Historia Marcela… i nasza

 

Spektakl „Historia Marcela, samotnego clowna” Compagnie Les Bleus de Travail z Francji otworzył w warszawskim Teatrze Lalka 14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów dla Dzieci i Młodzieży – Korczak. Otworzył w sposób dosłowny, bo podjął temat być może najistotniejszy. Kim my ludzie jesteśmy.

 

Marcel w 55 minut pięknie podsumowuje to nam wszystkim. I dzieciom i dorosłym. Z wysokości spada na scenę, niczym do pudełka – naszej małej stabilizacji i w sposób niebywale trafny, do granic zabawny i przemawiający, punktuje człowieka. Ale jeszcze zanim Marcel otworzył usta i zaskoczeni zdaliśmy sobie sprawę, że specjalnie dla nas, przygotował rolę w języku polskim, mój pięcioletni syn szepnął: „Mamo, moim zdaniem on mówi po polsku”. Rzeczywiście. To, co przekazał obywając się bez słów, było nie tylko śmieszne, ale absolutnie uniwersalne. Może więc naukowcy mają rację twierdząc, że mowa ciała jest najważniejszym elementem porozumiewania się ludzi. Marcel na naszych oczach przechodzi etapy ewolucji Darwina, a za chwilę jego ręka niczym wąż oplata się wokół drzewa i zrywa Marcelowi jabłko. Clown co chwila spogląda w górę i upewnia się „jest tam kto?”. Ale pokazuje, że bez względu na to, czy wywodzimy się z małpy, czy z rajskiego ogrodu, trudno się nam ludziom w cywilizacji człowieka odnaleźć. Uciekający i naigrujący się z Marcela garnitur, którego nie potrafi poskromić, jest na to cudowną metaforą. Kiedy już ten symboliczny garnitur uda nam się złapać, nie zawsze dobrze na nas leży. Sądzimy, że nasz strój, czyli nasze człowieczeństwo nas do niczego nie zobowiązuje. Marcel sięga po sytuacje z dwóch krańców. Z łatwością wpada w chłopięcy szał wojny, a za chwile jest smutnym dzieckiem, nie rozumianym przez swoich rodziców, tatę garnitur i mamę sukienkę. Clown wdrapuje się w końcu na ścianę pudełka i balansuje na krawędzi. Na jego plecach pojawiają się anielskie skrzydła. Marcelowi nie obca jest ani małpa i ani raj, więc nie bawi się w anielskie konwenanse. Zaczyna gdakać niczym kura i radośnie sfruwa za kulisy. Jak wiadomo, kura nie lata. Jest więc dużo huku i śmiechu. Przepiękny spektakl – metafora dla wszystkich. Prosty, oszczędny w środkach, ale trafiający wprost do wyobraźni. Świetnie bawiły się kilkulatki, starsze rodzeństwo i dorośli, których dzieci przyprowadziły na przedstawienie.

Zuzanna Talar

„Historia Marcela, samotnego clowna”

Compagnie Les Bleus de Travail (Francja)

4 października, godz. 18.30, Teatr Lalka

 

 

 

 

Dodaj komentarz