Szkoła gustu, czyli Chór u Szekspira

Czytam recenzję "Opowieści zimowej" [Teatr Polski, reż. Jarosław Kilian] i oczom nie wierzę: "Być może zatem – pisze recenzentka Dziennika Gazety Prawnej – zabieg zastąpienia chóru narratorem (Olgierd Lukasiewicz), który przedstawia się jako Czas i będzie przenosił widzów w przestrzeni i panował nad upływem dni, wyadje się trafny i uzasadniony"
Wielkie tu materii pomieszanie, a język gięty, że aż się człek pod jego ciężarem ugina. Na jednym tylko się skupmy. Skąd u licha ów chór u Szekspira? W dodatku przez narratora zastąpiony. Co więcej, który jako czas się przedstawia. A grasuje po przestrzeniach. Dumam i dumam, stary już jestem, pamięć nie ta, więc sięgam po egzemplarz "Opowieści zimowej" i pokornie sparwdzam. Chóru jednak w nim nie masz. Ani narratora. Jest za to postać, okreslona jako Czas. Chociaż to się zgadza. Ale ten chór…
Z pomocą przycvhodzi Internet, klikam i odnajduję wywiad, no, wywiadzik raczej, którego udzielił reżyser Jarosław Kiliian przed premierą, a w nim piowiada tak: "Opowieść. .." jest historią króla Sycylii Leontesa, grzesznika, który przez zazdrość niszczy życie najbliższych i swoje. Dla mnie głównym bohaterem jest tu Czas, który pojawia się w postaci chóru.
I wszystko jasne – recenzenta "Opowieści" nie czytała, na oczy nie widziała w druku, ale rzuciła okiem na wywiad, przeczytała niedokładnie i stąd jej fanatzyjne wnioski o Chórze w Narratora przemienionym, co Czasem się każe zwać.
Tak trzymać, jak mawiała Fleszarowa-Muskat.
Semła

Dodaj komentarz