Przypadkowe spotkanie

Bajka, napisana w trakcie warsztatów
Przypadkowe spotkanie

    W odległym królestwie mieszkała piękna królewna o imieniu Zosia. Żyła jak w bajce. Tata król spełniał każdą jej zachciankę. Szafę miała pełną różnokolorowych sukien, a szkatułkę wypełniała po brzegi drogocenna biżuteria. Pomimo tego wszystkiego królewna nie czuła się szczęśliwa. Nie była pewna czego jej brakuje, ale wiedziała, że czegoś na pewno.
    Któregoś słonecznego dnia zapragnęła wybrać się na spacer. Na jej polecenie przygotowano karocę. Po dwóch godzinach jazdy powóz wjechał na kamień. Woźnica oznajmił królewnie, że nie pojadą dalej z powodu pękniętego koła. Zmartwiona Zosia zaczęła płakać. Została zupełnie sama pośrodku wielkiego lasu, gdyż sługa poszedł szukać pomocy. Z daleka usłyszała szelest. Serduszko podeszło jej do gardła. Nadstawiła uszu i po chwili doszedł do niej czyjś radosny śpiew. Ujrzała wesoło skaczącą dziewczynkę z koszyczkiem pełnym kwiatków w ręku. Im bardziej nieznajoma się przybliżała, tym Zosia stawała się spokojniejsza.  Kiedy panienka znalazła się obok królewny, ta wstała, otarła łzy i wytrzepała sukienkę z ziemi. Dziewczynka stanęła przed nią i zaczęła się przyglądać.
– Coś ci się stało? Czemu płakałaś? – spytała się Zosi zatroskana nieznajoma.
– W moim powozie zepsuło się koło. Mój woźnica poszedł poszukać pomocy, a ja zostałam tu całkiem sama – oznajmiła Zosia – nie wiem co mam zrobić. Czekam tu już chyba godzinę.
– Niczym się nie martw. Ja ci pomogę. Jak ci na imię?
– Zosia. Mój tata jest królem, on ci się odwdzięczy – powiedziała już całkiem spokojna królewna.
– Nie chcę niczego w zamian, mam wszystko, czego potrzebuję – stwierdziła pogodnie dziewczynka.
– Jej, twoi rodzice muszą być naprawdę bogaci, skoro nic nie chcesz – zdziwiła się Zosia.
– Właściwie to jest na odwrót. Mój tata jest zwykłym rolnikiem a mama, ja i moje rodzeństwo mu pomagamy. Mimo że jesteśmy biedni to i tak niczego nam nie brakuje, bo się nawzajem kochamy i dzięki temu mamy to, co jest potrzebne.
    Królewna nie wiedziała co powiedzieć. Po raz pierwszy spotkała się z czymś takim. Wprawdzie rodzice okazywali jej to, że ją kochają, ale robili to, dając jej drogie prezenty. Jak można okazać miłość nic nie mając? Pewnie by o tym myślała jeszcze przez dłuższą chwilę, gdyby nie przerwała jej tego nowo poznana towarzyszka.
– Ja jestem Marysia – powiedziała dziewczynka.- Nie umiem co prawda naprawić zepsutego koła, ale mogę z tobą pójść do wioski, skąd mój tata zawiózłby cię do domu.
Królewna zostawiła tylko krótką wiadomość woźnicy i ruszyła za Marysią. Szły około godziny, drogę umilając sobie rozmową. Zosia po raz pierwszy od dłuższego czasu czuła dziwną radość w sercu. Nie bardzo wiedziała dlaczego. Kiedy dotarły na miejsce, Marysia przedstawiła królewnie swoją rodzinę oraz zaprosiła ją na obiad. Mimo że nie była to królewska uczta, do jakich przywykła, to i tak był to jeden z najlepszych posiłków, jakie jadła. Cała rodzina zasiadła do małego stolika w niewielkiej izbie. Podczas jedzenia każdy opowiadał innym o tym, co mu się zdarzyło w ciągu dnia. Zosię zdziwiło to, że domownicy do razu przyjęli ją do swego grona.
    Po miło spędzonym czasie nadeszła jednak godzina powrotu. Aby Zosi nie nudziło się w trakcie jazdy, Marysia pojechała razem z nią i tatą. Kiedy dotarli na miejsce, królewna pomyślała: ,,wszędzie dobrze, ale jednak w domu najlepiej”. Ucieszyła się niezmiernie, widząc uradowanych jej powrotem rodziców. Para królewska była trochę zdziwiona słuchając opowieści córki.
Kiedy nadszedł czas pożegnania Zosia i Marysia wymieniły między sobą tylko uścisk dłoni i krótkie ,,cześć”. Królewna, patrząc na odjeżdżający powóz nagle zrozumiała wszystko. Już wiedziała, czemu nie umiała się cieszyć wszystkimi swoimi rzeczami. W jednej chwili doszło do niej, jak samotna jest, nie mając przyjaciółki, z którą mogłaby się tym wszystkim dzielić. Krzycząc i machając rączkami, zaczęła biec w kierunku odjeżdżających.
– Marysiu, zaczekaj! Marysiu!
    Po chwili powóz się zatrzymał. Marysia szybko wyskoczyła i ruszyła w stronę królewny. Kiedy się spotkały, Zosia powiedziała:
– Muszę ci coś powiedzieć. Wiesz, mam tyle fajnych zabawek, duży ogród i pokój, ale na nic mi one, skoro nie mam z kim się nimi cieszyć. Może byś chciała zostać moją przyjaciółką i bawić się razem ze mną?
– Myślałam, że już nie spytasz – ucieszyła się Marysia i przytuliła królewnę.
Taki z tej bajki morał, że same pieniądze szczęścia nie dają, a we dwoje zawsze jest raźniej i weselej.

Magdalena Urbańska

Dodaj komentarz