Zdarzenia po raz dziesiąty

Małgorzata Bryl pisze o festiwalu Zdarzenia w "Dzienniku Teatralnym".

Zdarzenia jeszcze zdarzeniowe

Nagrody rozdane, zespoły teatralne oraz wszyscy goście wyjeżdżają, organizatorzy oddychają z ulgą, a ulice Tczewa wracają do swej spokojnej codzienności – jubileuszowa edycja Międzynarodowego Festiwalu "Zdarzenia" im. Józefa Szajny dobiegła końca.

Trudno oceniać mi ten Festiwal, bowiem nie mogę odnieść się do żadnego z poprzednich jego wydań. Dlatego też tego nie zrobię, a dam wyraz swemu zadowoleniu – nie skażonego niesmakiem, zdegustowaniem, nostalgią. Może to i nawet lepiej, gdyż ten festiwal nie powinien zostawiać po sobie negatywnych emocji. Przecież wszystkie tegoroczne projekty artystyczne były zarówno stworzone, jak i odebrane przez ludzi z pasją. To zatem nasz Festiwal – każdego, kto się tam pojawił. Każdy z nas swoją obecnością nadał mu status zdarzeń. I trzeba w to wierzyć, bo tylko w to warto.

Werdykt jury, poprzedzony ponoć zażartą dyskusją, wyłonił laureatów z dwóch dziedzin konkursowych – teatru i sztuki plastycznej. W kategorii sztuk plastycznych wygrała instalacja „Rozmowy kontrolowane” Piotra Świątoniowskiego i Justyny Smoleń z Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Z kolei pierwsza nagroda teatralna została przyznana trójce studentów z białostockiego Wydziału Sztuki Lalkarskiej Akademii Teatralnej za ich spektakl „Der Kindershafe” prezentowany ostatniego dnia festiwalowego. Na Nagrodzie Publiczności dla spektaklu „Najbrzydsza kobieta świata” dla Przemysława Boska i Joanny Stelmaszuk (również absolwenci wydziału lalkarstwa w Białymstoku) kończy się pochód polskich laureatów. Nagrodę Grand Prix i 8 000 złotych zdobył zespół „Spitfire Company” z Czech za swój spektakl „World of condemned”. Przyznać trzeba, że werdykt był sprawiedliwy i przewidywalny, ale brakuje mi zdecydowanie na liście nagrodzonych zespołu „Squad Form” za spektakl „Trzy upadki panny Julie” w wykonaniu tak często pojawiającego się na „Zdarzeniach” środowiska artystycznego – Wydziału Sztuki Lalkarskiej Białystok. Czy aby jurorami nie kierowało przeświadczenie, że trzy zespoły na podium zwycięzców z tej samej uczelni to gruba przesada? Co jednak zrobić, gdy przecież nie pierwszy raz uczelnia ta udowadnia, że jest jedną z najlepszych w Polsce? Z drugiej strony – nienagrodzenie „Świata potępionych” praskiego „Spitfire Company” byłoby też wątpliwym krokiem. Przedstawienie było tak wielkim popisem pomysłowości formalnej i choreograficznym majstersztykiem, że nie mogło odjechać z Polski bez nagrody. 

„Ktoś musiał przegrać, żeby kto inny mógł wygrać” – zabrzmiały ze sceny na zakończenie festiwalu słowa Piotra Tomaszuka, z którymi nie do końca się zgadzam. I nie powiem teraz równie wyświechtanego zdania, że wszyscy artyści są wygrani, bo wystąpili na Festiwalu. Dla mnie kłopot z wyróżnieniem jednego wygranego i ciągłe wrażenie, że było za mało nagród, a za dużo artystów na nie zasługujących są znakiem, że „Zdarzenia” naprawdę dobrze prosperują. Wyrównany, wysoki, przyzwoity poziom artystyczny projektów wszystkich prezentujących się w tym roku zespołów, które przecież są dopiero na samym początku dróg artystycznych, napełnił mnie zadowoleniem. Jeżeli nawet „Zdarzenia” miałyby się w przyszłości przeobrazić w coś już zupełnie odbiegającego od jego początkowych założeń, nie zginie tradycja teatralna, pasja i chęci młodych artystów. Czas już wyrzucić na śmietnik zdania o rzekomym wyparciu się tradycji przez młodych artystów pokolenia lat ‘80. Z drugiej strony – trudno walczyć z tymi ciągle odradzającymi się stereotypami, gdy działania artystyczne młodych dalej mają status undergroundowy, a „Zdarzenia”, które mogłyby to zmienić, w ich oczach tracą swoją zdarzeniowość.

Dodaj komentarz