Sami z siebie się śmiejecie

"Między nami dobrze jest" w reż. Grzegorza Jarzyny TR Warszawa i Schaubühne am Lehniner Platz w Berlinie. Pisze Grzegorz Konat w Przeglądzie.

«Wbrew temu, czego nie chcieliby zobaczyć w wyreżyserowanym przez Grzegorza Jarzynę "Między nami dobrze jest" Doroty Masłowskiej konserwatywni i liberalni komentatorzy, 20. urodziny "nowego ładu" nad Wisłą TR Warszawa świętuje satyrą na wszelkiego rodzaju absurdy kapitalistycznej rzeczywistości postpeerelowskiej Polski. Najnowszy dramat młodej autorki stanowi bowiem przede wszystkim gruntowną rozprawę z narzuconym społeczeństwu, fałszującym całkowicie rzeczywistość językiem. Zwłaszcza językiem mediów i wszechobecnej reklamy, zalewającym społeczeństwo głęboko nietolerancyjnym dyskursem fałszywie rozumianej wolności, czego egzemplifikacją jest puszysta kobieta, która nie mówi o sobie inaczej jak "gruba świnia" i powtarza wyuczoną formułkę, że nie będzie wychodzić z domu, bo inni mają prawo rzygać z bardziej wzniosłych powodów. Gdyby Masłowska przeczytała doskonałą książkę "Nowomowa neoliberalna" Alaina Bihra, byłaby zaskoczona, jak świetnie jej dialogi uzupełniają się z analizami francuskiego socjologa.

Z drugiej strony, inscenizacja obnaża dramatyczne nierówności, jakie stały się udziałem Polaków na przestrzeni ostatnich 20 lat. W spektaklu Jarzyny mamy do czynienia z dwoma światami. Jeden stanowią reprezentanci spauperyzowanej większości, na przeciwległym biegunie natomiast znajduje się garstka oderwanych od rzeczywistości "wybrańców" fortuny, którzy w otaczającym ich plastikowym opakowaniu łakną kontaktu z realnym życiem. Skonfrontowanie ich stanowi niezwykle gorzką, choć okraszoną humorem, rozprawę z nowymi polskimi realiami.

Jednak tym, co już w samym tekście wzbudzało najwięcej kontrowersji, jest jego rzekomo patriotyczno-nacjonalistyczny przekaz. U Jarzyny tymczasem ten element okazuje się na tyle naiwny, że trudno stwierdzić, czy "afirmacja bycia Polakiem" to celowo umieszczony komunikat dla widza, czy raczej doskonale ukryty sarkazm i obnażenie podłości mydlenia społeczeństwu oczu narodowymi mitami, mającymi przesłonić nabrzmiałe problemy dnia dzisiejszego. Gdy bowiem Mała Metalowa Dziewczynka wykrzykuje, że "nie jesteśmy żadnymi Polakami, tylko normalnymi ludźmi!", równie dobrze można odczytać to jako sprzeciw wobec dwóch dekad chwilami nieludzkiej polityki neoliberalnych polskich władz. A gdy uparcie powtarza frazes o byciu Europejką – czyż nie przywodzi to na myśl 2 mln ludzi, którzy zostali "Europejczykami" poprzez zarobkową emigrację? Można chyba nawet zaryzykować przewrotne twierdzenie, iż zamiary Masłowskiej i Jarzyny mają tu znaczenie całkiem drugorzędne. Liczy się efekt, a ten jest bardzo niejednoznaczny.

Spektakl jest spójny, wartki i dobrze zagrany. Poza wszystkim jednak zaskakuje swego rodzaju przewrotnością, gdyż dyrektor TR Warszawa, rysując na przykładzie świata celebrytów obraz polskich "elit" intelektualno-majątkowych, wyśmiał dużą część z tych wszystkich, którzy od lat stanowią najwierniejszą widownię jego sceny. Nic dziwnego zatem, że wśród spragnionej rozrywki "za wszelką cenę" publiczności to spazmy śmiechu dominowały nad gorzką refleksją. I o ile gdzieś bardzo wysoko nad sceną wypatrzyć można było spiritus movens Marksa, tuż nad rzędami siedzeń zawisł duch Gogola, z jego wciąż jakże aktualnym pytaniem: "Z czego się śmiejecie?".»

"Sami z siebie się śmiejecie"
Grzegorz Konat
Przegląd nr 17/03.05

Dodaj komentarz