OSWOJENIE MIEJSCA

Są domy, w których nie ma książek. Ściany udekorowane modnymi wzorami, ekstrawagancki dobór tapet, szokujące zestawienie barw, ale nic poza tym. Żadnej półki z książkami.

Półki na rzeczy ze sklepu dekoracji wnętrz lub po cichu z Ikei, tak. Nie na książki. Na schwytane przez kogoś słowa, nie ma miejsca. Może tylko kilka grzbietów w kolorze tapet, żeby pasowało. Taka skorupka. Aż pusto…
Są udomowione kawiarnie, miejsca wygodne, gdzie można się rozłożyć i odsapnąć. Jak u siebie. Kompletnie różne od domowych pieleszy zarazem. Żeby było to „coś”, czego w naszym „M” nie ma. Kanapa, jak w domu, bibeloty jak w domu i książki, jak w niejednym. I to „coś”. Ale mija się to miejsce, gdy stoliki puste i wchodzi po sąsiedzku, gdzie gwarno i zadymione.
Potrzebna nam myśl i potrzebni są nam ludzie…

Antresola pracowni kapeluszy „Porthos”, ul. Puławska 9/15 – miejsce klasyczne. Zdjęcia „z podróży” stworzyły miejsce kosmopolityczne. Jesteśmy tu, teraz, ale moglibyśmy być gdzie indziej, a przynajmniej ktoś, kiedyś był. I udowadnia, że są różne kraje, różne landszafty, mówi się różnymi językami. Dla uspokojenia, że nasza mała rzeczywistość też jest i jest ważna, stary kredens, żelazko na węgiel, kufer… Przed wyjazdem nie można zapomnieć o spakowaniu kapelusza…

Księgarnio-kawiarnia „Tarabuk”, ul. Browarna 6 – miejsce udomowione. Niby księgarnia, ale kanapa, stolik i pachnące cappucino podpowiadają, że w domu też są przecież książki. Tylko już zapłacone. Jest jak u siebie. Ktoś czyta, ktoś je, ktoś pracuje przy komputerze. Gwarno. Dzieci się bawią niczym nie skrepowane. Gdy przyjdą goście, mieli się kawę i kroi ciasto. Spotkanie w tym miejscu to przyjemność, po której nie trzeba sprzątać…

Teatr Druga Strefa, ul. Magazynowa 14 a – Teatr. Miejsce magiczne i prawdziwe zarazem. Przychodzi się w oczekiwaniu czegoś specjalnego. Przeżycia. I od początku trwa gra. Aktorzy od dawna już są, ale, niewidzialni dla widzów. Ci drudzy z dziecięcą powagą uznają magiczną granicę kulis. I czekają. Czekają aż zgasną światła. Teatr żyje, kiedy są ludzie. Wejść do teatru rano, kiedy cicho i nikt nie zajmuje należnego mu miejsca, to zrozumieć, że tu nie ma nic, poza człowiekiem. Pusty teatr, bez aktorów, publiczności, to tylko krzesła i deski. Same wnętrzności, bez duszy. Ale jest dreszczyk przyjemności, że się te wnętrzności ogląda, gdy inni mogą je zobaczyć na pięć minut przed dzwonkiem, już pięknie ubrane w oczekiwanie…

Związek Literatów Polskich, Krakowskie Przedmieście 87/89 – miejsce dostojne, nadobne. Z szacunkiem zerkam na poszarzałe czasem ściany. Byłam tu kiedyś. Pracując nad swoją książką – pracą dyplomową, w jednym z pokoi siedziałam przez chwilę przyjęta przez pisarza, Piotra Wojciechowskiego. Miło tu wrócić. Wchodząc po schodach, zadaję sobie pytanie, ile godnych nazwisk tędy stąpa. Chciałabym kiedyś podejrzeć przez dziurkę od klucza, jak wygląda dzień tutaj. Jak osoby, które miały tu powód przyjść, wymieniają się opinią, jak żywo dyskutują na wydawać by się mogło skostniały temat… A kiedy zamkną za sobą drzwi gabinetu, zapadają w ciszę, by napisać, przeczytać. 

Miejsce. Każde z nich inne, pod jednym względem takie samo. Łączy je szacunek do myśli człowieka. Do książki, przedstawienia, fotografii. Miejsce wrażliwe na piękno ludzkiego umysłu, na ludzkie zdolności, pragnienie uchwycenia ulotnego. Myśli, słowa, chwili. Bycie w takich miejscach, to jak degustacja. Nie dostajemy nic na talerzu, ale możemy skosztować atmosfery, skorzystać ze szczególności miejsca. To tak, jakby być wybranym… Biegając na zajęcia z Laboratorium Reportażu, bywałam na Wydziale Dziennikarstwa, w Liceum przy Bednarskiej. Miejsca oczywiste, by słuchać swojego mentora. Te Nasze miejsca dają coś jeszcze. Szczególność spotkania. Miejsce, kryjące tajemnice pięknych umysłów. Chciałoby się kiedyś móc do nich dołączyć…

Zuzanna Talar-Sulowska

Dodaj komentarz