Bajka o dobroci

Gdzieś daleko stąd, za górami, za lasami, za siedmioma jeziorami, wśród pól i łąk, znajdowało się małe miasteczko.
W miasteczku, w malutkiej chatce mieszkała pewna bardzo stara kobieta. Miała chyba ze sto lat. Była znana ze swej mądrości. Ludzie często przychodzili do niej po radę, a ona chętnie pomagała w rozwiązywaniu problemów. Pewnego dnia zjawił się u niej ośmioletni, rezolutny chłopiec o imieniu Antoś. Był on synem ubogiego krawca. Matki nie miał, bo jak był młodszy, to aniołowie zabrali jej duszę do nieba.
– Babuleńko. Przychodzę do ciebie z pytaniem, co mam zrobić, żeby pomóc mojemu biednemu ojcu? On szyje ubrania, ale ostatnio coraz gorzej nam się wiedzie. Ludzie nie zamawiają ubrań. Ledwo wiążemy koniec z końcem.
– Chłopcze, mam dla ciebie jedną radę: pomagaj innym, wtedy inni będą pomagali tobie. Dobro zawsze wraca do człowieka.
Te słowa wcale nie pomogły Antosiowi. Zdenerwowany podziękował staruszce za radę i udał się w drogę powrotną do domu. Gdy szedł przez las, usłyszał cichy głosik, wzywający pomocy. Dobiegał gdzieś zza drzew. Rozejrzał się dookoła i zobaczył dół. To stamtąd było słychać głos. Spojrzał w dół i zobaczył tam jeża.
– Pomóż mi chłopczyku, wpadłem tutaj i nie mogę się wydostać – rzekł jeż.
Antoś niewiele się namyślając zdjął z szyi szalik i podał jeżowi, mówiąc:
– Pójdź w górę po tym szaliku.
Jeż posłuchał i już po chwili był przy Antosiu.
– Dziękuję ci za pomoc. Jak tylko będę mógł, odwdzięczę się.
Chłopiec poszedł dalej swoją drogą, aż doszedł do rzeki. Znów usłyszał wołanie o pomoc. W wodzie zobaczył tonący worek. Stamtąd wzywano pomocy. Antoś szybko wskoczył do wody i wydobył worek na ziemię. Okazało się, że w worku znajdował się kot, którego zły właściciel chciał się pozbyć.
– Dziękuje ci chłopcze. Odwdzięczę ci się w przyszłości – powiedział krótko kot i zniknął wśród traw.
W końcu chłopiec dotarł do domu. Ojciec zdziwił się, dlaczego ubrania Antosia były mokre.
– Ratowałem kota – odpowiedział chłopiec.
– Przebierz się w suche rzeczy, przeziębisz się, wtedy dopiero będzie problem. Dziś na obiad -zupa fasolowa. Jedz szybko. Ja muszę uszyć ubranie dla pewnej damy, która tu przyszła podczas twojej nieobecności. Zażyczyła sobie bogato zdobioną suknię. Uszycie takiej będzie bardzo czasochłonne. Zwłaszcza że muszę ją uszyć w tydzień. To była córka króla – księżniczka Gertruda. Musi być zadowolona z tej sukni. Zagroziła, że jak jej nie uszyje w tak krótkim czasie, to będę musiał zamknąć mój zakład. A wtedy chyba pomrzemy z głodu… – powiedział krawiec i łzy pociekły mu po policzkach.
– Nie płacz ojcze. Jakoś sobie poradzimy.
Przez cały tydzień krawiec pracował nad suknią dla księżniczki. Niestety wkrótce skończyły mu się tkaniny. Nie stać go było na zakup nowych, a suknię musiał dokończyć.
Antoś siedział przed domem i myślał, jak mógłby pomóc ojcu. Nagle ujrzał jeża.
– Chłopcze, czemu masz taką smutną minę? – zapytał jeż.
– Mój ojciec musi dokończyć szycie sukni dla księżniczki, ale zabrakło mu tkaniny.
– Wiem, jak mogę ci pomóc. W lesie mieszkają jedwabniki. Utkają dla twojego ojca tkaniny. Przyjdę tu jeszcze wieczorem..
Jeż wyruszył w stronę lasu. Wrócił po zachodzie słońca. Niósł na kolcach paczkę.
– Chłopcze, masz tutaj paczkę z tkaninami. Ty pomogłeś mnie, więc teraz ja pomogę tobie.
Antoś wziął od jeża paczkę, rozpakował i ujrzał najpiękniejsze, jedwabne, różnokolorowe tkaniny. Podziękował uprzejmie jeżowi i pobiegł do ojca, aby pokazać ten cudowny podarunek.
– Antosiu! To najładniejsze materiały, jakie kiedykolwiek widziałem. Skąd je masz?
– Dostałem w prezencie za okazaną pomoc.
Stary krawiec zaniósł materiały do pracowni i krzyknął:
– O nie! Suknia!
Okazało się, że myszy pogryzły to, co dotychczas krawiec uszył. Miał co prawda nowe materiały, ale jak tu się pozbyć myszy?
Na pomoc nie wiadomo skąd, przyszedł kot, którego Antoś uratował. Wyłapał wszystkie myszy, jakie były w domu
Krawiec w spokoju dokończył suknię. Następnego dnia przyszła księżniczka. Suknia tak jej się spodobała, że zaprosiła krawca do zamku i mianowała nadwornym krawcem królewskim. Od tej pory ani mały Antoś, ani stary krawiec nie zaznali już biedy.
Staruszka miała rację – pomyślał Antoś. – Jak się komuś pomaga, to dobro zawsze wraca do człowieka. Postanowił pójść podziękować starowince za radę, ale kiedy zapukał do drzwi jej maleńkiej chatki, nikt mu nie otworzył…
Małgorzata Nowacka
 

Dodaj komentarz