostał jednak tytułowej roli Judaszka, w adaptacji powieści Sałtykowa-Szczedrina w Ateneum (reż. Andrzej Bubień) – był tylko poprawny, gdy tymczasem powinien kusić i przerażać albo odstręczać, słowem budzić gwałtowne uczucia. Bez zmian

 

TOMASZ BORKOWSKI – puszczoną rolę Prokuratora Roberta Scurvy równoważy znakomita rola Madame Divine la Peste, wdowca z Dżumy w reż. Marty Ogrodzińskiej na Scenie Kameralnej Teatru Polskiego, utożsamiającego się ze swoją zmarłą żoną, jedną z pierwszych ofiar zarazy. Jego pełna bólu wokaliza, skowyt duszy, silniej niż słowa wyraża stan duchowego zamroczenia i bólu. Bez zmian

 

EWA KONSTANCJA BUŁHAK jako Gileta w Księżniczce na opak wywróconej wg Calderona w reż. Jana Englerta w Teatrze Narodowym, fałszywa księżniczka, wożona na wózku widłowym, swoją przebojowością kradnie wszystkim show – to ona jet prawdziwą bohaterką tej komedii, pod koniec smutnej, kiedy pozbawiają Giletę książęcej sukni i okazuje się, że człowiek to strój. Doskonały duet wokalny z Grzegorzem Małeckim. W górę

 

JANUSZ CHABIOR nie przekonał jako Miland w Oczarowaniu, główny oponent przybyłego do wioski Mariusza, ale zachwycił jako Szmuel Sprol ze sztuki Hanocha Levina Sprzedawcy gumek (Teatr IMKA, reż. Artur Tyszkiewicz), który odziedziczył po ojcu dziesięć tysięcy opakowań pierwszorzędnych prezerwatyw produkcji australijskiej i przez dwie godziny na oczach publiczności usiłuje na tym spadku ubić interes, roztaczając miraże przed potencjalnymi klientami. Bez zmian

 

OSKAR HAMERSKI jako Aston w Dozorcy zadziwia swoim bezgranicznym zaufaniem wobec trampa, powoli odsłaniając swoje drobne dziwactwa, obsesje, przedłużone reakcje – sposób, w jaki budzi włóczęgę, wywijając nad swoją głową szalikiem, to wspomnienie dawnej nadpobudliwości. Poruszający monolog, w którym opowiada o swojej kuracji, która pozbawiła go poczucia własnego „ja”, wyjaśnia, dlaczego nie może wejść w rzeczywisty kontakt z innymi. W górę

 

JADWIGA JANKOWSKA-CIEŚLAK przekonująca w roli despotycznej Matki w Judaszku, która przechodzi widowiskową metamorfozę z tyranki w poddankę. Twarda, wydawałoby się, nie do pokonania kobieta, z której nagle wycieka siła przetrwania. W górę

 

ANNA CHODAKOWSKA jako Breda w Elektrycznym parkiecie Endy Walsha w reż. Andrzeja Domalika (Teatr Narodowy, Scena przy Wierzbowej) prowadzi swój teatr pamięci, który służy manipulacji i panowaniu nad innymi – charakterystyczne dla Chodakowskiej dwuznaczność i niepokój wzmacnia początkowe wyciszenie postaci, która wchodzi na coraz wyższe obroty psychiczne wraz z rozwojem akcji. W górę

 

SAMBOR CZARNOTA w nietypowej dla siebie roli antyamanta Podkolesina w Według Agafii wg Gogolowskiego Ożenku w reż. Agaty Dudy-Gracz w łódzkim Teatrze im. Stefana Jaracza. Skoncentrowany na sobie, obżerający się bez miary, zaniedbany, wycofany, bardziej zainteresowany kwaszonym ogórkiem niż ponętną dziewicą, niemal bezwolny gamoń w rękach sprytnego Koczkariewa. W górę

 

MARTA DĄBROWSKA, jeden z najbardziej obiecujących debiutów roku – jako Maria w Gwiazdach na porannym niebie Aleksandra Galina (Scena Kameralna Teatru Polskiego, reż. Andrzej Pieczyński) pokazała przejmujący dramat wykluczonej przez otoczenie, bez szansy na przyszłość, złamaną u progu życia dziewczynę, której nawet miłość nie może pomóc. W górę

 

JOANNA DROZDA jako Emma w Pani Bovary w reż. Radosława Rychcika w Teatrze Dramatycznym w Warszawie napracowała się bardzo – rola wymagała poświęceń, aby utrzymać się w formalistycznym gorsecie narzuconym przez reżysera. W rezultacie powstał zarys erotycznej histeryczki, odtrącanej przez mężczyzn (dosłownie rzucanej o podłogę), obarczonej nadruchami. Niektórych to zachwyciło, choć wygląda na dziwaczenie. W dół

 

RADOSŁAW ELIS jako adwokat Moon w Lobotomilu Janusza Wiśniewskiego w poznańskim Teatrze Nowym zaskakuje niepochwytnością Proteuszowej osobowości, której niepokojąco rozdwojony erotyzm wabi mężczyzn i kobiety – bezbłędny w ariach i tańcu, do końca stanowi w tym przedstawieniu zagadkę kapryśnej Sprawiedliwości. W górę

 

JAN ENGLERT jako „awaryjny” wuj Eugeniusz w Tangu Sławomira Mrożka w reż. Jerzego Jarockiego w Teatrze Narodowym (podobno rolę przygotował w dwa tygodnie) pokazał wysoką klasę. Jego wuj Eugeniusz to mistrz stwarzania pozorów, dostosowujący się do rozmaitych sytuacji za każdą cenę. Tchórz upozowany na moralistę, właściwie nigdzie nie pasuje, nawet kiedy wracają jego „stare, dobre czasy”, wtedy też niezadowolony. Natura kolaboranta, spryciarz w todze zatroskanego obywatela. W górę

 

JANUSZ GAJOS, fascynująca rola tytułowa w Dozorcy Harolda Pintera w reż. Piotra Cieślaka w Teatrze Narodowym. Gajos jest wręcz stworzony do tej roli, potrafi budować niejednoznaczne, wewnętrznie złamane portrety swych bohaterów. Jego Dozorca jest płochliwym, ciężko doświadczonym bezdomnym, który swoją bojaźń osłania maską bywalca i silnego człowieka. Uosabia wszystkie lęki tego świata. Nagroda Boya za kreację aktorską. W górę

 

IGNACY GOGOLEWSKI jako Mazarin w Diable w purpurze Antoine’a Raulta w reż. Romualda Szejda, Scena Prezentacje – jego portret kardynała odznacza się finezyjnym cieniowaniem, delikatną kreską. Są w tej roli momenty błyskotliwe i pełne wigoru, jak choćby misterna gra starego wygi o zachowanie zgromadzonego majątku dla rodziny, są też wzniosłe – taka jest symboliczna scena śmierci, kiedy jego ciało udrapowane na kolumnie przykrywa całunem wierny sługa. W górę

 

KAROLINA GRUSZKA – dwie świetnie role w sztukach Iwana Wyrypajewa (w jego reżyserii), w Lipcu i w Tańcu Delhi, w obu gra aktorkę – w Tańcu tancerkę, zachwyconą rytmem wielkiego miasta Delhi, w Lipcu aktorkę, która opowiada o zbrodniarzu, o bezmiarze zła, które sieje. Każdy jej gest jest mierzony, każde spojrzenie i pauza. Ale najważniejsza jest melodia wypowiadanego tekstu, brzmiąca jak pieśń o miłości i nienawiści, głos aktorki modulowany wedle rytmów tekstu, niemal wyprany z emocji. W górę

 

PAULINA HOLZ – Profesor w Lekcji Ionesco (Lekcja szaleństwa, reż. Waldemar Śmigasiewicz, Teatr Nowy w Zabrzu), rola nietypowa, bo zwykle obsadzana przez starszych aktorów/aktorki, ale tym razem w duecie z mamą Joanną Żółkowską: młodsza poucza starszą, a w końcu eliminuje. Jak w życiu. W górę

 

MARCIN HYCNAR jego Artur w Tangu to natura histeryczna, reagująca gwałtownie na opór, a zarazem niedojrzały chłopiec, który stroi groźne miny, ale nie wie, co począć z wolnością. Miota się między napadami buntu i rezygnacji, nieodrodne dziecko romantycznych bohaterów ze skazą przegranej. Kiedy na koniec tuli się do piersi matki, staje się na powrót bezradnym oseskiem. To wielkie osiągnięcie w karierze aktora, na którego tle blednie przyzwoita rola Kostryna w Balladynie Juliusza Słowackiego w reż. Artura Tyszkiewicza (Teatr Narodowy). W górę

 

KRYSTYNA JANDA – świetny sezon. W spektaklu Biała bluzka w reż. Magdy Umer w Och-Teatrze. wielka, świadoma kreacja Krystyny Jandy. Ci, którzy widzieli „Białą bluzkę” przed laty, odnajdą i w tym przedstawieniu wspomnienie ówczesnej opowieści, ale zauważą jednocześnie, jak rozkwitł talent i warsztat artystki, która przez dwie godziny niepodzielnie panuje nad publicznością. W tym sezonie Janda ma za sobą także mocną tytułową rolę w Wassie Żeleznowej Maksyma Gorkiego w Och-teatrze (w reż. i przekładzie Waldemara Raźniaka) i zabawną Szambelanową w Panu Jowialskim. W górę

 

ANDRZEJ KONOPKA, nijaki jako Mąż w Yermie w reż. Waldka Klemma w Studio, któremu reżyser (jak i innym aktorom) kazał poruszać się po gąbczastym, pochylonym, rombie wybudowanym jako podest sceniczny – widz drży, czy aktor nie spadnie z tej konstrukcji. W dół

 

KRZYSZTOF KWIATKOWSKI miał pecha, debiutując w Warszawie rolą Genezypa w nudziarskim Nienasyceniu wg Witkacego – młody aktor okazał odwagę i wrażliwość, a w scenie „narodzin” umiejętności tancerza. Przegadany spektakl zagłuszył jego rolę, która powinna być początkiem obiecującej kariery. Dla zachęty w górę.

 

MIROSŁAW KROPIELNICKI, wyciszony, grany niemal na biało Salomon Nash z Lobotomobilu Janusza Wiśniewskiego – jakby skamieniały i nieporadny w szpitalnym odzieniu o tonacji buro-niebieskiej, obwisłej, brzydkiej, byle jakiej. Somnambuliczne próby przygarnięcia żony, bezradność wobec ciężaru doświadczeń i obcości świata paraliżuje bohatera, niezdolnego do wyrażenia czułości. Dowód jak wiele można osiągnąć tak radykalnie redukując aktorskie środki. W górę

 

MILENA LISIECKA jako tytułowa Agafia w Według Agafii wg Ożenku króluje na scenie mimo pozorów zagubienia, przytulona do jednorożca z plastiku. Niepewnie krąży w przedgodowym tańcu wokół kanapy, gotowa powierzyć swe ciało wymarzonemu księciu. Nie osiągnie jednak oczekiwanego raju, to będzie katastrofa, klęska, upadek marzeń. Ogarnięta miłosnym uniesieniem, upada nisko i zostaje z niczym. W górę

 

HALINA ŁABONARSKA zamiast pełnej uroku Lulu, która budzi zainteresowanie młodego mężczyzny, stworzyła w Skizie w Teatrze Ateneum postać obrażonej małżonki, która ulega pokusie swawoli jak małolata – rola najwyraźniej uproszczona. W dół

 

DOMINIK ŁOŚ jako dr Bernard Rieux, lekarz ratujących innych z oddaniem w Dżumie (Scena Kameralna Teatru Polskiego, reż. Marta Ogrodzińska), centralna postać spektaklu – w jego wykonaniu nie jest bohaterem papierowym, ma swoje trudne chwile załamania, ale i wewnętrzny pion, który pozwala prostować się w najtrudniejszych sytuacjach. Zwycięstwo polega na tym, że Łoś nie gra bohatera monumentalnego, ale po prostu zapracowanego, z poczuciem obowiązku. W górę

 

WOJCIECH MALAJKAT stworzył najlepszą rolę komediową w stolicy jako Szambelan Jowialski w Panu Jowialskim w reż. Anny Polony i Józefa Opalskiego w Teatrze Polonia, dając popisowy pokaz swojej siły komicznej. Gapiostwo i safandułowatość Jowialskiego, strachliwość i pełna uroku przyrodzona (lub udawana, bo tego nie można być pewnym) ociężałość budzą na widowni huragany śmiechu, a kiedy opowiada o struganiu patyczków z rozbawienia w oczach widzów pojawiają się łzy. W górę

 

GRZEGORZ MAŁECKI – świetny sezon. Jako Edek w Tangu, przyrodzonej tępocie bohatera dodaje instynktowny zmysł obserwacji. Od początku z przymilnym uśmieszkiem świdruje oczami otoczenie i szybko wyprowadza korzystne dla siebie wnioski na prawach mimikry. Za zdolnością przeczekania kryje się butny cham, który bez zmrużenia oka zdolny jest ukatrupić każdego, kto stanie mu na drodze. Przezabawny w Księżniczce na opak wywróconej jako sprytny i kochliwy Perote. W górę

 

JERZY R. NOWICKI w roli tytułowej w Merlinie Tadeusza Słobodzianka, reż. Ondrej Spišak w Laboratorium Dramatu panuje nad sceną, nadając opowieści wyższy, poetycki ton. Natchniony, poważny i śmiały – naturalny duchowy przywódca poszukiwaczy świętego Graala. Jako Dawid Cukier, mistrz z podupadającej firmy gorseciarskiej ze sztuki Cukier Stanik Zyty Rudzkiej w reż. Gabriel Gietzky’ego (też Laboratorium), portretuje jego rozmiłowanie w zawodzie i nostalgię świadka odchodzącej epoki. Poważne, wyraziste role. W górę.

 

MAJA OSTASZEWSKA jako Marianne w Wiarołomnych wg Ingmara Bergmana w reżyserii Artura i. Urbańskiego w TR Warszawa buduje rozedrgany portret psychologiczny kobiety, przekraczającej niebezpieczny próg zdrady – szczególnego klimatu tej opowieści i postacie przydaje konwencja: Marianne to aktorka i jej zachowania pokazywane są w podwójnej perspektywie, teatru w teatrze. W górę

 

KAROL POCHEĆ jako Mick w Dozorcy tryska energią, jest porywczy, o zmiennych nastrojach, porusza się zwinnie, skacze po łóżkach niczym akrobata, bywa groźny, na pograniczu szaleństwa i zabawy, ale i marzycielski – jego opowieść o pięknych apartamentach, które chciałby zbudować, wyrosła z przeglądania magazynów o wnętrzach, które pasjami przegląda. Cała jednak jego energia wyczerpuje się w gadaniu – w najtrudniejszych chwilach znika bez słowa. W górę

 

PIOTR POLAK jako striptizer w kapeluszu w Personie. Ciało Simone w reż. Krystiana Lupy (Teatr Dramatyczny) jest tylko figurką w tle, ale w Pani Bovary bezradnie miota się po scenie (zwłaszcza po fotelu), identyfikując męża Emmy jako idiotę. Trochę to za płaskie. W dół

 

ALEKSANDRA POPŁAWSKA jako Bela Berlo w Sprzedawcach gumek Hanocha Levina w reż. Artura Tyszkiewicza w Teatrze IMKA, tworzy postać twardej kobiety, toczącej wewnętrzną walkę między potrzebą szczęścia osobistego a sukcesem w biznesie – aptekarka za wszelką cenę usiłuje rozkręcić interes. Popławska gra antypsychologicznie, odwołując się do teatralnego skrótu i warsztatowej biegłości, dzięki której starzeje się podczas spektaklu (bez wspomagania makijażem) kilkadziesiąt lat. W górę

 

BARTOSZ PORCZYK potwierdził swoją klasę rolą Karola Borowieckiego w Ziemi obiecanej w inscenizacji Jana Klaty w Teatrze Polskim we Wrocławiu (zachwyt wzbudzała scena erotyczna z Zukerową), a w Warszawie pokazał wreszcie swój sławny muzodram Smycz. Spektakl sprzed kilku lat, nadal utrzymywany w znakomitej formie pokaz umiejętności młodego artysty, który nie daje widzom odetchnąć nawet na moment, portretując szaloną tęsknotę za miłością i wolnością. W górę

WOJCIECH SOLARZ wystąpił zaledwie w drugoplanowej roli reżysera w i Księżniczce na opak wywróconej, nawiązując bliski kontakt z widownią. Ciągle czekamy na większą rolę. Bez zmian

JANUSZ STOLARSKI z założenia uwodzicielski Mariusz w Oczarowaniu w reż. Marak Fiedora, oczarować jednak nie potrafi, przynajmniej przy użyciu środków, które zaakceptował reżyser. Może nie czaruje, ale budzi niepokój swoim jednoosobowym spektakl Kod, osobistą wypowiedzią bez słów, opartą na ekspresji ciała, którym wyraża najbardziej subtelne emocje. Bez zmian

 

KATARZYNA STANISŁAWSKA nie domyślała do końca postaci Księżnej z Szewców Witkacego, która miała być symbolem erotyzmu, a jest przede wszystkim znudzona (miewa nawet niebezpieczne „drzemki”, wyłączając się z gry na scenie), ale jako przezabawny Świerszcz w Pinokiu znalazła idealne środki do wydobycia jego „świerszczej” natury za pomocą zacięć w mowie i naddanych ruchów. Bez zmian

 

ANDRZEJ SZEREMETA próbuje zagrać Reżysera w Personie. Ciało Simone, pozera i intelektualistę, ale zapewne za sprawą wątłego tekstu i braku koncepcji pomysł na postać rozłazi się w bylejakości. W dół

 

BORYS SZYC jako Płatonow w Sztuce bez tytułu Czechowa w reż. Agnieszki Glińskiej w Teatrze Współczesnym daje portret człowieka zbędnego, skazanego na klęskę – w ostatniej scenie ukazuje podwójność istnienia bohatera, w którym realistyczny zmysł obserwacji zmaga się ze skowytem umęczonej duszy, chęć życia z pędem ku śmierci: spragniony z zaciekłością szuka szklanki z wody, siecze pełnymi ironii ripostami, a po chwili równie uporczywie próbuje palnąć sobie w łeb, raz bystry jak brzytwa, drugi raz nieobecny niczym somnambulik. W górę

 

KRZYSZTOF TYNIEC powinien być czarujący i uwodzicielski jako Tolo w Skizie, ale nie jest – podskakuje jak kogucik z Tańca z gwiazdami – trudno uwierzyć, że może zafascynować młodą kobietę. W dół

 

EWA WIŚNIEWSKA jako babcia Eugenia w Tangu dotrzymuje kroku wielkim poprzedniczkom w tej roli (Kwiatkowska, Szaflarska) – porusza się w domu Stomilów jak we mgle, zajęta swoimi drobnymi przyjemnościami, odgrodzona od życia, trochę bezradna wobec wybryków wnuka, tylko przy karcianym stoliku nabiera wigoru, ale najlepiej czuje się na katafalku. W górę

 

ADAM WORONOWICZ jako Markus w Wiarołomnych, zdradzony kompozytor, po zdradzie szukający wymyślnej pomsty, tworzy postać psychopatyczną i niebezpieczną – w scenie, ukazującej proces twórczy łowienia dźwięków, czyli komponowania zachwycający. W górę

 

JANUSZ ZAKRZEŃSKI, Staruszek plujący na koty w Dżumie, ostatnia rola wielkiego aktora – pozornie dobrodusznego staruszka, który potwierdza niezniszczalność dżumy nienawiści, trawiącej ludzkość od wieków.

 

ZBIGNIEW ZAMACHOWSKI jako Patsy w Elektrycznym parkiecie, zakochany w Adzie sprzedawca ryb, na koniec wciela się w postać legendarnego wokalisty rockowego Rollera. I nagle z ciemięgi wyrasta na zdolnego wprawiać w zachwyt uwodziciela. W górę

 

JOANNA ŻÓŁKOWSKA w Lekcji szaleństwa Ionesco wg Lekcji i Szaleństwa we dwoje w reż. Waldemara Śmigasiewicza – w tej drugiej jednoaktówce demonstruje triumfalizm odtrąconej kochanki, która w drobnych i bezsensownych sporach odnajduje energię do trwania. Śmieszne to jest, ale zarazem gorzkie, podobnie jak rola Uczennicy z Lekcji, która grzęźnie w matni zdań i gaśnie po ciosami pytań. W górę

 

 

 

Dodaj komentarz