Janusz Termer Z przełomu wieków, czyli literatury dzień powszedni (1990-2008)

Autor nazwał tę książkę swoją „silva rerum”, nie była bowiem pisana z góry powziętym planem, ale na odwrót: powstała w wyniku wyboru i złożenia w całość rozmaitych publikacji z obszaru krytyki literackiej, jakie w minionym bez mała dwudziestoleciu ogłaszał Janusz Termer.

A. to w czasopismach, a to w postaci wstępów do książek innych autorów, czasem klasyków, a to w postaci wystąpień na rozmaitych sesjach literackich i sympozjach.

Gdyby ktoś o tym nie widział, mógłby sądzić, że to książka o wyrazistym kręgosłupie wcześniejszego niż pisanie zamierzenia, który tworzą dwie fundamentalne idee. Pierwsza z nich to przekonanie autora, że literatura polska nadal istnieje i owocuje, nawet jeśli to owocowanie mniej jest dzisiaj doceniane czy dostrzegane aniżeli w przeszłości, a może nawet owocowanie niekiedy poniżej oczekiwań czytelników czasów przełomu. Nie powtórzył się bowiem fenomen roku 1956, kiedy puściły rozmaite zapory i polityczne przeszkody, dzięki czemu można było mówić o literackim Październiku, ani tym bardziej nie powtórzył się fenomen literackiej burzy i naporu, radości z odzyskanego śmietnika po restytucji polskiej państwowości w roku 1918.

Druga, równie ważna, idea tej książki to niestrudzone chodzenie ścieżkami mniej uczęszczanymi. Termera interesują obszary mniej odkryte, rzadziej opisywane, albo wręcz prześlepiane. Oczywiście, nie znaczy to, aby Termer odrzucał powszechnie uznawane hierarchie dzieł i autorów – dość spojrzeń na indeks przytaczanych w jego książce autorów alby przekonać się, że królują tam Iwaszkiewicz i Gombrowicz. Kto Janusza Termera zna, wie, że potrafi całymi godzinami recytować z pamięci ogromne fragmenty „Ferdydurke”. Ale bodaj jeszcze bardziej od mistrzów fascynują go twórcy pomijani bądź niedoceniani. Tekstów takim autorom poświęconych znaleźć można w tym tomie wiele, począwszy od recenzji tomu poezji Andrzejewskiego, przy czym nie chodzi o znanego prozaika Jerzego Andrzejewskiego, ale o emigracyjnego poetę, nieżyjącego już Bogumiła Andrzejewskiego, wybitnego językoznawcę i – jak się okazuje – poetę przedniego, lubującego się w lingwistycznych zabawach.

Prawdziwym zaskoczeniem jest szkic Termera o współczesnej dramaturgii polskiej. I tu znowu nie idzie tu autor dobrze wytyczonymi śladami, ale ścieżkami bocznymi, często porosłymi, gdzie wynajduje niedocenione dramaty Andrzeja Lenartowskiego, Henryka Jachimowskiego, Jan Krzysztofczyka czy Grzegorza Kozery. Konia z rzędem reżyserom, roniącym łzy nad stanem polskiej dramaturgii, którzy znają dramaty przywołanych przez Termera autorów. A więc książka tyleż bogata, co odkrywcza.

Tomasz Miłkowski

Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2009, s. 473, ISBN 978-83-7611-459-0

Recenzja opublikowana w Magazynie Literackim Książki

Dodaj komentarz