Krwawa Jatka, czyli opowiadanie dygresyjno  teatralne

– Trup, na własne oczy widziałem. Trup przyjeżdża – Niezwykła, nie tylko z racji na okoliczności, informacja zwróciła uwagę pozostałych pasażerów busa.

– Jak to przyjeżdża i jeśli już to trupa widziałem. – pozwoliła sobie sprostować pani, która przerwała na chwilę układanie zakupów.
– Nie! Widziałem, że przyjeżdża.
– Gdzie pan widział? – grzecznie zapytał sąsiad, który dobrze znał impulsywność informatora.
– Jak to gdzie? W gazecie, co prawda nie na pierwszej stronie, tylko w jakimś dziwnym dziale, ale tytuł dużym drukiem. Widziałem, co prawda przez chwilę, bo przecież spieszyłem się na autobus, przez kolejki przy kasie już byłem spóźniony, a zresztą ten z gazetą zaraz sobie poszedł i …
– Wie Pan, dziś nic nie jest pewne, a tym bardziej, to co ci dziennikarze wypisują – stwierdzenie sąsiada dopełniał lekki, acz nie pozbawiony ironii uśmiech.
– Trup – może jakiś bandyta?- podniósł wzrok znad najnowszej gazetki promocyjnej i odrobinę głos miłośnik nie tylko wyprzedaży, ale również sensacji.
Coraz więcej pasażerów uczestniczyło w informacyjnym śledztwie, a kierowca, manewrując na parkingu, ściszył radio.
– Nie… chyba kobieta, bo przyznam się, zasiał pan we mnie wątpliwość i próbuję odtworzyć ten tytuł. To jednak ona nieboszczka biedaczka.
– Skąd taki wniosek? – padło kolejne krótkie pytanie sąsiada.
– Bo, bo no nie mogę być już niczego pewnym, tam, w sklepie było napisane, to znaczy w tej gazecie pisali: trupa przyjeżdża.

– No to będzie się działo: media, tv, radio, prasa, wszyscy przyjadą tu na prowincję – siedząca na tylnym fotelu kobieta nie wiedziała, czy to powód do radości, czy obaw i nerwowo poprawiła grzywkę 5 letniej córce.
– Szanowni Państwo – właściciel ironicznego uśmiechu przybrał oficjalny ton – nie chcę odbierać złudzeń, choć stwierdzić muszę, że jest to możliwe.

    Siedząca za nim dziewczynka właśnie zrobiła wielkiego balona z pracowicie żutej gumy, a ten właśnie pękł, zapewne za sprawą nadmiaru emocji. Guma do żucia to zdobycz ostatniej szansy. Nie zawsze udaje się wykorzystać końcową fazę cierpliwości mamy i wynegocjować kupno słodkich zapasów na drogę. Jak to dobrze, że ktoś pomyślał o ustawieniu stojaków ze słodyczami tuż przed kasą. – Pomyślała dziewczynka. Przestała zajmować się pamiątką z weekendowej jazdy na rowerze i zwiększyła siłę nacisku, a także prędkość ruszania szczęką. W sobotę polała się krew, ale teraz został po niej tylko niewielki strupek na kolanie. Szkoda, że mama nie widziała, jak wielkiego balona udało jej się zrobić, ale przyjazd zarówno nieboszczki, jak i przedstawicieli mediów, to jednak wielkie wydarzenie, na miarę najpoczytniejszego tabloidu. Co prawda mama czyta głównie nagłówki i pierwsze oraz ostatnie strony wywieszane przed kioskami, ale w środku nie ma nic poza plotkami. Teraz za to obie śledzić będą tok kryminalnej rozmowy. Razem z nimi przysłuchują się pozostali pasażerowie. Najpierw połączył ich jeden cel, czyli comiesięczny wyjazd do centrum handlowego, a teraz wspólnie chcą poznać szczegóły tej niezwykłej wizyty. Wracają do domu jednym busem, prawie tak jak przed laty wracały teatralne wycieczki, których organizowanie zalecane było przez najwyższe władze państwowe. Dziś ludzie sami organizują podobne wycieczki, a i cel jest zbliżony. Przecież to w siedzibie jednego ze stołecznych teatrów jest teraz hipermarket.
Powróćmy jednak do tematu nieboszczki.

-Tak, jest to możliwe – wypowiadający te słowa sprawdził, czy wszyscy wystarczająco skupili uwagę na słowach i osobie, która je wypowiada. – Do nas, rzeczywiście już niedługo przyjeżdża trupa.
-No! Czyli prawdę pisali! – z satysfakcją stwierdziła wierna czytelniczka tytułów prasowych.
– Trupa teatralna. – dodał spokojnie sąsiad i od razu odczuł, jak napięcie uwagi zamiera z każda chwilą. – Tak, to część tradycji teatralnej, ledwo żywej, ale jak się okazuje, jeszcze na tyle silnej, by zagościć w naszych okolicach.
Jednoczesne doświadczenie rozczarowania jeszcze bardziej scaliło tę niewielką społeczność. Teatr to jednak nie nieboszczyk, choć media donosiły swego czasu o akcji palenia zniczy pod niektórymi teatrami, ale przecież tego pasażerowie zapewne nie widzieli. Nikt do pory nie uświadomił im głodu współczesnej sztuki, ale już niedługo, dzięki inicjatywie Instytutu Teatralnego do miasteczka przyjedzie teatr, może nawet z jakąś znaną aktorką?
– Pan to umie pozbawiać marzeń. Ugryź się pan w język! – wyrwało się miłośnikowi gazetek i sensacji.
– O widzę, że pan żądny krwi. – Tym razem już nie za sprawą ironii, lecz z racji na rozbawienie sytuacją ponownie pojawił się uśmiech na twarzy, jak się okazało najlepiej poinformowanego uczestnika wycieczki.
– Łzy, emocje, krew – tego chcą ludzie. Na co im teatr? – przez chwilę zastanowił się milczący dotąd pasażer.
– Ależ proszę pana, właśnie to wszystko jest teraz w teatrze. Mogę zapewnić, że na scenie będzie wszystko, czego widzowie a może raczej reżyserzy tak bardzo teraz potrzebują: emocje, ba, silne emocje, ostre słowa i krew. Łzy, emocje, krew podane na ostro i oczywiście nieboszczyk, niekoniecznie w szafie, a także gratis,w ramach kulturalnej promocji, problem poczucia tożsamości – dodał w myślach.
– Wie pan, ta rozmowa to istna farsa- stwierdziła milcząca nazbyt długo jak na swój temperament właścicielka największej ilości toreb.
Już po chwili kolejne osoby gotowe były głośno wyrazić swoje emocje, gdy oto niespodziewanie pojawiły się łzy i krew. Dziewczynka z modnie obciętą grzywką i zapasem słodyczy jak dotąd nie wypowiedziała słowa. Uważnie nasłuchiwała dociekań. Ale z racji na nieobecność nieboszczki i jej udzieliło się ogólne rozczarowanie. Po cichu powróciła do zaniechanej kilka minut temu czynności.
Teraz wszyscy patrzą w jej stronę, a ona drżącymi z bólu ustami wyznaje ze wstydem:
– Mamo, rozdrapałam sztrupek.

Dorota Gill

Dodaj komentarz