KOT FILOZOF (bajka)

Świat zamieszkują różne rodzaje kotów. Na nieszczęście zdarzają się też takie, których nie da się przyporządkować do jakiejkolwiek kategorii.

Takim właśnie nietypowym przedstawicielem kociego gatunku był kocur Fryderyk. Już od najmłodszych lat przysparzał swojemu panu nie lada zmartwień. Powodowała nim przewrotna kocia natura. Bo któż widział, by kot, zamiast w swoim legowisku, spał na filozoficznych książkach? Parę razy zdarzyło mu się, ot tak, obrócić w nicość prace studentów, które jego pan sprawdzał w pocie czoła, rezygnując z własnych rozważań. Taki właśnie był kot Fryderyk.

Nie tylko jego pan miał z nim kłopoty. Bo oto, gdy inne koty melodyjnym pomiaukiwaniem wołały go na nocną włóczęgę, Fryderyk z zapałem przyglądał się kolejnym zdaniom Sein und Zeit. Trzeba bowiem pamiętać o tym, że, będąc kotem, doskonale widział tekst, nawet przy słabym oświetleniu. Pierwszy obruszył się kocur Przetrącona Łapa – Dlaczego, zamiast iść z nami, wolisz ludzkie pisma? Fryderyku, to już tydzień, kiedy odchodzimy stąd z kwitkiem. Fryderyk gestem łapy kazał mu się uciszyć. Liczyła się dla niego w tej chwili tylko lektura. Wiedział dobrze, że jutro pan spakuje książkę do plecaka i pojedzie z nią na uniwersytet.

Powoli – bo czas płynie kotom leniwie – Fryderykowi nie wystarczała już tylko sama lektura tekstu. Żałował, że nie jest człowiekiem i nie może uczęszczać na wykłady swojego pana. Kiedy pan, przygotowując się do zajęć, wygłaszał tekst referatu, Fryderyk, niby przypadkiem, wskakiwał na fotel obok. Przysłuchiwał się słowom z wielką uwagą. Pewnej nocy na parapet przyszła kotka Lou i zapukała łapką w szybę. Fryderyk od dawna czuł do niej miętę, ale nie kocią, tylko taką normalną. Pazurami otworzył okno i jego przyjaciółka wskoczyła do środka. Fryderyku – powiedziała cicho – czy nie uważasz, że jesteś już na tyle dorosłym kocurem, że pora założyć rodzinę? – Lou, o co ci chodzi? – Bo widzisz Fryderyku, Przetrącona Łapa powiedział, że z tobą jest coś nie tak. Chciałabym być z tobą, ale coraz mniej rozumiem, co do mnie mówisz. – Droga Lou, mam w życiu priorytety, którymi się kieruję. Wybrałem taką a nie inną drogę. – Chciałam dla ciebie jak najlepiej, ale ty wolisz tkwić w ludzkich pismach. A powiedz mi, rozumiesz coś z tego? – Jestem na drodze ku Poznaniu. – Żegnaj Fryderyku!

Tak bardzo ją kiedyś kochał, ale ona przecież go nie rozumie. Chociaż książki nie są obłudne. Obłudne? Przejął do swojego kociego języka ludzkie słowa.

Przetrącona Łapa przyszedł raz jeszcze. Tym razem Fryderyk nie odmówił i poszedł z innymi kotami na nocną wędrówkę. Miał w głowie totalny koci mętlik. Postanowił pytać towarzyszy, co według nich stanowi o sensie kociej egzystencji. Zgłupiałeś? – rudy Pascal wyraźnie okazywał mu niechęć. – Chyba nie wyszedłeś z nami po to, by zadawać nam głupie pytania? – Pascalu, nie zajmę każdemu z was więcej niż parę minut. – Myślę Fryderyku, że kocia egzystencja to coś, czego nie jesteś w stanie pojąć kocim Rozumem. Pojąłbyś ją sercem, ale Lou powiedziała, że ty nie masz serca. – Nie słuchaj go Fryderyku, powiem ci, co to jest kocia egzystencja. – bury Renatus przygładził wąsy – Siedzisz na parapecie, oglądając przez szybę świat, jaką masz pewność, że to, co widzisz, istnieje naprawdę? – A jaki to ma związek z egzystencją? – Wątpię, więc jestem – Renatus dumnie wyprężył ciało. Fryderykowi spodobały się słowa burego towarzysza. Wątpię, więc jestem – co to ma w ogóle znaczyć? – nieco gruby czarny kocur zwrócił na siebie uwagę – Fryderyku, jak możesz wierzyć takiemu stwierdzeniu? Powiem ci, co znaczy słowo „egzystencja”. Wyobraź sobie, że Lou właśnie stoi obok ciebie i tylko ty ją widzisz. My jej nie widzimy, ale ty usilnie próbujesz nam wmówić, że ona stoi obok. Egzystuje to, w co wierzysz. Koty nie mogły dojść do porozumienia. Kocur Sam upierał się przy swoim, twierdząc, że jego teoria egzystencji jest słuszna. Fryderyk czuł się winny kłótni przyjaciół i postanowił, nikomu nic nie mówiąc, wrócić do domu.

Jedną rzecz Fryderyk zrozumiał z lekcji, jaką dały mu koty. Nieważne, jak wielki jest problem, który roztrząsamy, jeśli nie ma porozumienia pomiędzy inteligentnymi, na pierwszy rzut oka, istotami. Żaden z kotów nie chciał słuchać teorii drugiego, co doprowadziło do kociej kakofonii. Tak i ludzie upierając się przy swoim zdaniu, nie słuchają innych i zamiast mówić, wydają z siebie bełkot. Jutro – pomyślał kocur, tuląc się do kolan pana – jutro pójdę do Lou, może jeszcze nie wszystko stracone?

Monika Wesołowska

 

 

Dodaj komentarz