(A)polonia, czyli czyściec

O "(A)polonii" Krzysztofa Warlikowskiego pisze Tomasz Miłkowski.
Nowy Teatr jeszcze w budowie, ale pierwszą premierę ma już za sobą. „(A)polonia”, przygotowana z multimedialnym rozmachem w hali byłej Wytwórni Wódek Koneser, mogła być przedstawieniem wielkim, ale (na razie) jest tylko niespełnionym pomysłem. Krzysztof Warlikowski zamierzył skonfrontować „Oresteję” Ajschylosa, mord założycielski Europy, z Holocaustem, jej dojrzałą i wciąż nierozliczoną zbrodnią. Postawił obok siebie poświęcenie Alkestis (z tragedii Eurypidesa), która postanowiła umrzeć za męża, z poświęceniem Apolonii (uwiecznionej przez Hannę Krall), ratującej żydowskie dzieci, a której ojciec nie wybrał zamiast niej losu ofiary hitlerowców.
    Kto chce powiedzieć za dużo, traci oddech. Tak i jest tym razem – druga część widowiska grzęźnie w obszernym monologu-wykładzie zaczerpniętym z „Elizabeth Costello” Coetzee'ego, z którym zupełnie nie radzi się sobie Anna Radwan. Zresztą trudno się dziwić, bo jak stawić czoło ryzykownemu porównaniu Holocaustu z ubojem zwierząt rzeźnych, którym epatuje publiczność Noblista. Monolog rozsadza dramaturgię, podobnie jak na manowce spycha ją sprawozdanie ze Studia Kibel (po co reżyser bawi się językiem zaczerpniętym z reality show, pozostanie tajemnicą), w którym toczy się sąd nad Orestesem czy też parada Apolla z wytatuowanym kolorowo penisem.
    Przydałoby się w tym bałaganie więcej porządku (intelektualnego i estetycznego), czemu próbowała sprostać Renate Jett ze swymi porywającymi songami. Po spektaklu zostanie kilka zdumiewających osiągnięć aktorskich (Andrzej Chyra, Magdalena Cielecka, Małgorzata Hajewska-Krzysztofik) i żal, że Warlikowski, zamiast pokazać piekło moralnych katuszy, ugrzązł w czyśćcu wątpliwych etycznie prowokacji.
Tomasz Miłkowski
Krzysztof Warlikowski, „(A)pollonia”, reżyseria Krzysztof Warlikowski, scenografia i kostiumy Małgorzata Szczęśniak, muzyka Paweł Mykietyn, Renate Jett, Piotr Maślanka, Paweł Stankiewicz, songi Renate Jett, reżyseria świateł Felice Ross, dramaturgia Piotr Gruszczyński

Tekst publikowany w Stolicy, 2009 nr 6

Dodaj komentarz