Postmodernistyczna (A)pollonia

(A)pollonia Warlikowskiego będąca koprodukcją siedmiu europejskich ośrodków (m.in. Starego Teatru w Krakowie, Festival d'Avignon, La Comedie de Geneve – Centre Dramatique, Wiener Festwochen, Theatre de la Palce w Liege ) jest jednym z najlepszych przedstawień, jakie widziałam.

W (A)polloni Warlikowskiego  wszystko ma przedrostek post: to postdramatyczne dzieło wystawiane jest w wielkiej postfabrycznej hali w równie postprzemysłowym Ursusie.
Jakże postmodernistycznym jest konfrontacja antycznych bohaterów ze zdeformowanym współczesnym spojrzeniem na nie- Ifigenia ( Anna Radwan- Garbarczyk) to nieświadoma niczego naiwna dziewczynka w komunijnej sukience. Postmodernistyczny jest też eklektyzm form-spektakl to po trosze film, teledysk, manifestacja, internetowy quiz, koncert rockowy, wykład, thriller.
    Zarówno przestrzeń sceniczna, jak i widownia są ogromne. Ogromne jest w tym przedstawieniu zresztą  wszystko- skala problemu, ważkość tematów, znakomite aktorstwo.
    Miejsce gry podzielone jest na trzy mansjony. Środkowy- to wyłożona lustrzaną podłogą scena na scenie gdzie koncertuje czteroosobowy zespół muzyczny i śpiewa Renate Jett, tu też – wykład da Elizabeth Costello ( Maja Ostaszewska). Wyznaczone przez scenografkę (Małgorzata Szczęśniak), miejsce ma wymiar symboliczny – środek sceny zdaje się być czyśćcem, miejscem oczyszczenia, złagodzenia poprzez muzykę i songi bezkresu cierpienia, zbrodni, samotności. Dlatego może wykład Elizabeth Costello o holokauście zwierząt wypowiadany również z tego miejsca przyjął znamiona kazania?
    W prawym mansjonie – ogromna przeszklona – łazienka i stół, z lewej strony pokój.
Przestrzeń sceniczną wypełniają też projekcje- aktorów śledzi operator z kamerą i zbliżenia twarzy możemy obserwować na ścianie.
    Warlikowski skonstruował swoje przedstawienie na zasadzie przewracającego się domina. Jedna historia otwiera drugą, kolejna ofiara przywołuje losy następnej zamordowanej, każde poświęcenie pociąga za sobą następne nieszczęście i śmierć. Mnogość elementów tego domina, nakładanie się planów gry, wątków i postaci wgniata mnie w fotel.
Oto bowiem zaczyna się – odgrywana lalkami scena z teatrzyku Korczaka, Dom Sierot i jego wybór, aby zginać wraz ze swoimi podopiecznymi. Po niej  wyłania się cały korowód zabójców i ofiar: Orestes, który zabił matkę, Klitajmestra, która zamordowała męża, Ifigenia złożona w ofierze przez ojca, Alkestis, która ofiarowała swoje życie za męża.
    Warlikowski jest mistrzem łączenia i kompilacji mitów z współczesnością. Admet (Jacek Poniedziałek) i Alkestis (Magdalena Cielecka) to postaci z programu typu „Randka w ciemno”- poznajemy je z filmu, w którym opowiadają o swoje wielkiej miłości,zamiłowania do seksu, pieniędzy, podróży, Orestes ( znakomity Maciej Stuhr) po zabójstwie Kiltajmestry (Danuta Stenka i najlepsza rola tego przedstawienia) odgrywa reality show ze zwłokami w łazience rodem z filmu Quentina Tarantino „Pulp Fiction”. Te sceny ukazują też pewien zabieg: nie ma w tym przedstawieniu dialogu, który prowadziłby do konstrukcji. Spotkanie jakichkolwiek dwóch postaci to przede wszystkim destruktywny monolog, kłamstwo, mijanie się, walka odrębnych racji, egoizm. Kiedy Alkestis podczas kolacji z mężem i teściami roztoczy zabawnie tragiczną opowieść o seksie delfina i człowieka, nikt nie będzie jej rozumiał, a ukochany Admet będzie udawał, że nic wielkiego się nie stanie (po kolacji Aklestis spotka się z Thanantosem (Wojciech Kalarus).
    Przedstawienie jest podróżą Warlikowskiego po bezdrożach śmierci i idei poświęcenia za wszelką cenę, a przystanki tej podróży wyznaczają kolejne ofiary jak Apolonia Machczyńska, która pomagała Żydom podczas okupacji i została za to rozstrzelana, i kaci, jakim staje się wnuk uratowanej Żydówki Chaim (Tomasz Tyndyk), który wypowie jakże przejmujące słowa: „Jestem po to, żeby zabijać”….
    Warlikowski stawia pytania i prowokuje. Momentami przedstawienie zamienia się w akademię ku czci. Jak na przykład podczas monologu Agamemnona, który, przytaczając teksty z powieści Jonathana Littella, zadaje pytanie o rozgrzeszenie zabijania, dialoguje z publicznością, zarzuca jej, nie nigdy nie będzie mogła powiedzieć: „nie zabije”, czy na początku drugiego aktu, kiedy to Elizabeth Costello ( Maja Ostaszewska) indoktrynuje nas filozoficznymi tekstami Coetzee'ego, w których porównuje los zwierząt w ubojniach do losów Żydów w obozach zagłady?
    Niezwykły jest finał tego przedstawienia – Warlikowski, jak przystało na postmodernistę, nie odpowiada nam na spiętrzone podczas przedstawienia pytania, daje drogowskaz nieoczekiwanym exodusem – utrzymanym w woodstockowym klimacie. Aktorzy przebrani już w swoje prywatne ubrania wraz z zespołem i wokalistką, jak na hippisowskim koncercie wspólnie kołyszą się, śmieją, piją wino, rozmawiają.
    Czy to jest oczyszczenie, hołd ofiarom, czy ucieczka? To chyba ostatnie pytanie, jakie stawia Warlikowski, wypuszczając widzów do domów.

Iwona Mirosława Dolecka
Warsztaty Krytyki Teatralnej

Nowy Teatr w koprodukcji (Narodowy Teatr z Krakowa, Festiwal d’Avignon, Theatre National de Chaillot w Paryżu, Theatre rogal de la Monnaie w Brukseli, Theatre de la Place w Liege, Komedie de Geneve- Centre Dramatique w Genewie, Wiener Festwochen)

(A)pollonia
Premiera:16.05.2009
Reż:Krzysztof Warlikowski
Scenografia Małgorzata Szczęśniak
Muzyka: Paweł Mykietyn, Renate Jett, Piotr Maślanka, Paweł Stankiewicz

Obsada: Magdalena Cielecka, Danuta Stenka, Maja Ostaszewska, Anna Radwan- Garncarczyk, Ewa Dałkowska, Maciej Stuhr, Andrzej Chyra, Jacek Poniedziałek, Marek Kalita i inni

Dodaj komentarz