Tadeusz Słobodzianek, Nasza Klasa. Historia w XIV lekcjach

Dramat Tadeusza Słobodzianka kandyduje do tegorocznej Nagrody Nike.

Lekturę tego dramatu trzeba zacząć od spisu osób. Każda z 10 postaci wyposażona została w metryczkę z datami urodzenia i śmierci. Łatwo się zorientować, że wszystkie osoby dramatu nie żyją, a więc obcować będziemy ze zmarłymi. W polskiej dramaturgii i teatrze to nic nowego, od razu nasuwa się z jednej strony skojarzenie z dramatami romantycznymi, z „Dziadami” przede wszystkim, z drugiej strony z „Umarłą klasą” Tadeusza Kantora. O ile jednak w arcydramacie Mickiewicza widma i upiory są wywoływane przez gromadę, aby uporać się ze swoją winą, u Kantora są wspominane jako nigdy niezabliźniona strata, u Słobodzianka przychodzą same, nieproszone, i nie chcą zostawić żywych w spokoju. Rzecz nawet nie w wystawianiu rachunku za przeszłości (choć i to także), ile w wyzwaniu do stawienia czoła prawdzie, do uwewnętrznienia doświadczenia, które latami pozostawało gdzieś na marginesie, na zewnątrz, wypychane ze świadomości indywidualnej i zbiorowej.

Słobodzianek wraca w swoim dramacie do tragedii Jedwabnego (choć w „Naszej klasie” ani razu nazwa miejscowości nie pada) – mord na Żydach mieszkających w tym miasteczku, będący dziełem polskich sąsiadów, z którym autor nie tyle próbuje się uporać, ale z którym żyje i z którym wszyscy musimy żyć. To jest nie tylko kwestia pamięci, ale i kwestia pokory wobec przeszłości polsko-żydowskiej, której nie wolno lekceważyć, umniejszać czy zasłaniać frazesami.

„Nasza klasa”, choć w podtytule mowa o „lekcjach”, jest lekcją nietypową. Nikt nikogo tutaj nie odpytuje ani nie stawia ocen. Przeszłość opowiadają zmarli, ci, którzy zostali zamordowani, spaleni żywcem w stodole, zakatowani, i ci, którzy odeszli śmiercią naturalną z czarnymi plamami hańbiącej przeszłości. Zmarli nie mają już interesu, żeby kłamać, ich prawdomówność, pozbawiona emocji relacja ma straszliwa siłę, zwłaszcza konfrontowana z przywoływanymi w dramacie niewinnymi dziecięcymi wierszykami i przyśpiewkami, które nabierają sensu gorzko-ironicznego komentarza.

O Jedwabnem napisano w ostatnich latach wiele – były to prace historyków, reporterów. Teraz pora na literaturę. Słobodzianek zmierzył się z tematem odważnie, odnajdując właściwą formę dla tej pełnej bolesnych stron opowieści. Powstał najważniejszy polski dramat pierwszej dekady XXI wieku.

Tomasz Miłkowski

słowo/obraz terytoria, s. 108, ISBN 978-83-7453-956-2

Recenzja publikowana w Magzynie Literackim Książki

 

Dodaj komentarz