Afisz teatrów lubelskich – listopad 2009

W listopadzie na scenach Lublina.
Teatr im. J. Osterwy
W tym miesiącu na scenę lubelskiego teatru Osterwy wchodzi wyreżyserowany przez Krzysztofa Babickiego spektakl „Noc wielkiego sezonu”. Przedstawienie to stanowi adaptację pochodzącego z tomu „Sklepy cynamonowe” opowiadania Brunona Schulza. Inscenizacja prozy Schulza – oniryczna, nierzeczywista, a jednocześnie przesycona sensualnością świata, posiadająca charakter „ duchowej autobiografii” i zarazem powracająca do uniwersalizującej rzeczywistości mitu – jest zadaniem niełatwym. Akcja opowiadania, osadzona w przedwojennym Drohobyczu oglądanym oczami żydowskiego chłopca Józefa, toczy się gdzieś na pograniczu jawy i snu, rozmywa w poetyckich metaforach lub przeciwnie, popada w naturalistyczną dosadność. Główną zasadą konstrukcji świata jest nieustanna metamorfoza. Stary Jakub, właściciel sklepu bławatnego staje się biblijnym prorokiem, rzecznikiem „straconej sprawy poezji”, a nawet …muchą. Dokonujący sprawunków klienci niepostrzeżenie zmieniają się w gromadę „klekocących kołatek” oraz „beztroski ludek Baala”, a leżące na półkach bele bawełny, wełny i flanele – w składowisko niezliczonych barw jesieni. O tym, jak poradzi sobie z „nieznośną zmiennością bytów” teatr „Osterwy”, przekonamy się podczas premierowego przedstawienia, które zaplanowane zostało na 11. XI. W obsadzie m. in.: Krzysztof Olchawa, Andrzej Golejewski, Grażyna Jakubecka i Hanka Brulińska.

Teatr im. H. Ch. Andersena
Wszystkim, którym nieco znudziła się bierna rola widza, spodoba się pewnie nowatorska propozycja „Andersena”. W dniach 12. oraz 19.XI teatr zaplanował inscenizację niezwykłego spektaklu, który będzie w całości powstawał nie tylko na oczach widowni, ale także przy jej znaczącym udziale. Będzie ona miała wpływ na wszystkie etapy powstawania przedstawienia: od wyboru tematyki, przez dobór środków ekspresji, aż po grę aktorską. Warto wybrać się choćby po to, by osobiście sprawdzić, na czym polega magia „teatralnej kuchni” widziana oczyma jej twórców.
Teatr Muzyczny w Lublinie
11 listopada, w ramach obchodów narodowego Święta Niepodległości zespół lubelskiego Teatru Muzycznego wystawi w Sali Kongresowej w Warszawie operę Stanisława Moniuszki „Straszny dwór” ( w reżyserii Roberta Skolmowskiego). Jedna z najciekawszych i cieszących się największą popularnością polskich oper to pogodna, choć niepozbawiona dramatyzmu opowieść o polskości i Polakach, ich zaletach: zdolności do poświęcenia, odwadze, bezinteresowności, ale też śmiesznostkach oraz przywarach, które czynią ich tym bliższymi, bardziej rzeczywistymi. Fabuła opery osnuta została osnuta wokół historii swoistych „ślubów kawalerskich” dwóch braci: Zbigniewa i Stefana, którzy po powrocie z wojny postanawiają „trwać oba w bezżennym stanie”, by jako ludzie nie posiadający rodziny, móc w każdej chwili wyruszyć na pomoc zagrożonej ojczyźnie. Jest to jednak zamiar trudny do wykonania, gdy na horyzoncie pojawiają się piękne córki Miecznika z Kalinowa. Bracia zaczynają się wahać. Tymczasem na kandydatów do ewentualnego ożenku zwraca uwagę Cześnikowa, która ma zamiar doprowadzić do ich małżeństwa ze swoimi kuzynkami i snuje w tym celu skomplikowaną intrygę. Akcja nabiera tempa w momencie, kiedy perypetie uczuciowe Stefana i Zbigniewa komplikują się, ogniskując wokół historii „strasznego dworu” Miecznika. A dwór jest straszny rzeczywiście… Dlaczego? Aby odpowiedzieć na to pytanie, a przede wszystkim, by móc uczestniczyć w barwnym, zrealizowanym z wielkim rozmachem muzycznym widowisku, trzeba samemu zobaczyć „Straszny dwór”. A i ci, którzy dobrze znają historię strasznego dworu, chętnie przypomną sobie arię „z kurantem”, arię Skołuby, czy finałowego mazura, z werwą odtańczonego przez członków Zespołu Tańca Ludowego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.

Scena Plastyczna KUL
W listopadzie w Galerii Sztuki Plastycznej KUL można oglądać prace Stanisława Bałdygi. Grafiki artysty charakteryzują się, świadczącą o perfekcyjnym opanowaniu warsztatu twórczego, doskonałością formalną. Harmonijne, wyważone próbują zdefiniować przestrzeń nie poprzez patos, czy monumentalność, lecz skupienie się na szczególe, tym co drobne, niezauważalne, pozornie nieistotne. Widoczne jest w nich zafascynowanie materią – jej fakturą, kontrastem porowatości i gładkości powierzchni, grą światła przemieniającą to, co zwykłe, w obszar indywidualnej wrażliwości, miejsce, w którym nadawca i odbiorca sztuki spotykają się, odnajdując fragment własnego świata.

Ośrodek praktyk teatralnych „Gardzienice”
W dniach 5-6. XI teatr zaprezentuje ędzynarodowym Festiwalu Literackim im. Josepha Conrada w „Maraton Teatralny-Kosmos Gardzienic”. W jego skład wejdą m. in. : „Ifigenia w Aulidzie” Eurypidesa w reżyserii Włodzimierza Staniewskiego, z udziałem orkiestry kameralnej pod dyrekcją Mikołaja Blajdy „Fresco Sonare” i z gościnnym udziałem Krzysztofa Globisza, wyreżyserowane przez Włodzimierza Staniewskiego  „Metamorfozy” według Apulejusza oraz spektakl Akademii Praktyk Teatralnych „Odyseja”. „Kosmos Gardzienic” wystawiany będzie w salach PWST na ul. Straszewskiego 22.

Teatr Centralny-  Teatr „Provisorium” i Kompania „Teatr”

Wszyscy, którzy nie widzieli jeszcze lubelskiej inscenizacji „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza mogą odrobić to istotne zaniedbanie w tym miesiącu. Jest to wskazane tym bardziej , że spektakl wyreżyserowany przez Janusza Opryńskiego i Witolda Mazurkiewicza został doceniony w kraju (Grand Prix Opolskich Konfrontacji Teatralnych „Klasyka Polska, nagroda za kreowanie nowej formuły teatru podczas Międzynarodowego festiwalu Teatralnego „Kontakt” w Toruniu) oraz obsypany nagrodami za granicą (nagroda Fringe First na festiwalu w Edynburgu, Grand Prix Festiwalu Małych Form Teatralnych w Rijece, Nagroda za Zbiorową Kreację Aktorską podczas Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego „Mess” w Sarajewie) i jest uznawany za jedną z najlepszych polskich adaptacji utworu Gombrowicza. Do zalet lubelskiego przedstawienia należy zachowanie charakterystycznego dla „Ferdydurke” humoru we wszystkich jego odcieniach. Błyskotliwa, precyzyjna ironia sąsiaduje tu z groteską, lekkość i polot miesza się dosadną, oscylującą wokół granicy dobrego smaku, satyrą. Gombrowicz nie zostaje na siłę wygładzony (czy też według jego własnej terminologii „upupiony”), zwycięsko udaje się uniknąć przyprawienia mu „gęby” autora szkolnej lektury. Ów „rebeliancki” charakter dzieła podkreśla gra aktorska. Jest odważnie, bezkompromisowo, niekiedy naturalistycznie.  Na równi z płynącymi ze sceny słowami przykuwa uwagę ruch sceniczny, ciało traktowane jako przedmiot walki o autonomię jednostki, wolność od form i konwencji. Taki „biologiczny” sposób przedstawienia „Ferdydurke”, niewątpliwie może budzić kontrowersje (np.: czy wolno przedstawiać w ten sposób klasykę literatury?), czyni jednak ze spektaklu Opryńskiego i Mazurkiewicza zjawisko niezwykle interesujące.

Iwona Jędrzejewska

Dodaj komentarz