Kamienica

Szare kamienice, stojące nieopodal parku powoli wyłoniły się zza mgły.
W jednej z nich znajduje się moje nowe mieszkanie. Idę powoli, bacznie obserwując najbliższą okolicę. Wszystkie budynki wydają się wyglądać identycznie. Ciekawe, który z nich ma numer 6? To właśnie w nim spędzę najbliższy rok.  Rozpoczynam studia. Nowi ludzie. Nowe perspektywy. Nowe miasto. Nie ma ucieczki do domu.  Przez dziewiętnaście lat wiodłam spokojne życie w małej miejscowości na południu Polski. Teraz to się zmieni. Warszawa – miasto marzeń! Pałac Kultury i Nauki, Stare Miasto, Syrenka – z tym do tej pory kojarzyła mi się stolica. Ale już od 1 października będzie mi się kojarzyła ze studiami. Wymarzony kierunek na jednej z najlepszych uczelni w Polsce. Będę mogła rozwijać swoje zainteresowania, poznam osoby podzielające moje pasje. Przecież jak ktoś idzie na historię sztuki, to chyba niemożliwe, żeby się nią nie interesował. Ja uwielbiam. Chodzę po muzeach, galeriach i sama maluję. Mam artystyczną duszę.
O! Oto i jest moja kamienica. Przed oczyma zobaczyłam wielki, zaciemniony budynek, który, zdaje się, że od wielu, wielu lat nie był remontowany. Gdzieniegdzie widać było spadające tynki. Klatka schodowa wcale nie wyglądała lepiej. Ciekawe na którym piętrze jest mieszkanie numer 21? Oczywiście – nigdzie żadnej informacji. Tchnięta przeczuciem postanowiłam pójść po schodach na górę. Kręte, kamienne schody, pamiętały chyba jeszcze czasy II wojny światowej. No cóż, jak się chce tanio wynająć mieszkanie, to można się tego spodziewać. Na pierwszym piętrze znajdowały się trzy mieszkania. Na żadnych drzwiach nie zauważyłam numeru. Podeszłam do pierwszych z lewej strony i nacisnęłam dzwonek. Nikt nie otwierał. Może dzwonek jest zepsuty? Zapukałam, jednak i to nie przyniosło oczekiwanego efektu. Zniechęcona podeszłam do drugiego mieszkania. Tym razem miałam szczęście – otworzyła mi jakaś staruszka. Zapytałam ją o numer mieszkania. Nie odpowiedziała, po chwili, mamrocząc coś niewyraźnie zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. Trzy razy sztuka – miałam nadzieję, że może trzecie mieszkanie ma numer 21. Zirytowana, zapukałam do drzwi, w których po chwili pojawił się starszy mężczyzna z melonikiem na głowie. W ręku trzymał laskę, zakończoną, misternie wyrzeźbioną głową lwa. Najwyraźniej szykował się do wyjścia.
– Dzień dobry. Czy to mieszkanie numer 21? Ja w sprawie wynajmu – powiedziałam.
– Pani studentka? To my się umawialiśmy na dziś?
– Tak… Jeszcze wczoraj dzwoniłam, żeby potwierdzić termin spotkania.
– Nie przypominam sobie. Ale w moim wieku ma się już kiepską pamięć moje dziecko. Właśnie miałem wychodzić, ale skoro przyszłaś, wejdź do środka. Przygotuję ci herbatkę, omówimy szczegóły. Potem pójdę na spotkanie.
Weszłam do środka. W mieszkaniu roznosił się zapach cynamonu.
– Przejdź do pokoju – rzekł krótko.
Pokój był ogromny. Ściany miały łososiowy kolor. Wisiały na nich różnorodne obrazy. Na suficie były namalowane anioły, które od razu wzbudziły mój zachwyt. Po środku pokoju stał okrągły, dębowy stół i cztery krzesła. Usiadłam na jednym z nich i czekałam na przyjście gospodarza.
– Proszę, oto herbata i ciasto. Mam nadzieję, że lubisz szarlotkę, dziecko?
– Mam słabość do słodyczy.
– Kiedy chcesz się wprowadzić?
– Jak najszybciej. Jeszcze w tym tygodniu.
– Rozumiem, że już widziałaś pokój?
– Nie. Jeszcze nie. Przyjechałam obejrzeć.
– Czyli nie jesteś zdecydowana? To idź zobacz pokój… Jak stąd wyjdziesz, to drugie drzwi na lewo.
Pokoik był przytulny. Znajdowało się w nim łóżko, biurko, szafa i półki na ścianie. Dużo miejsca na ubrania i książki. Podeszłam do okna. Widok niestety nie był zbyt obiecujący. Widziałam okna sąsiadów z przeciwka. Podwórko na dole było ciemne. Mało światła wpadało do pokoju. No tak… wcześniej nie widziałam, że to podwórko – studnia. Hm…pokój sam w sobie mi odpowiadał, za tak przystępną cenę. Cóż do widoku można się przyzwyczaić. Po dwóch miesiącach nieudanych poszukiwań mieszkania było mi już prawie wszystko jedno, gdzie zamieszkam, byle by to nie był akademik.
Wróciłam do pokoju z aniołkami na suficie i uroczyście oznajmiłam staruszkowi, że możemy przystąpić do podpisania umowy.
– O… To panience podoba się pokój?
– Wie pan, pokój ładny, tylko ciemny, i widok kiepski.
– Tak… ale można się do tego przyzwyczaić.
Dwa dni później przywiozłam swoje bagaż. Zaczęłam rozpakowywać rzeczy. Usiadłam na łóżku. Spojrzałam w stronę okna i odniosłam nieprzyjemne wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. W oknie naprzeciwko zauważyłam człowieka. Mężczyznę w średnim wieku. Na głowie miał szlafmycę. Stał i patrzył w moim kierunku. Niby się przeciągał. Niby poprawiał firanki, a jednak jego wzrok gdzieś błądził.
– Dziwny lokator – pomyślałam – mam nadzieję, że nie będzie tu patrzył całymi dniami.
Jak się niebawem okazało moje nadzieje były złudne. Sąsiad z naprzeciwka najwyraźniej nie miał żadnego zajęcia, bo kiedy tylko odsłaniałam zasłony w moim pokoju, on już siedział w oknie. Zapytałam pana Chojrakowskiego, u którego wynajmowałam pokój, kim jest tajemniczy mężczyzna, mieszkający po przeciwnej stronie kamienicy.
– To Rysiek Migdał. Były dziennikarz. Odkąd stracił pracę, przesiaduje bez przerwy w swoim mieszkaniu, nie ma co robić, to gapi się przez okno. Zamiast nowej roboty sobie poszukać. Pobiera zasiłek dla bezrobotnych. Zdrowy chłop, a państwo z naszych podatków płaci na takich jak on – odpowiedział z nutką irytacji w głosie.
– A jeszcze chciałam zapytać o sąsiadów z tego piętra. Kim są pozostali lokatorzy?
– Pod 20 mieszka pani Genia, największa plotkara w mieście. Emerytowana nauczycielka. Ona często przychodzi do mojej żony. Myślę, że wkrótce ją poznasz. Ja za nią nie przepadam. W ogóle unikam ludzi. Natomiast pod 19 mieszka Edek. On handluje na bazarze. Uważaj na niego. Dużo pije, a wtedy robi się nieprzyjemny. My staramy się żyć w zgodzie z sąsiadami. Mam nadzieję dziecko, że ty nie popsujesz tych relacji.
No tak… czyli nie ma żadnych szans na zwrócenie sąsiadowi uwagi, żeby nie gapił się w moje okna.
    Nazajutrz miałam okazję poznać Edka. Wracałam wieczorem z zakupami, on właśnie wtaczał się chwiejnym krokiem na piętro.
– Może panienka mi pomoże wejść po schodach? – zapytał bełkotliwie.
– Niestety bardzo się śpieszę – odrzekłam.
Wolałam nie wdawać się z nim w dyskusje.
– Ooo… To nieładnie odmawiać bliźniemu pomocy! – krzyknął.
Ale ja już wchodziłam do mieszkania numer 21.
W domu zastałam żonę pana Chojrakowskiego. Starszą, dystyngowaną kobietę. Do tej pory nie widziałam jej osobiście, tylko rozmawiałam z nią przez telefon. Przywitałam się i poszłam do swojego pokoju. Popatrzyłam przez okno. Pan Rysiek najwyraźniej zaprzestał obserwacji. Bardzo mnie to zdziwiło i ucieszyło jednocześnie. Może znalazł nową pracę? Przez kolejne dni w jego mieszkaniu nie paliło się światło. Skoro on cały czas przebywał w domu, to dlaczego siedział po ciemku? Dlaczego od pewnego czasu już nie siedział w oknie?
Kiedy przez następny tydzień ani razu nie pojawił się w oknie, nabrałam podejrzeń, że chyba musiał gdzieś wyjechać. Zapytałam o to pana Chojrakowskiego. On odpowiedział, że go to nic nie obchodzi, czy Rysiek wyjechał czy nie. Za wariatem nie nadążysz.
     Z tej odpowiedzi wywnioskowałam, że on pana Migdała po prostu nie lubi. Nie wiedziałam tylko dlaczego.
W poniedziałek rano byłam jeszcze w półśnie kiedy, przybiegła do nas pani Genia i konspiracyjnym szeptem oznajmiła, że Ryszard Migdał z przeciwka popełnił samobójstwo. Powiesił się. Zostawił list pożegnalny, w którym napisał, że jego dalsza egzystencja nie ma sensu, bo praca była dla niego wszystkim. W mieszkaniu znalazła go córka, zaniepokojona faktem, że nie odbierał telefonów.
– Skandal, skandal na całą dzielnicę – bulwersowała się sąsiadka – już widzę nagłówki gazet: „Bezrobotny dziennikarz Ryszard M. powiesił się w swoim mieszkaniu”. W jakim świetle to nas będzie stawiać?
– Pani Geniu, proszę się uspokoić – rzekła spokojnie pani Chojrakowska.
– A mnie tam go wcale nie jest szkoda – wtrącił rzeczowym tonem Chojrakowski – zgłupiał facet na stare lata. On i tak nie pasował do naszej kamienicy.
– A ta nowa dziewczyna pasuje? Ta wasza współlokatorka? Z prowincji przyjechała i jaką paniusię udaje. Wczoraj Edek prosił ją o pomoc, bo wiadomo, że jak popije to ma problem, żeby po schodach wejść na górę. A ona nic. Uciekła do was do mieszkania. Ja sama, mimo że już nie jestem pierwszej młodości musiałam Edka po schodach na górę wprowadzać. Takie mam dobre serce!
– Z pijakami nie każdy się zadaje i bardzo dobrze.
– Pan mi coś sugeruje?
– Żeby pani nie wściubiała nosa tam gdzie nie trzeba, a teraz pozwoli pani, że my pójdziemy spać, a panią pożegnamy. Do widzenia – powiedział Chojrakowski i wyprosił sąsiadkę za drzwi.
Pani Chojrakowska stała jak wryta.
– Jak ty się odnosisz do Geni?! Jutro już cała kamienica będzie nas obgadywać, że losem Ryśka się nie przejmujemy i jeszcze, że chamski dla Geni byłeś.
Następnego dnia w gazetach opisali tragedię pana Ryszarda Migdała. Była też wypowiedź jego córki, która dziwiła się jakim cudem, nikt z lokatorów nie zorientował się, że z jej ojcem działo się coś złego. Przecież tej śmierci można było uniknąć. Jednak w tym bezdusznym świecie mieszkańców kamienicy numer 6 nikt nie zwracał uwagi na ludzi nieszczęśliwych. „Niegroźny wariat” – tak tu się mówiło o panu Ryśku. Nikt z sąsiadów go nie odwiedzał. Nikt go nie rozumiał i nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, jak ten człowiek czuł się zagubiony. Nawet przebywając wśród ludzi można czuć się samotnym.
A w telewizji wieczorem zobaczyłam panią Genię, która teatralnym gestem wycierała sobie chusteczką łzy i wychwalała pod niebiosa pana Ryszarda M. Mówiła, że dla wszystkich mieszkańców to wielka strata. Na pytanie dlaczego nikt nie zapobiegł tragedii nie potrafiła odpowiedzieć…
Małgorzata Nowacka

Dodaj komentarz