Mim wraca do źródeł

Spektaklem „Blik” w wykonaniu francuskiej trupy „Monsieur et Madame O” rozpoczął się w piątek 21 sierpnia 9. międzynarodowy festiwal mimu w Teatrze na Woli.

Image

Organizatorzy deklarują powrót do tradycyjnej pantomimy, do szkoły Marcela Marceau. Jest to odpowiedź na zjawisko „roztapiania się” mimu w pokrewnych rodzajach teatru, co w szczególności można obserwować na licznych festiwalach europejskich, m.in. na Festiwalu Cos w katalońskim Reus – tam mieszanina cyrku, błazenady, mimu, teatru tańca i skeczu (ze słowami) zyskała miano Teatru Ciała, ale z mimem ma to coraz mniej wspólnego. Na Woli chcą dowieść, że pantomima ma nadal coś ważnego do powiedzenia – zresztą nie tylko organizatorzy festiwalu (Maciej Kowalewski, dyrektor teatru i Bartłomiej Ostapczuk, dyrektor artystyczny festiwalu), ale kibicujący im przyjaciele z utworzonego w tym roku Stowarzyszenia Międzynarodowych Festiwali Pantomimy, jednoczącego artystów z wielu krajów, gdzie jeszcze o pantomimie nie zapomniano.

Artyści z Francji już byli gośćmi festiwalu przed trzema laty, ich styl nie był więc dla publiczności wiernej pantomimie nieznany – łączą oni z pantomimą elementy klownady i tańca, ale narracja plastyczna (wspomagana sugestywnie warstwą muzyczną i dźwiękową), której pantomima jest ośrodkiem, dominuje. W „Bliku” snują tragikomiczną opowieść nawiązującą do Becktowskich komedii wyczerpania, kiedy egzystencja na granicy światów wydaje się nie mieć już sensu. Tutaj dwóch żołnierzy zapomnianej armii, niezbyt odważnych ani niezbyt mądrych trwa na posterunku – ktoś ich kiedyś postawił, odgrodził, zostawiając tylko wspomnienia i coraz mniej wskazówek na przyszłość. Zagubieni, pozbawieni łączności, przedzieleni szlabanem od reszty świata próbują przetrwać, oddając się sprzeczkom, walcząc o pożywienie i picie, podporządkowując nawzajem. Gdzieś jednak jest inny świat i – jak się okaże – on jednak daje nadzieję, znosząc bariery między ludźmi. Może wiec złamany podczas spektaklu napis „Republik”, z którego został tylko „blik” wróci do pełnego brzmienia?

Technicznie spektakl bezbłędny, z lekką mgłą nostalgii i smutku. O jego sukcesie decydują półtony, dzięki którym udaje się artystom wytwarzać zmienne nastroje.

Tomasz Miłkowski

Dodaj komentarz