SŁUPSCY POECI W IRLANDZKICH KLIMATACH

Jak to czasami przypadkowa zbitka dwóch różnych przestrzeni rzecz z natury dziwną jeszcze dziwniejszą czyni.
Image

W magicznej, pełnej symboliki przestrzeni Salonu Kapeluszy „Porthos” zagościła 11 września 2009 roku poezja. Nie po raz pierwszy, a zapewne i nie ostatni.  Na dole salon – sklep z kapeluszami (jakże pięknymi!) najprzeróżniejszych bibelotów, fotografii, pamiątek pełen. Tylko fortepianu brak do dopełnienia jego magii. Ale na to i, niestety, miejsca brak. Chciałoby się jednak, wchodząc, pianistę przy pianinie czy fortepianie ujrzeć, na bieg jego palców po klawiaturze popatrzeć, dyskretnej muzyki posłuchać, w  rytm jej szumów, tonów i półtonów kapelusz wybierać. Byłam – a i będę niewątpliwie – tam wielokroć i zawsze mnie ten klimat, ta atmosfera, ta magia wyczarowana przez właściciela, Ryszarda Wrzesińskiego – Porthosa, na nowo urzeka. Nie tylko urzeka, ale i wciąga w świat jakby z „Harry`ego Pottera” wzięty (kto czytał, to pamięta te opisy sklepów magicznych) i z ducha „Trzech muszkieterów” się wyłaniający. Ostatnio w Salonie jest także Muzeum. Unikalne Muzeum Naparstków. Zbiór nie tylko imponujący z całego świata, ale i piękny. Kto by pomyślał, że zwykły naparstek może być tak niezwykły, może być dziełem sztuki.
    No więc w tym to klimacie… A! Skąd ta Irlandia? Na antresoli, w galerii, wiszą irlandzkie fotografie Ryszarda Wrzesińskiego, dla którego kraj ten stał się drugą ojczyzną. „Fotonotatnik” Porthosa ukazuje Irlandię mało nam znaną. Są to jakby wyrwane z kontekstu fragmenty irlandzkiej ulicy, krajobrazu, jakieś przedmioty, jakieś zapiski sytuacji „tu” i „teraz” uchwyconej w sposób reporterski. I to tworzy klimat. Klimat Irlandii tak sugestywny, że ten, kto tam nigdy nie był go czuje, a kto był, zanurza się w świat wspomnień, w których ten kraj ożywa w nim na nowo. Gdy jako młody człowiek znalazłem się po raz pierwszy w Londynie, wszyscy przebywający tam koledzy, polscy muzycy estradowi, marzyli o wyjeździe do Irlandii, ówczesnej Mekki wielu gatunków muzyki grywanej w pubach i nocnych klubach. Po latach – wraz z ogromną rzeszą młodych Polaków – zadomowiła się tam moja najmłodsza córka, Małgorzata. Porthos wyruszył więc po śladach córki, łapiąc w obiektyw miejsca, które ją zauroczyły, w których mieszka, pracuje, uczy się, odpoczywa. To, co prezentuję na wystawie, to zarówno fotografia o charakterze artystycznym, jak i fotografia emocjonalna. Ta ostatnia szczególnie przemawia do tych, którzy byli w Irlandii. Udała się w tych fotografiach p. Wrzesińskiemu rzecz niezwykła: nasycenie – czy wysycenie – emocjami. Te zdjęcia tylko czekają na oko widza, by nim zawładnąć, by skraść jego duszę i wlać weń tęsknotę. Za powrotem, za wyjazdem tam, by nie tylko zobaczyć te krajobrazy, puby, ulice, ale pooddychać tym bardzo specyficznym powietrzem, łyknąć tę codzienność. Dzika przyroda fascynuje dzikością, dublińska ulica niebywałą różnorodnością – tygiel, w którym warzy się wszystko naraz, z którego wyskakuje, a to anioł, a to grajek uliczny, obdartus, clochard i eleganccy przechodnie i puby, puby, puby – chyba znak rozpoznawczy tego kraju.
    No, ale miało być o poetach… W tej to więc przestrzeni zostali umieszczeni słupscy i warszawscy poeci biorący udział w spotkaniu. Pikanterii tejże scenerii dodawał fakt, że włączono w nią klimaty hiszpańskie, gdyż był to „Literacki Słupsk po hiszpańsku”, a więc także poezja hiszpańska, także tłumacze. Tłumacze, którzy mówili nie tylko o trudnościach przekładu poezji z jednego języka na drugi, ale i o nieprzekładalności poezji. Nie tylko polskiej, oczywiście, ale i gwatemalskiej na język polski, i hiszpańskiej itd. Nieprzetłumaczalnej, jak podkreślała Danuta Mucha (poetki, tłumaczki, eseistki) z przyczyn prozaicznych: nieznajomości realiów danego kraju. Realiów krajobrazu, życia, nawet takich banalnych jak cztery pory roku. Czymże bowiem dla Gwatemalczyka jest złota polska jesień, aleje i ulice usłane liśćmi, w których brodzi się po kostki? On u siebie nigdy czegoś takiego nie widział. I nie zobaczy. Nieprzetłumaczalne są też często słowa, gra słów, kontekst. Co wtedy robi tłumacz? Wczuwa się w ducha tego języka, na który wiersz przekłada, w jego klimat. A przede wszystkim wchodzi bardzo głęboko w duszę, wrażliwość, osobowość, emocjonalność, refleksyjność poety. Prawie staje się nim… To bardzo trudne, ale i fascynujące. Tłumacz często o poecie wie więcej niż on sam, poznaje go tak, jak chyba nikt nie ma okazji ani możliwości go poznać. I jeżeli faktycznie tłumacz odda ducha danego wiersza, jego aurę, klimat i swoisty, indywidualny koloryt, to poeta jest ocalony. I wygrany.
Poeci, goście spotkania, czytali swoje wiersze, Irlandzkie klimaty eksplodowały ze ścian, opowieści o corridzie wplatały się w to wszystko dramatycznym dysonansem, dopełniając kolorytu. Słupskie środowisko literackie wydaje brulion literacki „Ślad”, by ślady po sobie zostawiać… W naszym, jakże ubożuchnym i smutnym pod tym względem kraju „Ślad” jest ewenementem na skalę Mount Everestu co najmniej, a może i całych Himalajów. Wyszedł 33 numer. Znaczący, symboliczny. Ten martwy byk krzyczy krwią i milczy morskim piaskiem. Symbolizuje poezję we współczesnym świecie. Tylko pozornie milczy, dla tych, którzy są głusi na wszystko…

A głuchych ci u nas dostatek i mnogość. Wśród gości zagranicznych „Śladu” jest Miguel Angel Asturias, którego dramatyczną, ekspresyjną „Litanię emigranta” przeczytała Danuta Mucha, Renato Vasquez – Velasquez , Emilia Curras (ci na spotkaniu byli tylko duchem swej poezji). Wśród gości polskich byli m.in. Wiesław Stanisław Ciesielski (poeta, kreator i animator literackiego, zwłaszcza poetyckiego środowiska słupskiego), Danuta Mucha, Mirosław Kościeński, Stefan Jurkowski, Walentyna Mikołajczyk – Trzcińska i inni mniej lub bardziej zamieszani w poezję. Znakomity, jak zwykle, plakat zaprojektował artysta grafik Janusz Golik, któremu się ostatnio wszystko jakoś „zbyczyło”. Dopiero co w swojej Galerii Autorskiej na Saskiej Kępie w Warszawie powiesił obrazy Macieja Hofman i Michaela Hoffee z tytułem wystawy: „Malarstwo po byku”, teraz kolejny „byczy” plakat na spotkanie ze słupską, hiszpańską i gwatemalską poezją… Coś w tym leitmotivie jest!
Oddajmy głos poetom. Oczywiście, nie zamieszczę tu całego „Śladu”, lecz jego fragmenty i fragmenty tych fragmentów, czyli fragmenty wierszy. Dokonam więc kastracji…

Miguel Angel Asturias

Litania emigranta

I, ty, wygnańcu:
W drodze, zawsze w drodze,
nie mieć cienia, tylko bagaż,
wznosić toasty na przyjęciach, które nie są nasze,
dzielić łoże i „chleb powszedni”, który nie jest nasz
opowiadać historie, które nie są nasze
(…)

Fałszywy czas na zegarkach,
Nie wskazuje czasu, tylko nieobecność,
Zestarzeć się kończąc lata,
Które nie są latami tylko cyframi na
Kalendarzu, który nie jest nasz,
Umrzeć na ziemi, która nie jest nasza,
\słyszeć, że płaczą, ale nie nasi
(…)
trumna nasza, która nie jest naszą,
kwiaty i krzyże, które nie są nasze,
spoczywać w grobie, który nie jest nasz,
zmieszać się z kośćmi, które nie są nasze,
koniec końców człowiek bez ojczyzny to
człowiek bez imienia, człowiek bez człowieka…

(…)
przekład z języka hiszpańskiego: Danuta Mucha i Karol Wilczewski

Renato Vesquez – Velasquez

***
Czym są książki
    jeśli nie tym, czym są

Bez nich
    nie bylibyśmy, kim jesteśmy

Książki
stare
nowe

Jesteśmy sobą
Jesteśmy nimi
Jesteśmy książkami

Czy będziesz moją książką
    książką twojej skóry
    książką do czytania
    książką do życia i odczuwania
książką dla przyjemności

Czy nadal będziesz moją książką

Przekład wolny z języka hiszpańskiego:
Danuta Mucha i Karol Wilczewski

Tu mieszkam

Patrzę w lustra stawów
I widzę korony drzew
Kraina łagodności

Kamienice jak kokosze
Ubrane w przestarzałe sukienki
Śpiewają swoją piosenkę
Z poprzedniej epoki

To tu rosną moje dzieci
Wśród starych drzew
I trochę młodszych domów

Ożywiają tę duszną
Przestrzeń
Wciąż nowymi pomysłami

Nie pozwalają spokojnie
Przechadzać się zadumanym
pająkom

Jolanta Rubiniec

W przeciągu zawsze pełnych rąk

jeszcze tyle chciałbym powiedzieć
kiedy zasłaniam spojrzeniami wnętrze
cierpiących oczu i nie pomaga
zlizane szkło okularów
w przeciągu zawsze pełnych rąk
kiedy codziennie układam zdumienie
do snu kiedy leżymy nadzy odkryci aż po
kołdrę kiedy toniemy w aksamicie
obłudy
a za ścianą twoja matka starzeje
 się, w pół słowa z bukietem obawy
jeszcze tyle chciałbym zasłonić
spojrzeniami bo to nie jest wstyd
tylko nadzieja
w przeciągu zawsze pełnych rąk

Mirosław Kościeński

Ojczyzna

    Kazimierzowi D. – przyjacielowi
  z San Francisco

Kiedy przychodziłem na świat
Jeszcze o niej nie myślałem
Nie wiedziałem, że jest we mnie tak obecna
Tak rozparta na wszystkie strony świata
(…)

Wacław Pomorski

Dylemat Różewicza

Tadeusz Różewicz w wierszu
Widziałem cudowne monstrum
napisał: w domu czeka na mnie
zadanie: Stworzyć poezję po Oświęcimiu

Zaprzyjaźnione centaury
Wspominają twórcę, Salvatore Dali to ten,
Co żyrafę podpalił, płonie po wieczność.
Patrzą na mnie czarne oczka,
Martwe czarne oczka,
Ugotowane czarne oczka.
Frutta di mare, frutta di mare, frutta di mare…
Dotykam srebrnym widelczykiem.
Ugotowany raczek jest martwy.

Dla Tadeusza Różewicza to było wyzwanie,
Na ludzką miarę. Patrzę na płonącą żyrafę,
Na płonącą poezję, na ugotowaną poezję
I nie jestem głodny. Centaury usadowiły się
U mojego wezgłowia. Dlaczego to nie anioły?
Jeden od prawej półkuli mózgu, a drugi od lewej.
Niech nie wie prawa ręka, co robi lewa,
Prawe oko, co widzi lewe.

Wychodzę pospiesznie z supermarketu,
Druciany koszyk odkładam na miejsce.
W domu czeka mnie zadanie,
Muszę stworzyć poezję,
Obym nigdy nie musiał przeżywać
Dylematu Różewicza.
Wiesław Stanisław Ciesielski

Wiersz okręcik

Wystrugałam go z gałązki lipowej
scyzorykiem języka.
Wnuczętom moim do zabawy.
Niechaj się nim nacieszą,
rejsy odbywają śmiałe
na podwórkowej kałuży…
No bo i gdzież mu tam w dalekie podróże,
przez morza szerokie i słone…
Wszak nie złote myśli są w skrzynkach na jego
pokładzie,
lecz słów groszek
w strączkach zielonych.

Karolina Kusek

Wiadomość z ostatniej chwili

dobrze, a może lepiej
nie mówić…
zawsze lepiej
niż kiedyś
gdy…
zakończyły się ostatnie
próby
gdy już nie ma się
na deszcz…
zawsze będzie lepiej
niż jutro…
w ciszy wczoraj
jak kiedyś
gdy…
zamiast ciszy były słowa o ciszy
zamiast mgły
był po prostu
deszcz…

Danuta Mucha

Życie
    Andrzejowi Gnarowskiemu

nie czekaj już nie czekaj odeszły pociągi
i niebo znika w dali jak wagon ostatni

cisza – a w tej ciszy galopuje ziemia
ty trzymasz się jej grzbietu jeździec oszalały
ani zsiąść ni zeskoczyć czy też ściągnąć wodze
niewolnik samotności z palemką nadziei –

że zdążysz kulę czasu objechać dokoła
i powrócić w to miejsce – zanim całkiem zniknie–

Stefan Jurkowski

Cel

Po co żyć?

By wiedzieć,
      widzieć
     być.

I kochać,
i być kochanym,
chociaż na chwilę kochanym.

Andrzej Zaniewski

Plac zabaw

        Pamięci Alfreda Hitchcocka

Był wieczór jeden z tych wieczorów
kiedy po zbrodni oczy szaleńców uspokajają się

wiatr nie wiał

wejście na plac zabaw było jeszcze otwarte
chociaż działy się już na nim
niedziecięce  zabawy

szukałam dzieciństwa

(…)
Barbara Medajska

Vermeer

Dopóki ta kobieta z Rijksmuseum
w namalowanej ciszy i skupieniu
mleko z dzbanka do miski
dzień po dniu przelewa,
nie zasługuje Świat
na koniec świata.

Wisława Szymborska
    Poezja… Z oparów poezji wyłuskująca się myśl… A nam chciano Warszawską Jesień Poezji odebrać. Ten martwy byk krzyczy krwią i milczy morskim piaskiem. Symbolizuje poezję we współczesnym świecie…
    Ktoś z decydentów jednak nieco oprzytomniał i XXXVI Warszawska Jesień Poezji
odbędzie się w dniach 11 -14 października. Będą poeci z Polski, ale i z różnych stron świata, będą spotkania, poetyckie lekcje, poetyckie wieczory, będzie Turniej Jednego Wiersza dla młodzieży.

Justyna Hofman – Wiśniewska

Dodaj komentarz