W roli głównej Ferdynand Waniek Antologia sztuk czeskich dysydentów

To bardzo czeski pomysł i nawet trudno sobie wyobrazić, że zostałby wymyślony w innym kraju, do tego potrzebne jest specyficznie czeskie poczucie humoru.

Oto grupa autorów napisała cały cykl dramatów, których wspólnym bohaterem jest niejaki Ferdynand Waniek, pisarz opozycyjny w czasach realnego socjalizmu, oczywiście w ówczesnej Czechosłowacji.

Początek tej owianej już legendą zabawie dał sam Václav Havel, który napisał jednoaktową komedię „Audiencja”. Komedia tylko z pozoru jest śmieszna, bo wieje z niej zgrozą – oto kierownik browaru, w którym zatrudnienie znalazł Waniek, odsunięty od intelektualnych zatrudnień przez zapobiegliwą władzę ludową, podejmuje na tytułowej audiencji swego nowego pracownika. Audiencja to zrazu przymilna i sympatyczna, choć nie stawia w najlepszym świetle kierownika, który próbuje zwerbować Wańka na społeczne stanowisko autodonosiciela – zatrudniony w browarze pisarz miałby sam na siebie sporządzać raporty dla służby bezpieczeństwa – jako bądź co bądź człowiek obdarzony pewnym talentem literackim, w ten sposób ułatwiając życie nienawykłemu do pisania Browarnikowi.

Takie to są pasztety pana Havla i innych, a do grupy należą oprócz ojca-założyciela Pavel Landovský, Pavel Kohout i Jiří Dienstieber. Przegląda się w tym tekstach całe społeczeństwo, a zwłaszcza jego elita, którą w czasach trudnych niekoniecznie cechowała odwaga. Pisarz opisuje szczególną rolę czeskich dysydentów, powszechnie uznawanych za tych, którzy odrabiają pańszczyznę protestu za innych, tym innym pozwalając żyć z beztroskim sumieniem. Gorzkie to, ale i zabawne, zwłaszcza że poszczególne sztuki ze sobą rozmawiają, a na koniec, w jednoaktówce Kohouta „Safari” dochodzi do trafnej diagnozy także społeczności międzynarodowej – zajętej i przejętej sobą, której przypadłości gnębionych intelektualistów z Czechosłowacji nie spędza snu z powiek.

Lektura tych sztuk jest wielce pouczająca. Niektóre (Havel) bywały grywane w Polsce, ale aż pokusa bierze na maraton: gdyby tak ktoś wpadł na pomysł Nocy Wańkofanów i przygotował wielogodzinne czytanie na głos tych tekstów, może okazałoby się, że wraz ze zmianą okoliczności ustrojowych wcale nie wywietrzała z nich siła.

Tomasz Miłkowski

Atut, Wrocław 2008, s. 373, ISBN 978-83-7432-238-6

Recenzja opublikowana w Magazynie Literackim Książki

Dodaj komentarz