Wsi spokojna, wsi wesoła

Krzysztof Babicki kolejny już raz zdecydował się na wystawienie współczesnej sztuki na deskach lubelskiego teatru. Tym razem jest to „Biały dmuchawiec” Mateusza Pakuły, nominowany do Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej w 2008 roku. Ta mała góralska wioska z pewnością nie ma w sobie nic z wesołości ani spokoju. Biały Dmuchawiec faktycznie istnieje na Podhalu (choć inaczej się nazywa) i wszystkie wydarzenia ukazane w sztuce „Biały Dmuchawiec” ponoć wydarzyły się naprawdę

Fabuła spektaklu, z pozoru prosta, nastręcza jednak wielu trudności w interpretacji. Jest mała góralska wioska, miłość Jana Liszaja do młodszej od niego Elżbiety, w końcu jest zbrodnia – ale nietypowa – bo to Elżbieta zabiła swojego narzeczonego. Dwoje studentów reżyserii z Krakowa, Mateusz i Karolina, przyjeżdżają, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o tajemniczym morderstwie. Chcą poznać motywy zbrodni, stosunek miejscowych ludzi do całego zajścia, w końcu porozmawiać z kobietą, która dopuściła się tak niecnego czynu. Zapewne oczekują pogardy dla morderczyni, współczucia dla ofiary, potępienia zbrodni. Jednak spotkanie z mieszkańcami Dmuchawca pokazuje coś zgoła innego.

Nie ma już folkloru i legend, nie ma linczów i samosądów. Centralnym punktem miasta jest Solarium Turbo, gdzie współczesne „nimfy” – pomarańczowe Turbolaski, rozprawiają o wyglądzie na plaży lub bólu miejsc intymnych. Widzimy typową, zacofaną polską prowincję, gwałty, pijaństwo, pedofilię, przyzwolenie na zbrodnię i obojętność wobec wszystkiego, co się dzieje. Następuje dość dotkliwe zderzenie dwójki młodych inteligentów z zacofaniem i obojętnością, a żaden z mieszkańców nie mówi o konkretach. Jest to społeczeństwo hermetyczne, nieufne, niechętne wpuszczaniu obcych ludzi i opowiadaniu o tym, co zaszło w wiosce. Każdy z mieszkańców ma swoją „wersję prawdy”, stworzoną na własny użytek, więc ciężko jest dowiedzieć się jak było naprawdę.

Spektaklu „Biały dmuchawiec” nie da się jednoznacznie określić. Niby zabawny, a przesiąknięty atmosferą śmierci. Kilkukrotnie pojawia się kondukt pogrzebowy. Jan Liszaj zdaje się cały czas krążyć wokół śmierci, aż w końcu kondukt goni go aż do domu Elżbiety, gdzie ponosi śmierć. Niejednoznaczna jest także postać Dziewczyny z Wiadrem i Szmatą, która jakby śledzi Mateusza i Karolinę, pojawia się w każdym odwiedzonym przez nich miejscu. Wskazuje Liszajowi drogę do grobu. Jest aniołem, czy diabłem? Trudno to jednoznacznie określić, jednak ma się wrażenie, że nie pochodzi z tego świata.

Akcja w spektaklu toczy się dwutorowo, z jednej strony obserwujemy poczynania Karoliny i Mateusza, z drugiej jesteśmy świadkami ostatnich godzin życia zamordowanego Jana Liszaja. Te dwa czasy przenikają się do tego stopnia, że Mateusz i Karolina nie wiedzą, czy są w teraźniejszości, przyszłości, czy przeszłości i zdają się wędrować w czasie.

W końcu, gdy już wszystkie możliwości odkrycia prawdy zostają wyczerpane i żaden z mieszkańców nie chce już rozmawiać ze studentami z Krakowa, Mateusz staje się Janem Liszajem, a Karolina Elżbietą. Dopiero teraz poznają prawdę i motywy zbrodni. Podnosi się zasłona kłamstwa i tajemnica wydaje się być bliska rozwiązania. I nie wiadomo, czy jest to rzeczywistość, czy inscenizacyjna wyobraźnia studentów reżyserii, gdyż nagle akcja zostaje przerwana przez głównego bohatera, a w zasadzie przez sms wysłany przez głównego bohatera. Kiedyś w takich sytuacjach zbrodniarza zabijał piorun z nieba. Teraz nowoczesnym ucieleśnieniem siły wyższej jest sms.

Dyrektor Babicki zdecydował się na dość ciekawy krok, mianowicie słowa didaskaliów włożył w usta Mateusza, głównego bohatera, który momentami przerywa akcję, by opisać jakieś zjawisko. To sieje jeszcze większy zamęt, gdyż tym bardziej nie wiadomo, co jest rzeczywistością, a co tylko wyobrażeniem bohatera.

 

 

 

W role głównych bohaterów wcielili się Hanka Brulińska i Mikołaj Roznerski. O ile Mikołaj Roznerski zagrał niezwykle naturalnie i z wyczuciem, o tyle Hanka Brulińska była odrobinę sztuczna i w jej słowach i gestach czuć było przesadną teatralność. Mikołaj Roznerski grał tak, jakby ta opowieść była o nim, jakby opowiadał widzom coś, co się wydarzyło w jego życiu. Nie było tu sztuczności czy zawahania, Cały czas sprawiał wrażenie wyluzowanego i pewnego siebie. Natomiast Hanka Brulińska chyba nie do końca wczuła się w postać, bo sztuczność i teatralność czuć było w każdej scenie. Jedyna udana scena to ta, kiedy wcieliła się w postać Elżbiety, wtedy ta przesadna teatralność nie przeszkadzała aż tak bardzo.

Bardzo udana rola to również Jan Liszaj, grany przez Krzysztofa Olchawę. Góral z pochodzenia zagrał górala dokładnie tak, jak powinien, tak, jak byśmy sobie wyobrażali. Był naturalny i swobodny, a przy tym niezwykle wyrazisty, w jego grze nie było miejsca na sztuczność i pretensjonalność. Mimo, że oskarżony przez niektórych mieszkańców o gwałt, nie budził strachu, raczej współczucie jako nieszczęśnik, ofiara niespełnionej miłości.

Najbardziej tajemnicza postać, czyli Dziewczyna z Wiadrem i Mopem, świetnie zagrana przez Agatę Moszumańską, najmłodszą stażem aktorkę w zespole. Jednak dała pokaz bardzo dobrej, stonowanej gry aktorskiej. Niby nie rzucała się w oczy, a jednak jej pojawienie się na scenie budziło niepokój, zapowiadało jakieś straszne wydarzenia. Raz była w kawiarni, innym razem w hotelu, była dla pary głównych bohaterów jak cień, który powoli ich osaczał. Jednak aktorsko Agata Moszumańska na pewno nie pozostała w cieniu.

Równie udane role, to para sąsiadów, odtwarzanych przez Magdalenę Sztejman-Lipowską oraz Witolda Kopcia. W zasadzie trudno określić, czy zabawni, czy budzący lekki strach, chyba po trochu z każdego.

Czy spektakl był udany? Czy warto na niego pójść? Był na pewno inny niż większość sztuk, które można zobaczyć na scenie. Na pewno nie jest dla tych, którzy szukają lekkiej rozrywki na wieczór, ani dla takich koneserów, którzy oczekują uwznioślenia wielką literaturą i powalenia dramatyzmem i przesadną teatralnością. Babicki razem z zespołem pokazał wieś inną niż to, co obecnie propagują media. Pokazał też sztukę inną niż to, co obecnie jest propagowane i w modzie. To sztuka dla tych, którzy cenią ironię i żart, potrafią docenić naturalność i spontaniczność, dla tych, którzy lubią dobry teatr. Ja serdecznie polecam.

 

Ewelina Drela

Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie
Mateusz Pakuła
„Biały Dmuchawiec”
reżyseria: Krzysztof Babicki
scenografia: Barbara Wołosiuk
muzyka: Janusz Grzywacz
choreografia: Zbigniew Szymczyk
światła: Olaf Tryzna
obsada: Mikołaj Roznerski, Hanka Brulińska, Jolanta Rychłowska, Agata Moszumańska, Joanna Morawska, Krzysztof Olchawa, Andrzej Radosz, Przemysław Gąsiorowicz, Artur Kocięcki, Witold Kopeć, Magdalena Sztejman-Lipowska, Tomasz Bielawie, Roman Kruczkowski, Anna Świetlicka, Monika Babicka, Grażyna Jakubecka, Anna Torończyk, Andrzej Golejewski, Jolanta Deszcz-Pudzianowska, Teresa Filarska, Kinga Waligóra, Jerzy Rogalski, Anna Nowak, Hanna Pater, Wojciech Dobrowolski, Jan W. Krzyszczak, Jerzy Kurczuk, Piotr Wysocki
premiera: 27 marca 2010 r.

 

Dodaj komentarz