Marian Kociniak, Spełniony. Rozmawia Remigiusz Grzela

 

Kociniak nie mówił 50 lat. Odmawiał wywiadów, unikał dziennikarzy, nawet z okazji jubileuszowych spektakli. Teraz przerwał milczenie i w kilkunastu rozmowach z Remigiuszem Grzela opowiada o swoim życiu i trochę o zawodzie, o przyjaciołach i zawistnikach. Ktoś, kto spodziewał się refleksji o sztuce aktorskiej, o przemianach w teatrze, polityce czy kulturze, zawiedzie się srodze.

 

Marian Kociniak nie czuje się intelektualistą, nie próbuje nawet pozować na mędrca. Deklaruje swoją lojalność i wierność pamięci swoich wielkich guru, dyrektora Janusza Warmińskiego i Gustawa Holoubka, którego sztukę serdecznie podziwiał. Sam bywałem świadkiem, kiedy po premierach, w podzięce całował Gustawa Holoubka po staropolsku, w ramię. „Aktorzy chcą się pokazać lepszymi – mówi Kociniak – Ciągle chcą, żeby publiczność widziała ich przez filtr, jak Zofia Nasierowska fotografowała panie, one inaczej wyglądały w życiu, a na fotografiach Nasierowskiej wszystkie były śliczne za tym muślinem, te wszystkie wywiady są tak robione, maskuje się prawdę”. On nie chce niczego udawać, nie wypiera się swego plebejskiego pochodzenia, biedy zaznanej za młodu, swojej ucieczki do teatru.

Zdumiewająca jest u Kociniaka nie tylko konsekwencja milczenia w kontaktach z mediami, ale jeszcze bardziej unikatowa wierność temu samemu teatrowi – przez pół wieku związany był z warszawskim Teatrem Ateneum. To bodaj swoisty rekord, tyle lat u jednego pracodawcy czy też, jak mawia Kociniak, w jednym domu. Dla niego bowiem teatr był zawsze domem, czasem nawet przesadnie bliskim, bo bywały lata, kiedy biesiadował nazbyt intensywnie z kolegami, ale dom to dom. Tu się nie tylko pracowało, ale i gadało, grało w kości, żartowało. Toteż przeżył boleśnie, kiedy okazało się, że w jego domu, w Ateneum zabrakło dla niego miejsca. Jubileusz pracy artystycznej zamiast w Ateneum obchodził w Teatrze na Woli, gdzie wśród młodych kolegów znalazł nowych przyjaciół – na jubileuszową okazję obrał „Bombę”, sztukę dyrektora Macieja Kowalewskiego, w której z powodzeniem gra od kilku lat.

Recepta Kociniaka na sukces jest prosta, ale wbrew pozorom bardzo wymagająca, to zaledwie dwa „przykazania”: „Pierwsze – trzeba znać rolę i wiedzieć, co się gra. Drugie – trzeba szanować publiczność, która na ogół ma dobry węch, dobry słuch i nie przeszkadza aktorowi”. Niby niewiele, a tak wiele od tego zależy.

Tomasz Miłkowski

Wydawnictwo Trio, Teatr na Woli 2010, s. 312, 39 zł, ISBN 978-83-7436-229-0

 

 

 

Dodaj komentarz