Miłość i pamięć

 

To piękna książka. O miłości, o życiu, o psach i kotach, o kwiatach, ptakach i drzewach. I o śmierci.

 

Ale przede wszystkim o miłości. Nie wymyślona. Prawdziwa. Jak życie. To także książka o ludziach, z którymi się przyjaźnili, którzy, jak oni, w czasach PRLu, nie oglądając się na to czy można czy nie można, robili swoje walcząc o poszerzenie strefy wolnego słowa. W teatrze, w literaturze dbali o piękno, mądrość i wyrazistość słowa, nie o jego znaczenia ideologiczne. Bywało, że tę walkę przegrywali. Był także czas internowania. Ale nie te sprawy są najważniejsze w książce. To tylko tło tego życia dwojga pięknych ludzi w Ligocie Pięknej.

„Listy do Ity” Wiesława Wodeckiego to listy do zmarłej żony. Dzieci, wnuki, prawnuki, budowa domu w Ligocie Pięknej, bo miasto ich zmęczyło, bo mieli dosyć zgiełku i hałasu Wrocławia, przyjaciele, znajomi ożywają na kartach książki, są tak bliskie, że niemal dotykalne. I budzą tęsknotę. Za takim życiem. Czterdzieści lat razem. I nagle jej, Ity, zabrakło. Zabrała ją choroba, z którą zmagali się oboje. Wodecki próbował się uporać ze śmiercią Ity. I stąd te listy nie-listy pisane już po. Czy dały mu ukojenie? Myślę, że tak. Stały się nie tylko pewnym przedłużeniem jej życia, ale i możliwością wypowiedzenia wszystkiego, co nie wybrzmiało do końca, gdy żyła. Nie wybrzmiało w słowach, ale żyło w gestach, myślach, spojrzeniach, byciu razem.

Wodecki nie zbudował pomnika żonie, nie wstawił jej na piedestał. W tych listach Ita jest prawdziwa, żywa, naturalna, z rysami piękna i skazami, choć, jak wspominają ci, którzy ją znali, skaz było niewiele i były one drobniutkie, bez znaczenia. Niespecjalnie dokuczliwe – wspomina Klemens Krzyżagórski.

Ligota Piękna, w której państwo Wodeccy zamieszkali, jest faktycznie piękna. I nazwa gminy, w której leży jest piękna: Wisznia Mała. Wieś położona w pobliżu sosnowego lasu, a dom tuż przy lesie. Najpierw była letniskowa chatka wśród drzew, krzewów i kwiatów, potem dom. W książce jest „Dziennik stróżowania na budowie”, który prowadziła Ita. Strzępek ich życia i miłości do tego miejsca, wzajemnej przystawalności. 30 lipca 1977 rozpoczęły się wykopy. Oboje w tym czasie pracowali we Wrocławskim Ośrodku Telewizyjnym. Budowa szła równym rytmem, ale i widowiska teatralne w redakcji dramatu, którą kierowała Ita szły bez zakłóceń. I prace w ogrodzie: sianie, sadzenie rododendronów, róż, caprifolium, zbiór pomidorów, ptasie gniazda i pisklęta np. kosów i pierwsza noc we własnym domu: 9 października 1979. W sypialni jest tylko pół podłogi, ale to wystarcza – pisze Wodecki. Wystarcza jemu i Icie, psom i kotom. Zawsze to najszczęśliwsza chwila dnia, kiedy wjeżdżam na leśną drogę. Domy ukryte wśród drzew. Po lewej stronie klas – sosny, brzozy, dęby i akacje. (…) A kilka haustów tego powietrza działa ja narkotyk. Osobliwe uczucie – jakbym oddalał się w przeszłość, zdrowy, pozbawiony bagażu półwiecza. – pisze autor. Przewijają się w tych listach nie-listach wspomnienia chwil szczęśliwych, ale i tych gorszych i całkiem złych, gdy umarł syn Wodeckiego. I, gdy zaczęła się choroba Ity. I, gdy umierał jeden z wieloletnich przyjaciół, Juliusz Burski, potem Jarek Szymkiewicz, który już ciężko chory, jeszcze z żoną przyjechał do Ligoty w lecie 1991, potem w sylwestra. A 30 października już go nie było… Nie głaskało ich życie po głowie, ale potrafili cieszyć się każdą chwilą spędzoną wspólnie, każdą nocą i każdym dniem, każdą rośliną, która rozkwitała na ich oczach. I każdym zwierzakiem, który do nich przystał i wrósł w ich życie.

Te losy ludzkie przywoływane na kartach książki przeplatają się, jak w splotach życia, ze świergocącymi w ogrodzie ptakami, umierającymi i nowymi psami i kotami, kwitnącymi kwiatami, robieniem przetworów, czytaniem książek. Wszystko opromienione miłością. Nie, wcale nie tą, która się nie trafia, bo trafia się wielu ludziom. Tylko nie potrafią tak pięknie i naturalnie, tak szczerze o niej pisać. Ita rozjaśniała świat. Miała w sobie ten wyjątkowy blask wewnętrzny, który przyciąga ku sobie. Ale jak się robi ten środek? – pisała jedna z koleżanek Wodeckiego już po śmierci Ity. W tej książce właściwie jest odpowiedź na to pytanie. Bardzo prosta: trzeba umieć kochać. Szczerze, mądrze, naturalnie.

Justyna Hofman – Wiśniewska

Wiesław Wodecki, „Listy do Ity”; wyd. Atla 2, Wrocław 2009.

 

 

Dodaj komentarz