Maria Dernałowicz, Juliusz Słowacki

Jubileusze mają swoje dobre strony – za sprawą Roku Słowackiego wznowiono poświeconą mu popularną biografię ze znanego cyklu PIW-owskiego Biografie Sławnych Ludzi.

Formuła tego cyklu łączy rzetelną opowieść o życiu bohatera z komentarzem na temat jego osiągnięć zawodowych – w tym wypadku na temat prac literackich. Biografie pozbawione są balastu przypisów i aparatu naukowego, co ułatwia korzystanie z nich przez szersze grono czytelników, wywodzących się nie tylko z kręgów uniwersyteckich czy środowiskowych.

Biografa pióra Marii Dernałowicz, zmarłej niedawno pisarki i badaczki literatury, znawczyni romantyzmu, napisana językiem jasnym, potoczyście, ale zarazem bez uproszczeń, jest dowodem trafności takiej formuły, w której tradycja podaje rękę nowoczesności. Autorka precyzyjnie odsłania dramatyzm wielu decyzji poety, na przykład tej, kiedy schorowany rwał się do czynu po wybuchu rewolucji w Paryżu w lutym 1848 rewolucja i ruszył do kraju, aby zagrzewać rodaków do walki. Wprawdzie autorka idzie szlakiem przetartym przed poprzedników, ale nie unika własnych komentarzy, czasem pod prąd powszechnej opinii. Ciekawa jest interpretacja finału „Balladyny” w kategoriach tragicznych: „Ludzie stający ponad tłumem musza być czyści, gdyż w przeciwnym razie zgniecie ich własne wyniesienie”, komentuje autorka, zapewniając, że wyroku „na samą siebie wydanego przez Balladynę Słowacki nie traktuje ironicznie”.

Siłą rzeczy sporo w tej książce o współzawodnictwie z Mickiewiczem, które zresztą miało korzenie zasadnicze, ideowe. Koronnym na to dowodem „Anhelli”, polemika z Mickiewiczowskim „Księgami pielgrzymstwa”. Słowacki przeciwstawia idei ofiary niewinnej, ukazanej w „Dziadach”, a także w losach bohatera „Anhellego”, koncepcję rewolucji pobłogosławionej przez Boga.

Przekonująco ukazuje monografistka tragiczną samotność Słowackiego, nie rozumianego przez otoczenie, krytykowanego za rzekomą „suchość serca” i obojętność dla „polskiej duszy”. Nawet po opublikowaniu błyskotliwych strof „Beniowskiego”, które potrafili docenić tylko Krasiński i Norwid. Pokrzepiało go jednak silne przekonanie, że „moje będzie za grobem zwycięstwo”. Po części się dokonało, o czym na koniec pisze autorka monografii. Czy jednak na miarę zasług kogoś, dla którego – jaki pisał Krasiński – „ojczyzną był język i mowa”? Ale to już zupełnie inna historia.

Tomasz Miłkowski

Państwowy Instytut Wydawniczy, s. 176, ISBN 978-83-06-03231-4

Recenzja opublikowana w Magazynie Literackim Książki

 

Dodaj komentarz