Nocne spotkania

Opowiadanie.

Nocne spotkania

Nie czuli już chłodu, mroźny wiatr nie smagał już ich twarzy. Jeszcze przed chwilą nie widzieli nic poza wirującym śniegiem, teraz ich oczom ukazały się mieniące kolory. Złoto i czerwień. W klubie było parno. W powietrzu unosił się zapach papierosów i ciężkich, damskich perfum. Mieszanka ta przyprawiała gości o natychmiastowy zawrót głowy. Ludzkie sylwetki zatapiały się w panującym tam półmroku. Blask świec dodawał temu miejscu tajemniczości i łagodnego charakteru. Czas płynął wolniej. Cienie leniwie przesuwały się do swoich stolików. Zamawiały whisky, likier lub wino. Zimny alkohol i gorący rytm pianina szybko uderzały do głów. Tu i ówdzie słychać było kobiecy śmiech i głośne, męskie pogawędki. Panowie w błyszczących frakach i śnieżnobiałych koszulach, panie w migoczących sukienkach, z perłami na szyi. Rozbawieni, zrelaksowani, upojeni. Wreszcie ich oczy zwróciły się ku scenie. Światła rampy sprawiły, że małe podwyższenie z połyskującą, złotą kurtyną, stało się najjaśniejszym punktem w całym klubie. Pianista zagrał pierwsze, jazzowe dźwięki a do uszu gości dobiegł delikatny, kobiecy głos. Aktorka doskonale wiedziała jak używać swoich wdzięków. Jej kocie ruchy wprawiały w zachwyt niejednego mężczyznę. Kobiety wydawały się być obojętne i lekko znudzone, ale w głębi duszy każda marzyła by być na jej miejscu. Gromkie brawa. Kolejny numer. Tym razem szybszy, bardziej dynamiczny. Raz, dwa, trzy, grand battement, cztery, pięć sześć, pirouette! Owacje na stojąco, gdzieniegdzie słychać nawet gwizd zachwytu. Następny utwór, teraz już ostatni. Aktorka czaruje głosem, używa całej swojej magii. Wie, że jest obiektem pożądania. Szybko kończy – lepiej pozostawić w nich niedosyt, wtedy na pewno przyjdą tu znowu. Czerwone róże padają na scenę. Aplauz zdaje się nie mieć końca. Jednak kiedy wszyscy już wiedzą, że dziś nie wróci na scenę, dopijają swoje wino i wychodzą. Klub zamknięty. Ostatnie pocałunki, ostatnie uściski. Wracają do domów. Każdy w swoją stronę. Wracają do mężów i żon. Może przyjdą tu jutro…

Cisza. Jak bardzo klub różni się od tętniącego życiem miejsca, którym był zaledwie pół godziny temu. Nie ma już jazzu, wina i śmiechu. Słychać tylko cichy płacz dochodzący z garderoby. Znów została sama.

Beata Wątrucka

Dodaj komentarz