Lekkomyślny powrót

Agnieszka Glińska postanowiła wystawić na scenie Teatru Narodowego ponad stuletnią, nieco zapomnianą, komedię Włodzimierza Perzyńskiego i… odniosła sukces. Jej „Lekkomyślną siostrę” ogląda się z wielką przyjemnością – ani przez chwilę nie pamiętając, że to dzieło wiekowe, trącące myszką. Reżyserce udało się bowiem zrobić spektakl bezpretensjonalny – subtelnie staroświecki (w stylizowanej scenografii i kostiumach), a zarazem współczesny.

Akcję toczącą się w XIX w. Glińska sprawnie przeniosła w lata 30. XX w. Na scenie starannie urządzono salon zubożałej, mieszczańskiej rodziny. Na podłodze widać precyzyjnie ułożony drewniany parkiet, który ciągnie się aż do pierwszych rzędów widowni. Pod ścianami stoją solidne drewniane meble: sekretarzyk, serwantka, witryna z książkami, z boku komoda ze stylowym radioodbiornikiem, na środku stolik do pasjansa i szezlong. Za rozsuwanymi drzwiami – kolejny pokój: jadalnia z wielkim stołem i pianinem, na którym raz po raz walce wygrywa pani domu. W tej świetnie skomponowanej przestrzeni – specjalnie nieco przyciasnej i zbyt dusznej – rozegra się dramat(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... rodziny Topolskich.

Między salonem a jadalnią toczy się bowiem codzienne, nudne życie domowników. Gospodarze, Helena i Henryk (w tych rolach świetni Ewa Konstancja Bułhak i Krzysztof Stelmaszyk), krążą bez życia (i celu?) po domu. Trawią czas na banalne rozmowy, wspominki dawnych, świetnych czasów oraz marzenia typu „co by było, gdyby…”. Ich pozornie spokojną egzystencję burzy tylko jeden fakt: na dobrym imieniu rodziny ciąży niechlubna historia związana z siostrą Henryka – „lekkomyślną” Manią, która porzuciła męża i malutkiego synka, wyjechała do Wiednia, gdzie nawiązała romans z dużo od niej starszym mężczyzną. Teraz Mania chce powrócić do Warszawy, pogodzić się z rodziną i zacząć nowe życie. List, zapowiadający jej rychłe przybycie, staje się przyczynkiem różnych wydarzeń, które zdemaskują prawdziwe oblicze rodziny Topolskich.

Szybko okaże się jednak, że Helena – najbardziej potępiająca Manię – sama uwikłana jest w brudny romans z Olszewskim, typowym „wyłudzaczem” pieniędzy (w tej roli doskonały Piotr Grabowski, szydzący z mitu przedwojennego amanta). Choć na pozór Topolska wydaje się stateczną i oddaną panią domu, w gruncie rzeczy tkwi w nieudanym, beznamiętnym związku i nie ma siły, by odejść od męża. Helena Ewy Konstancji Bułhak nieustannie oscyluje między próbą zachowania twarzy przykładnej żony, nieakceptującej zdrady i kłamstwa szwagierki, a nie do końca uświadomioną hipokryzją, zabarwioną cynizmem i zabawną potrzebą erotyzmu. Jej Helena jest i silna, i bezsilna zarazem. Wpisana w mieszczańskie konwenanse oburza się i bulwersuje wtedy „kiedy trzeba”, ale jednocześnie bez wahania i wyrzutów sumienia rozgrzesza samą siebie. Dodatkowo wraz z przybyciem Mani światło dzienne ujrzy jej bezradność wobec życia i złość na „głupi los”. Bo w rzeczywistości Helena, głęboko nieszczęśliwa i stłamszona, najbardziej zazdrości szwagierce odwagi w decydowaniu o swoim życiu.

Swoje niespełnienia obnażają też inni członkowie rodziny. Henryk Stelmaszyka, dziwnie wyprostowany, usztywniony, pociągający nogą, jest wiecznie czymś zirytowany. Ciągle marzy o wielkim finansowym kapitale, który pozwoliłby mu zainwestować i dorobić się fortuny. Janek (Paweł Paprocki), brat Henryka, za wszelką cenę pragnie ożenić się z dziewczyną z dobrego, zamożnego domu, ale jego wybór podyktowany jest bardziej wyrachowaniem niż prawdziwym uczuciem. Także Ada (wyborna komiczna rola Patrycji Soliman) – młoda kuzynka Topolskich, która codziennie wpada do domu bohaterów po obiad dla zniedołężniałej matki, potrafi bez wyjątku obgadywać i krytykować wszystkich swoich znajomych. W rzeczywistości Ada jak podlotek snuje marzenia o wielkiej romantycznej miłości (na wzór miłości Mani) i życiu pełnym przepychu i bogactwa.

Gdy Maria (w tej roli, powracająca po wielu latach do aktorstwa, Agnieszka Glińska) w czarnej, wydekoltowanej sukni, w butach na obcasach i z papierosem w ręku po raz pierwszy pojawi się w domu Topolskich, od razu wyda się inna. Jej nonszalanckie zachowanie, poruszanie się po salonie czy ostentacyjne leżenie na szezlongu spowodują ostre i krytyczne komentarze domowników. Ci, spętani mieszczańską obyczajowością oraz narzuconymi odgórnie rolami życiowymi, nie będą w stanie zaakceptować jej własnego zdania. Swoboda i niezależność w decydowaniu o sobie będą tylko źródłem ich irytacji i wściekłości. Sytuacja diametralnie zmieni się w momencie, gdy okaże się, że po nagle zmarłym kochanku Mania odziedziczyła ogromny spadek…

Jednak w ostatniej scenie przedstawienia „marnotrawna” siostra ubrana w białą bluzkę, dziewczęcą spódnicę i delikatne buciki jeszcze raz okaże się na wskroś… lekkomyślna. Z trudem zgromadzona rodzina tylko na krótko usiądzie przy wspólnym stole. Biel ubrania Mani i jej konsekwentna próba rozpoczęcia lepszego życia nie przyniosą prawdziwej przemiany u jej najbliższych. Nic i nikt się nie zmieni. Każdy ze swym niespełnieniem i nieszczęściem zostanie sam.

Teatr Narodowy w Warszawie

Lekkomyślna siostra Włodzimierza Perzyńskiego

Reżyseria: Agnieszka Glińska

Scenografia: Agnieszka Zawadowska

Muzyka: Maciej Małecki

Reżyseria światła: Jacqueline Sobiszewski

Paulina Borek-Ofiara

Tekst publikowany w: Przegląd Powszechny, nr 11, 2009

Dodaj komentarz